moje-gniezno.pl

PORTAL INFORMACYJNY POWIATU GNIEŹNIEŃSKIEGO

Gwałt na niepełnosprawnej podopiecznej DPS-u w Łopiennie! Oskarżony nadal przebywa na wolności i pracuje w placówce!

Wtorek, 9 marca 2021
  • Gwałt na niepełnosprawnej podopiecznej DPS-u w Łopiennie! Oskarżony nadal przebywa na wolności i pracuje w placówce!

W lipcu 2020 roku, w Domu Pomocy Społecznej w Łopiennie prawdopodobnie doszło do gwałtu. Tak przynajmniej wskazują dotychczasowe ustalenia śledczych, zeznania pokrzywdzonej oraz świadków. Poszkodowana to osoba niepełnosprawna umysłowo. Oskarżony to pracownik DPS-u. Mężczyzna cały czas przebywa na wolności. Nie został także zwolniony, czy nawet zawieszony w pracy. Placówka prowadzona jest przez Zgromadzenie Sióstr Elżbietanek. Okazuje się, że takich zdarzeń mogło być znacznie więcej.

W lipcu 2020 roku pracownica Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej Intelektualnie Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek w Łopiennie ujawniła szokujące zdarzenie. Jedna z podopiecznych miała zostać zgwałcona przez pracownika. Sprawa jednak przybrała nieoczekiwany i niezrozumiały obrót.

W lipcu, to była sobota, przyszłam do pracy na godzinę 14.00 - mówi pracownica DPS w Łopiennie. Był to normalny dzień pracy. Było to około godziny 16.00 - 17.00. Pan Adam przyszedł na drugi dom, oczywiście wyczułam od niego alkohol. Przyszedł niby po marker, że płytki gdzieś kładli i chce marker. Poszukałam marker, zostawiłam na stole gdzie czwarta grupa ma pracownie, ale pan Adam tam chodził do świetlicy i z powrotem. Wchodził, wychodził, ale przyszedł po ten marker, zabrał go i wyszedł. Mieliśmy wtedy z trzeciej grupy taką dziewczynkę przez dwie godziny pod opieką. Poszłam z tą dziewczynką do pierwszej grupy, z pięć minut miałam coś u siostry do przekazania, wzięłam tę dziewczynkę ze sobą, przyszłam z powrotem do tej czwartej grupy, weszłam do świetlicy i dziewczynki siedziały, rysowały. Rozejrzałam się i zauważyłam, że Kasi (imię zmienione przez redakcję) nie ma. Poszłam do góry na pokoje, tam gdzie wszyscy mają swoje pokoje, ale tam też jej nie było. Poprosiłam jedną z podopiecznych, żeby pilnowały tej dziewczynki, a ja pójdę zobaczyć gdzie jest Kasia. Coś mnie tknęło, że pan Adam był pod wpływem alkoholu, do tego przyszedł, tak chodził w kółko. Poszłam szukać. Wyszłam na plac z przodu - tam też jej nie było. Z tyłu na podwórzu też jej nie było. Wychodziłam już z drugiej strony na plac z przodu i słyszałam jakby gdzieś jakieś drzwi trzasnęły. Obejrzałam się i nic nie było. Podeszłam do pierwszych drzwi, tam jest taka stodoła, i te drzwi były zamknięte od środka. Weszłam do drugich drzwi gdzie pan Adam kładł te płytki, ale tam nikogo nie było. Weszłam do trzeciego pomieszczenia - też nikogo nie