moje-gniezno.pl

PORTAL INFORMACYJNY POWIATU GNIEŹNIEŃSKIEGO

Sprawa gwałtu wróciła do Prokuratury! Sąd Najwyższy skasował absurdalny wyrok!

Środa, 3 lutego 2021
  • Sprawa gwałtu wróciła do Prokuratury! Sąd Najwyższy skasował absurdalny wyrok!

W 2017 roku pani Katarzyna (imię zmienione) została zgwałcona. Dopiero po 5 miesiącach miała w sobie siłę, aby zgłosić sprawę na Policję. Bała się, ponieważ sprawca jest synem policjanta. Jej obawy okazały się słuszne. Usłyszała krzywdzący wyrok. Interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Sąd Najwyższy. Sprawa wróci na wokandę.

O sprawie pani Katarzyny pisaliśmy w artykule „Została zgwałcona - trafi do więzienia! Absurdalny wyrok gnieźnieńskiego Sądu” (polecamy przeczytać przed tym artykułem). Tematem zainteresowały się ogólnopolskie media, Fundacja Przeciw Kulturze Gwałtu, a także posłanka Paulina Hennig-Kloska, która interweniowała u Rzecznika Praw Obywatelskich. Sąd Rejonowy w Gnieźnie, po interwencji RPO i po kasacji w Sądzie Najwyższym, nakazał Prokuraturze raz jeszcze przyjrzeć się sprawie gwałtu, do którego miało dojść w 2017 roku, w małej wsi pod Gnieznem.

Marcin (imię zmienione przez redakcję) był podejrzany o:
  1. W dniu 25 stycznia 2017 roku przemocą polegającą na chwyceniu za ramiona, rzuceniu na łóżko i przygnieceniu swoim ciałem, doprowadził Katarzynę do obcowania płciowego (art., 197 par. 1 kk).
  2. W dniu 27 marca 2017 roku przemocą polegającą na szarpaniu, objęciu ramieniem i przytrzymaniu, doprowadził Katarzynę do poddania się innej czynności seksualnej polegającej na pocałunku poprzez wsunięcie języka do ust pokrzywdzonej (art. 197 par. 2 kk).
  3. W dniu 10 kwietnia 2017 roku poprzez ominięcie przeszkody w postaci ogrodzenia wdarł się na teren zamkniętej posesji będącej własnością Katarzyny i jej męża bez ich zgody (art. 193 kk).

Jak można przeczytać w podlinkowanym wyżej artykule, wyrok był wręcz absurdalny. Sprawa odbija się szerszym echem, ponieważ ma także bardzo szeroki wydźwięk społeczny. Sytuacja, w której potencjalna ofiara, która po pewnym czasie staje się osobą oskarżoną, a następnie skazaną daje sygnał innym ofiarom, że „nie powinny zgłaszać tego, bo może się to skończyć źle” - mówi adwokat Dawid Łuczak. Wątpliwości ofiar zgwałceń co do zawiadamiania organów ścigania, ze względu na występującą wiktymizacje wtórną, czyli ponowne przeżywanie traumy, są potęgowane. Pokrzywdzone nie chciały pokazywać się, wstydziły się, bały się, a teraz tym bardziej będą utwierdzały się w tym, żeby tego nie zgłaszać.

Prokurator uznał wcześniej, że nie może przedstawić zarzutów i skierować przeciwko temu mężczyźnie aktu oskarżenia, ponieważ zeznania pokrzywdzonej ocenił jako mało wiarygodne pokrzywdzonej - mówi, w rozmowie z Telewizją Polsat, prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Sąd Najwyższy wskazał na błędy proceduralne, niewyjaśnione pewne kwestie, przedwcześnie wydane postanowienie, ocena dowodów także pozostawiała pewną wątpliwość. Do decyzji Sądu Najwyższego przychylił się Sąd Rejonowy w Gnieźnie. Prawomocnie umorzona sprawa zgwałcenia została uchylona przez Sąd Najwyższy - mówi adwokat Dawid Łuczak. Następnie po ponownej weryfikacji przez Sąd Rejonowy w Gnieźnie uchylono postanowienie i sprawa jest na etapie postępowania przygotowawczego. Obecnie prowadzi je Prokuratura Rejonowa w Gnieźnie.

Duży wkład w sprawę ma posłanka Paulina Hennig-Kloska. Cieszę się niezmiernie, że udało się doprowadzić do kasacji wyroku, w którym wydaje się, że w postępowaniu były pominięte zarówno niektóre zeznania, jak i dowody - mówi posłanka. Pokrzywdzona czuła się pokrzywdzona podwójnie, z ofiary stała się prawie że sprawcą, została jeszcze postawiona w stan oskarżenia za składanie fałszywych zeznań, a następnie skazana. Naszym celem jest wspieranie kobiet też między innymi w tych obszarach i cieszę się, że mogliśmy jako biuro pomóc głównie w kontakcie z biurem Rzecznika Praw Obywatelskich, które o tą kasację wniosło, ale także w zwykłym, codziennym wsparciu, żeby pokrzywdzona poczuła, że ktoś podaje jej pomocną dłoń. Liczę na to, że sprawa zostanie jeszcze raz rozpatrzona z uwzględnienie wszystkich dowodów w sprawie i wszystkich okoliczności. Cieszę się, że wyrok będzie mógł zapaść jeszcze raz.