było. Wyszłam i szłam do czwartej grupy, ale po drodze rozglądałam się czy gdzieś tej Kasi nie widać. Stanęłam przy domu, gdzie mamy zajęcia i zastanawiałam się, gdzie ona może być. Za chwilę patrzę, Kasia wyszła z trzeciego pomieszczenia. Zaczęłam iść w jej stronę. Zapytałam ją, gdzie była? Powiedziała, że była u kotków. Powiedziałam: powiedz mi Kasiu, tak szczerze, gdzie Ty byłaś o tej godzinie u kotków? Każdy miał dyżury przy tych kotkach, ale nie pasowała mi godzina. Ona do mnie mówi: a nie powiesz nikomu? Ja mówię: no nie powiem. I tak kilka razy mi się spytała, a ja jej mówiłam, że nie powiem nikomu. Weszłyśmy do pracowni, usiadła sobie na tapczanie, ja wzięłam krzesło i naprzeciw niej usiadłam i mówię do niej: no to powiedz mi teraz gdzie Ty byłaś Kasiu? I ona mówi: byłam u pana Adama. Pytam: no i co tam robiłaś u pana Adama? Spojrzała tak na swoje piersi i mówi: no tak mnie dotykał ... Pytam: no i co Ci jeszcze robił? Mówi mi: kazał ściągnąć spodenki. Miała krótkie spodenki, bo to był lipiec. No i pytam: no i co Ci jeszcze robił? Mówi: no i mi wkładał. No to ja już nie pytałam co, tylko byłam zszokowana. Zapytałam: Kasiu, czy ty chcesz o tym porozmawiać z siostrą dyrektor. Ona powiedziała, że chce. Siostry dyrektor nie było, bo była na urlopie. Poszłyśmy do siostry przełożonej. Wzięłam ją i od razu poszłyśmy do siostry przełożonej i na świetlicę. Na świetlicy powiedziałam: Kasiu, powiedz proszę teraz siostrze przełożonej wszystko to, co mi powiedziałaś. No i powiedziała siostrze przełożonej. Siostra nawet mówi, że jej aż włosy dęba stanęły. Poszliśmy do pracowni. Potem przyszła jeszcze siostra przełożona i powiedziałam jej, że pan Adam jest pijany i to dosyć mocno. Siostra powiedziała, że poszła do niego i nawet nie podeszła blisko, ale czuła alkohol. W sumie w tą sobotę na tym się skończyło. W niedzielę miałam wolne, ale rozmawiałam z taką inną panią, która była w pracy i powiedziała mi, że w poniedziałek dziewczyny jadą na wiśnie. Czasami jadą na takie zbiory, ale zawsze jedzie z nimi jakaś opiekunka czy osoba, która je tam pilnuje. W poniedziałek poszłam do pracy, pan Adam był normalnie w pracy. Zadzwoniłam do pracownika socjalnego, dopiero po południu przyjechała pani psycholog z Gniezna i dopiero wzięła Kasię na rozmowę. Przyszła mi się spytać, opowiedziałam jak to było. Pani psycholog potwierdziła, że Kasia powiedziała tak samo. Wtedy dopiero to wszystko jakoś ruszyło. Po powrocie pani dyrektor pytała mi się dlaczego nie zgłosiłam tego pracownikowi socjalnemu. Powiedziałam, że to była sobota, nie było tej pani na miejscu, ja nie mam do niej numeru telefonu, zgłosiłam siostrze przełożonej, bo nikogo innego nie było. Po jakimś czasie byłam zeznawać na Policji. Siostra prowincjalna też była. Wszystko ruszyło.


Kobieta, która zgłosiła sprawę siostrze przełożonej wykazała się nie tylko ogromną odpowiedzialnością i rozsądkiem, ale także oddała tej pracy całe swoje serce. Mimo tego, to nie mężczyzna oskarżony o gwałt stracił pracę, tylko ona.

Kasia jest dziewczyną z upośledzeniem - mówi pracownica DPS w Łopiennie. Ma około 30 lat. Ja pracuję tutaj prawie 15 lat i ona już tutaj była jak ja zaczęłam pracę. Kasia to jest taka fajna dziewczyna. Może jest trochę skryta. To jest dobra dziewczyna. Mówiła, że się boi, żeby pan Adam pracy nie stracił. Jak pana Adama nie było, to Kasia miała zakaz chodzenia do kotów, ale chodziła często koło tej kotłowni. Jak ja nie byłam jeszcze w tej grupie, to sama też widziałam jak pan Adam wypuszczał Kasię z takiej klasy na dole właśnie. Ale to ja wtedy nie byłam w tej grupie. Ona wyszła pierwsza, on potem wyszedł za nią. Wszyscy niby mówili o tym, ale każdy ... (milczenie - przyp. red.) Ładna dziewczyna. Troszeczkę ma może brzuszek. Jakby ją ktoś zobaczył, to by nie pomyślał, że jest osobą niepełnosprawną. Wygląda na osobę normalną. Pan Adam jest kierowcą. Zajmuje się też pracami takimi jak żarówka się popsuje, jak w łazience coś się zepsuje. Po tym incydencie przez 3 - 4 miesiące go nie było. Podobno był na chorobowym. Teraz już pracuje. Ja myślę, mam takie odczucie, że jemu wszystko było wolno, on mógł robić wszystko. A, że pijany był, to nie był pierwszy raz. On wszystko mógł robić. Nie wiem dlaczego go nie zawieszono. W trakcie pracy nie raz był pijany. Ja mogę powiedzieć twardo i otwarcie co widziałam, że kilka razy był pijany. Nie wiem czemu mu wszystko wolno. Ma chyba dobre „plecy”. Nie wiem ... Pracuje tutaj długo. Nie chcę nikogo oskarżać, nie chcę mówić, ale coś musi mieć. (...) Nie wiem dlaczego nic z tym nie jest robione. Tu są tacy ludzie, którzy w tej pracy są ponad 20 lat. Nawet była taka dziewczyna, ją potem mama zabrała do domu i ona teraz jakoś w grudniu chyba zmarła. Ona dzwoniła czasami, bo tutaj miała koleżanki. I też właśnie chodziły takie pogłoski, no to było z 20 lat temu, ale że poszła do biura, była taka fajna - czytała, pisała, mądra dziewczyna. Mówiła to wprost tym paniom, które kiedyś tutaj pracowały, że kiedyś z panem Adamem gdzieś tam jechała samochodem, pan Adam miał kocyk, coś tam, coś tam ... Poszła do biura o tym powiedzieć. Na drugi dzień ją tam zawołały do biura i miała podpisać jakiś papier, że kłamie. Wiem, że pan Adam ma zakaz zbliżania się do Kasi. Siostra zrobiła zebranie, żeby powiedzieć wszystkim, żeby Kasię pilnować. Nie widziałam, żeby przychodził na ten drugi dom. Raz jak mieliśmy podejrzenie o covidzie, to panowie musieli powynosić wszystko, ale tak to nie widzę, żeby tam przychodził. Wszyscy mówią, że z tego nic nie będzie, że to tak jak inne sprawy tutaj ujdzie mu na sucho. Nigdy takiego czegoś tutaj nie było. Wszyscy mówili, ale nikt nikogo na gorącym uczynku nie złapał. Wszyscy mówią, że nic z tego nie będzie, że to się rozejdzie. Wydaje mi się, że to powinno być zgłoszone zaraz w tą sobotę, Kasia powinna jechać na obdukcję, to powinno być zrobione zaraz. Sprawa wyszła, musieliśmy zeznawać i po tym wszystkim wszystko przycichło. Potem w pracy było tak, że broń boże mówić na temat pana Adama. Nikt nie mógł nic powiedzieć. Z Kasią wiadomo, żeby jej nie przypominać. Ale w ogóle nie wolno było mówić na temat pana Adama między sobą nawet. Nie wiem dlaczego to jest tak ukrywane. Jeszcze żona pana Adama co chwilę powtarzała, jak pan Adam jeszcze nie wrócił do pracy, powtarzała: oj się ktoś zdziwi, oj się ktoś zdziwi. Jego żona też pracuje w DPS-ie. My myśleliśmy, że on już nie wróci, że może będzie mu głupio po takim czymś wrócić do pracy. Trochę mnie to zdrowia kosztuje. Najgorzej ma ta osoba, która to ujawniła. Siostra dyrektor mówi, że dobrze zrobiłam, że tak powinno być, ale widzę ten wzrok siostry dyrektor. Umowy o pracę nie będę miała przedłużonej. Jestem już na emeryturze, ale mogłabym jeszcze pracować. Nie przedłużą mi umowy. Jeszcze rok bym mogła pracować. Teraz ja jestem winna temu, że kontrola z Urzędu Wojewódzkiego przyjechała do DPS-u. Wszystko teraz jest na mnie. Wnuków tu ze sobą nie mam, obowiązków jakichś nie mam, kawałek do pracy, fajna ta praca - taka z ludźmi, ale nie przedłużą mi umowy. Byłam tam jako pokojowa, ale my tam wszystko robimy. Są opiekunki i pokojowe. Jestem pokojową, bo jestem po zawodówce. Pokojówki już muszą mieć to średnie wykształcenie. Wydajemy posiłki, pomagamy myć, sprzątać, mamy zajęcia. Niektóre z tych dziewczyn są naprawdę fajne. Człowiek się zżył z nimi. Można się i pośmiać z nimi. Traktuje się je jak członka rodziny. 15 lat tu pracuję. Szkoda, no szkoda, ale nie żałuję, że to zgłosiłam. Musiałam tak postąpić. Nie wiem jaka kara powinna go spotkać. Koleżanki się śmieją, że rozpętałam trzecią wojnę światową. Mi się wydaje, że każdy na moim miejscu postąpiłby tak samo. Nie można inaczej. Niech by on miał jakąś panią, która tam pracuje - mnie to nie interesuje, to każdego prywatna sprawa, ale to są osoby niepełnosprawne. Jak im się coś powie, to one nic nie powiedzą, one są grzeczne i z nimi można robić wszystko, co się chce.