Sąd Rejonowy w Gnieźnie, w postanowieniu z dnia 16 grudnia 2020 roku uchylił w całości zaskarżone postanowienie i przekazał sprawę Prokuraturze Rejonowej w Gnieźnie do dalszego prowadzenia. W uzasadnieniu stwierdzono między innymi, że nawet przyjęcie, iż podejrzanego i pokrzywdzoną łączyła wcześniej intymna relacja, nie wyklucza możliwości doprowadzenia pokrzywdzonej przemocą do obcowania płciowego. Po tym zdarzeniu bowiem wzajemne relacje pokrzywdzonej i podejrzanego uległy znacznej zmianie. Należało zatem zadać sobie pytanie, co było powodem zerwania tych relacji, jeśli w dniu 25 stycznia 2017 roku miało dojść, jak ustalił Prokurator, do dobrowolnego stosunku płciowego między podejrzanym i pokrzywdzoną. Znamienne jest, iż sam podejrzany przyznał, że po tym stosunku pokrzywdzona zarzuciła mu gwałt i uderzyła go w twarz. Zdaniem Sądu, prokurator nie dość wnikliwie ocenił również dowód w postaci zarejestrowanego przez męża pokrzywdzonej nagrania z rozmowy z pokrzywdzoną, kiedy ta domagała się od podejrzanego przyznania się do gwałtu i przeprosin. Prokurator wskazał, iż w zapisie tej rozmowy brak jest jednoznacznego przyznania się przez podejrzanego do gwałtu, z czym można się zgodzić. Jednakże z zapisu rozmowy wynika, że podejrzany wielokrotnie przepraszał pokrzywdzoną za to, co jej zrobił. Tłumaczył się, że go poniosło. Takie wypowiedzi zdają się potwierdzać wersję pokrzywdzonej co do braku zgody na współżycie w dniu 25 stycznia 2017 roku. Sąd zauważył także, że przeciwko wiarygodności zeznań pokrzywdzonej w zakresie wymuszenia na niej odbycia stosunku płciowego nie mógł definitywnie przemawiać fakt, iż zwlekała ona z zawiadomieniem organów ścigania. Kobieta obawiała się, czy zostanie jej dana wiara, mając na uwadze między innymi powiązania rodzinne podejrzanego z funkcjonariuszami Policji. Musiała także przełamać zrozumiałą barierę wstydu w związku z ujawnieniem faktu zgwałcenia. Pokrzywdzona wspomniała o gwałcie policjantom, którzy interweniowali w związku z naruszeniem miru domowego i już wtedy wyrażała swoje obawy czy jej ewentualne zgłoszenie będzie rzetelnie rozpoznane z uwagi na powiązania rodzinne podejrzanego z funkcjonariuszami Policji.
Mając na uwadze powyższe, należało uznać, że materiał dowodowy w części dotyczącej gwałtu wymagał uzupełnienia. Nadto przy jego ocenie doszło do uchybienia przez prokuratora zasadzie swobodnej oceny dowodów poprzez brak wnikliwości w ocenie okoliczności, które przemawiały za daniem wiary zeznaniom pokrzywdzonej co do wymuszenia na niej przemocą odbycia stosunku seksualnego i to nawet przy odmowie dania wiary zeznaniom pokrzywdzonej w zakresie tego, że nigdy wcześniej nie współżyła z podejrzanym.
27 marca 2017 roku podejrzany miał zmusić kobietę do pocałunku poprzez wsunięcie języka do ust. Jest to oceniane jako inna czynność seksualna. Tego dnia pokrzywdzona ukryła się przed mężczyzną w przychodni lekarskiej. Kiedy z niej wyszła, ten miał zmusić ją do powyższej czynności przy użyciu siły. Biorąc pod uwagę, że wcześniej kobieta oskarżała go o gwałt, nie można przyjąć, że dobrowolnie zgodziła się na pocałunek.
Reakcja pokrzywdzone na zdarzenia z 15 stycznia i 17 marca 2017 roku w ocenie Sądu zdecydowanie podważała stanowisko prokuratora, zgodnie z którym podejrzany mógł nie zdawać sobie sprawy, że ani pokrzywdzona, ani jej mąż nie życzą sobie jego odwiedzin w miejscu zamieszkania. Podejrzany zastał zamkniętą furtkę. Nie był umówiony z pokrzywdzoną. Wszedł na teren posesji przez dziurę w płocie, aby upewnić się, że nikogo nie ma. W tych okolicznościach trudno kwestionować fakt wejścia przez niego bez zgody właścicieli na ogrodzoną posesję.