Adam S. usłyszał zarzut z artykułu 198 kodeksu karnego:
Kto, wykorzystując bezradność innej osoby lub wynikający z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem, doprowadza ją do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Wobec mężczyzny zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze.

Zostało skierowane do Prokuratury zawiadomienie przez dyrekcję tej jednostki o możliwości popełnienia przestępstwa dotyczącego wykorzystania osoby niepoczytalnej, mieszkańca tego DPS-u, przez inną osobę zatrudnioną w tym DPS-ie - mówi prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Prokurator ustalił, że Adam S. dopuszczał się wobec tej niepoczytalnej osoby obcowania płciowego. Jest to przestępstwo, taki zarzut temu mężczyźnie został przedstawiony przez prokuratora. To jest zarzut z artykułu 198, czyli wykorzystania seksualnego osoby upośledzonej. Mężczyzna ten, przesłuchany w charakterze podejrzanego, nie przyznał się do zarzucanego mu przestępstwa, złożył swoje wyjaśnienia, oświadczył, że z tą osobą jedynie rozmawiał, nie dochodziło do żadnych kontaktów cielesnych ani też innych czynności seksualnych. Prokurator, po zakończeniu śledztwa, w styczniu skierował wobec Adama S. akt oskarżenia. Prokuratura zebrała wystarczające dowody, żeby przedstawić zarzut temu mężczyźnie, a także - już w konsekwencji dalszej - skierować akt oskarżenia. Chodzi tutaj o zeznania świadków, zawiadomienie dyrekcji tej placówki, zeznania samej pokrzywdzonej, opinie biegłych, inne elementy, które również stanowią tutaj o tym, że Prokuratura uważa, że ten pan swoim zachowaniem wyczerpał znamiona zarzucanego mu przestępstwa. Wobec podejrzanego, w toku postępowania przygotowawczego prokurator zastosował dozór Policji, także zakazy zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzoną. Prokuratura uznała, że te środki wolnościowe są jak najbardziej wystarczające dla zapewnienia prawidłowego toku postępowania. W tej chwili postępowanie będzie na etapie postępowania sądowego i jeśli mężczyzna ten jako podejrzany, czy już oskarżony będzie w jakikolwiek sposób łamał narzucone na niego zakazy, które nadal obowiązują, Sąd może na wniosek Prokuratury lub z urzędu zadecydować o zmianie na bardziej restrykcyjne środki zapobiegawcze w tej sprawie. Warto wspomnieć, że mamy do czynienia z artykułem 198 kodeksu karnego, czyli przepisem szczególnym. On ma pierwszeństwo w stosowaniu do typowego gwałtu, ponieważ dotyczy to sytuacji kiedy osoba nie stosuje przemocy ani groźby, a jedynie wykorzystuje sytuację związaną ze stanem zdrowia psychicznego pokrzywdzonej. Tutaj w tym przypadku takie zachowanie należy kwalifikować nie jako gwałt, jednak jako wykorzystanie upośledzenia, choroby psychicznej, niemożność, niezdolność pojmowania przez pokrzywdzoną znaczenia czynu, który się wobec niej stosuje.


Prokuratura mogła zastosować tymczasowy areszt wobec Adama S. Niestety nie uczyniono tego.

Nie ma przeszkód, aby w takiej sprawie, na czas trwania postępowania, było zastosowane tymczasowe aresztowanie - mówi adwokat Radosław Szczepaniak. Można je stosować, jeżeli zachodzi potrzeba zabezpieczenia sprawy, aby podejrzany nie utrudniał postępowania. Także można stosować je wtedy, gdy zachodzi prawdopodobieństwo możliwości popełnienia innego, ciężkiego przestępstwa. W sprawach o charakterze seksualnym potrzeba ochrony pokrzywdzonego jest zdecydowanie priorytetowa. Już na tym etapie można także zastosować środek zapobiegawczy w postaci zakazu wykonywania określonych czynności zawodowych. Rozumiem, że istnieje domniemanie niewinności, ale po to są właśnie środki zapobiegawcze, aby właśnie zapobiegały i zabezpieczały ten okres do momentu wyroku.