Pani Katarzyna dysponuje obszernym materiałem dowodowym, który - jej zdaniem - nie został wcześniej wzięty pod uwagę. Na kilkunastu nagraniach z rejestratora umieszczonego w samochodzie widać, jak podejrzany śledził pokrzywdzoną. Pojawiał się nie tylko pod jej domem, ale jeździł za nią po mieście. Zdaniem pokrzywdzonej, mężczyzna ma pozwolenie na broń, jest myśliwym. Podejrzany sam zeznał w Sądzie, że nadal ma pozwolenie i broń w domu.

Poniżej, można powiedzieć, kluczowy stenogram z kluczowego momentu nagrania rozmowy pomiędzy Marcin i Katarzyną, w którym podejrzany przeprasza za gwałt. Właśnie ta część stenogramu nie pojawiła się w dokumentach przygotowanych przez Policję, chociaż mundurowi dysponowali pełnym nagraniem rozmowy:
M: Katarzyna chcesz prawdy?
K: Chcę prawdy.
M: Chcesz prawdy?
K: Chcę prawdy.
M: Słuchaj kochaliśmy się od trzeciego dnia sto razy przez pięć lat.
K: Ja się z Tobą nie kochałam ani razu.
M: Dobrze, ani razu. Zaprzeczasz? Chcesz W. (nazwisko jednego z gnieźnieńskich ginekologów - przyp. red.) utopić?
K: Dlaczego W. utopić?
M: Więcej Ci nie powiem. Na razie. Ja Cię bardzo przepraszam z góry. Kasia z góry.
K: Za ten gwałt w środę, który byłeś?
M: Tak, za ten gwałt, z góry.
K: W środę?
M: W środę. Reszta nie ma znaczenia.
K: Nie miałeś prawa mnie gwałcić. Jak nie chciałam się z Tobą kochać, to trzeba było mnie uszanować. A Ty nie, bo jak nie będziesz się ze mną kochała, to Cię skrzywdzę.
M: Poniosło mnie, poniosło mnie. Powiedziałem Ci, że rozstając się z Tobą ...
K: Albo im bardziej się opierasz, tym bardziej mnie to podnieca. No zajebiste teksty, dziękuję Ci bardzo.
M: Słuchaj, to była luźna rozmowa.

To nagranie daje mi siłę - mówi pani Katarzyna. Gdyby nie to nagranie, ja bym nie walczyła. Tylko, że policjant prowadzący sprawę wyciął z tego nagrania najważniejszy fragment, w którym Marcin przeprasza mnie za wszystko, mówi, że mnie zgwałcił, że go poniosło. To był kluczowy moment, kluczowy dowód. On wiedział, że ja go nagrywam i nie przyznał się jednoznacznie do gwałtu ale to, co on tam mówi, to potwierdza, że doszło do czegoś wbrew mojej woli. Po gwałcie mąż kupił kamery i zamontował w oknach. Nagrało się jak on wchodzi na naszą posesję, zagląda przez okna, przystawia drabinę, bo chciał wejść do naszej sypialni, która znajduje się na piętrze.

Po sposobie prowadzenia postępowania przez gnieźnieńską Policję oraz biorąc po uwagę fakt powiązań rodzinnych podejrzanego z funkcjonariuszami, mąż pani Katarzyny wykonał aż kilkanaście kopii posiadanych dowodów w obawie przed ich utratą lub konfiskatą i uszkodzeniem. Chciałem pokazać te nagrania policjantowi prowadzącemu sprawę, ale on powiedział, że pani prokurator tego nie chce i on nie będzie wychodził przed szereg, on tego nie potrzebuje - mówi mąż pani Katarzyny. To tak się prowadzi sprawę? Tak działa Policja? Podejrzany miał zarzut o wtargnięcie na posesję. Jest nagrane, że on tutaj był i policjant tego nie wziął.

Kobieta zaprzeczała temu, żeby łączył ją romans z domniemanym sprawcą, że utrzymywali kontakty seksualne i w tym zakresie została uznana za winną i skazana - mówi, w rozmowie z Telewizją Polsat, Aleksander Brzozowski, rzecznik Sądu Okręgowego w Poznaniu. Prokurator powinien dokonać pod innym kątem oceny nagrania, które się pojawiło.

Sąd inaczej ocenił fakt, że pokrzywdzona zgłosiła sprawę po 5 miesiącach. Miała do tego prawo. Nie umniejsza to wiarygodności tego, co się stało. Sąd polecił Prokuraturze także sprawdzenie śledztwa pod kątem naruszenia miru domowego.

Kobieta cały czas się boi, aczkolwiek nabrała odwagi i potrafi mówić o zdarzeniu. Podejrzany mieszka kilka wsi dalej. Aktualnie nie pojawia się pod domem pokrzywdzonej, który zamienił się w twierdzę otoczoną płotem i pod stałym nadzorem kamer.
 
tekst: Andrzej Bukowski