Sprawą zszokowane jest Starostwo Powiatowe w Gnieźnie, które o wszystkim dowiedziało się dopiero w drugiej połowie lutego bieżącego roku. Okazuje się, że brak zawieszenia podejrzanego w pracy może mieć konsekwencje prawne.

DPS prowadzony jest przez siostry - mówi starosta Piotr Gruszczyński. Organem kontrolującym tę jednostkę jest Urząd Wojewódzki, natomiast naszą rolą jest przekazywanie środków, które wpływają do nas przez Urząd Wojewódzki. My mamy funkcję nadzorczą. Co dwa, trzy lata ktoś od nas odwiedza tę jednostkę, natomiast systematyczne kontrole prowadzi Urząd Wojewódzki. To nie jest jednostka, która podlega Starostwu Powiatowemu. 19 lutego dotarła do nas ta bulwersująca informacja. Jedna z pracownic przekazała ją staroście Annie Jung. Pani starosta swego czasu była pracownikiem tego DPS-u. Myślę, że tu zadecydowała kwestia zaufania. Dowiedzieliśmy się 19 lutego, że od lipca ta sprawa była prowadzona przez Policję. Dla nas ogromnym zaskoczeniem jest, że nikt nas o tym nie poinformował, tym bardziej siostra dyrektor. My powinniśmy mieć taką wiedzę, tak samo i Urząd Wojewódzki. Z chwilą, gdy ta informacja do nas dotarła, natychmiast skierowaliśmy sprawę do Prokuratury, ale jednocześnie poinformowaliśmy wojewodę o całej sytuacji. Z tego co wiem, jest akt oskarżenia i sprawa skierowana jest do Sądu. Starostwo nie jest upoważnione do przeprowadzenia kontroli w tym DPS-ie, ustawodawca nie daje nam takich uprawnień, to jest po stronie wojewody. Uważam, że należy poczekać za rozstrzygnięciami organów, które będą decydować co dalej w tej sprawie, czy w ogóle są poważne podstawy, bo w naszej ocenie tak i dlatego podjęliśmy takie kroki. Podejrzewam, że będziemy mieli okazję - po rozstrzygnięciu sprawy przez Sąd - omówić dalsze kroki z przedstawicielem Urzędu Wojewódzkiego. Nie ukrywam, że rozpatrujemy inne rozwiązania, które pozwoliłyby nam prowadzić tego typu jednostkę bezpośrednio w zapleczach Starostwa Powiatowego. Nad tym wariantem będziemy się pochylać. Tym bardziej, że będziemy mieć potencjał do tego, biorąc pod uwagę, że jesteśmy na finale rozbudowy szpitala, a to automatycznie doprowadzi do scalenia szpitala i jest niewykluczone, że pod koniec tego roku będziemy dysponować miejscem na taką jednostkę. (...) Gdybym ja był na miejscu siostry dyrektor, absolutnie nie doprowadziłbym do sytuacji, że osoba, nad którą ciąży tak poważny zarzut - a zarzut dotyczy osoby niepełnosprawnej intelektualnie - nie pozwoliłbym na to, żeby taka osoba przebywała w tym zakładzie. Nie rozumiem tej decyzji, ale tę sprawę trzeba wyjaśnić, ponieważ w mojej ocenie ona może mieć nawet podtekst karny. Dlaczego Starostwo Powiatowe dopiero teraz dowiaduje się o tej sprawie? To jest pytanie, które należy zadać osobom, które się tą sprawą zajmowały, tym bardziej, że pani starosta Anna Jung specjalizowała się w tym obszarze działalności zawodowej. Do dzisiaj nie rozumiem dlaczego Policja nas o tym nie poinformowała. Co więcej - dlaczego nie zrobiła tego siostra dyrektor. Uważam, że niezwłocznie powinniśmy mieć taką wiedzę. Mam podejrzenie, że ukrywano to przed nami, ale to już jest pytanie do siostry dyrektor i tych, którzy w mojej ocenie dopuścili się do zaniedbań.


Sprawą wstrząśnięta jest wicestarosta Anna Jung, która była pracownikiem tego DPS-u. Do tematu podchodzi wyjątkowo emocjonalnie.

Dom Pomocy Społecznej dla osób niepełnosprawnych intelektualnie w Łopiennie jest skierowany dla dziewcząt i chłopców - mówi wicestarosta Anna Jung. Są tam osoby, które przebywają od urodzenia i są też takie, które ukończyły 70 lat. Osoba ubezwłasnowolniona ma opiekuna prawnego, często jest to pracownik DPS-u, pracownik socjalny, opiekunka, zdarzają się również siostry zakonne lub członkowie rodzin pensjonariuszy. Informacja o zdarzeniu, do którego miało dojść w lipcu 2020 roku dotarła do mnie od osoby, która pracuje w Domu Pomocy Społecznej w Łopiennie i, która ufając mi, że kiedy przyjdzie i powiadomi mnie o tym zdarzeniu wierzyła, że ja zadziałam zgodnie z przepisami prawa. Osoba ta pojawiła się u mnie w piątek, 19 lutego. Tego samego dnia przez pana starostę Piotra Gruszczyńskiego został powiadomiony wojewoda, tego samego dnia złożyłam doniesienie do Prokuratury. Nie chcę mówić o szczegółach tej sprawy, tym powinien zająć się Sąd, który mam nadzieję przyjrzy się tej sprawie bardzo dokładnie. Natomiast jeśli ten oskarżony pan nadal pracuje w DPS-ie, jest to dla mnie sytuacja absolutnie nie do przyjęcia. Ja rozumiem, że mamy domniemanie niewinności, ale przypominam, że w takim domu znajdują się osoby, które zostały pokrzywdzone przez los, życie, często przez najbliższych i jeszcze są karane i krzywdzone przez osoby, którym powinny ufać. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś taki pracował nadal w DPS-ie. W tym domu przebywa 50 osób. To są osoby od urodzenia do ponad 70 lat. Nie wiedzieliśmy o tej sprawie. Kontrolę może prowadzić wojewoda. Nadzór, przez organy takie jak PCPR, prowadzi starosta, my jednak nie mamy narzędzi do tego, by wchodzić do takiego Domu Pomocy Społecznej niezapowiedzianym, czy nawet przeglądać dokładnie dokumentację. Nie dysponujemy takimi uprawnieniami. Dlaczego nie wiedzieliśmy? To pytanie powinno się postawić siostrze dyrektor. Osoba, która otrzymuje dotację od wojewody, powinna niezwłocznie powiadomić starostę i wojewodę o sytuacji, która miała miejsce. Jeśli to miało być dla bezpieczeństwa sprawy, zrozumiałabym to, gdyby ta osoba dalej tam nie pracowała. Jeśli prawdą jest, że ta osoba pracuje, nie rozumiem tej sytuacji.


Siostra dyrektor DPS-u twierdzi, że nie może zawiesić ani zwolnić Adama S.

Po konsultacji z prawnikiem i według mojej wiedzy jaką do tej pory mam, niestety nie mogę zwolnić tego pana dopóki nie ma prawomocnego wyroku Sądu, dlatego ten pan nadal tu pracuje, natomiast nie wykonuje czynności, które umożliwiałyby mu kontakt z podopiecznymi - mówi siostra Weronika Maciejewska, dyrektor DPS w Łopiennie. Chciałam zapewnić wszystkich, że podopieczni naszego domu są bezpieczni. Po wyroku na pewno zmienię tą decyzję. Myślę, że jeśli już teraz po konsultacji z prawnikiem uzyskam taką wiedzę, że mogę zawiesić tego pana w pracy, na pewno to wykonam.


Siostra dyrektor twierdzi, że nie poinformowała o sprawie Starostwa Powiatowego i Urzędu Wojewódzkiego ze względu na tajemnicę śledztwa oraz brak posiadanych do tego kompetencji i ochronę danych osobowych. To stwierdzenie nie ma jednak podstawy prawnej.

Adam S. nie chciał z nami rozmawiać. Mężczyzna mieszka blisko DPS-u. Mijaliśmy go po drodze, kiedy wracał swoim samochodem z pracy. Chociaż w miejscu jego zamieszkania byli domownicy, nikt nie otworzył nam drzwi.
tekst: Andrzej Bukowski
foto: Andrzej Bukowski