moje-gniezno.pl

PORTAL INFORMACYJNY POWIATU GNIEŹNIEŃSKIEGO

Do pełnego szczęścia brakuje mi...czasu

Czwartek, 8 września 2011
  • Do pełnego szczęścia brakuje mi...czasu

Z Magdaleną Pomierską, która pracuje od 10 lat na scenie Teatru im. Al. Fredry w Gnieźnie, a obecnie jest w próbach "Nie-Boskiej Komedii" Zygmunta Krasińskiego - "Rzecz o Krzyżu", gdzie zagra Orcia - rozmawia Daniela Zybalanka-Jaśko.

Magdalena Pomierska w 2001 roku ukończyła Akademię Sztuk Wizualnych w Poznaniu. Trzy lata temu uzyskała dyplom studiów aktorskich w Warszawie w Związku Artystów Scen Polskich. Zagrała Klarę w „Zemście” Al. Fredry, Haneczkę w „Weselu” St. Wyspiańskiego, „Calineczkę” - tytułową rolę, Księżniczkę w „Świniopasie”, Wiedźmę morską w „Małej syrence”Ch. Andersena, wystąpiła także w „Wigilijnej opowieści” K.Dickensa, „Doktorze Doolitle i przyjaciele” H.Loftinga, „Czarodziejskiej lampie Aladyna” wg Baśni Tysiąca i jednej nocy, w roli Konia Ojca w „Pięknej i Besti” Laurence’a Boswell’a. Na Scenie Inicjatyw Aktorskich zagrała w dwuosobowym spektaklu ukraińskiej pisarki Neda Neżdany „Kto otworzy drzwi”, a także w czteroosobowej sztuce Pam Gems „One” wystąpiła w roli Stas, Żałobnice w „Królu Edypie i Antygonie” Sofoklesa, Bet w „Księciu i i żebraku” na motywach powieści M.Twaina. Jest po premierze bajki „Gelsomino w kraju kłamczuchów” Gianni Rodari, gdzie zagrała Kota III. Jest także w próbach „Nie - Boskiej Komedii Zygmunta Krasińskiego – Rzecz o Krzyżu”, gdzie wystąpi w roli Orcia.

Trzy lata temu uzyskałaś dyplom aktorski. Czy myślałaś wówczas, że od tej pory życie Twoje zmieni się diametralnie?

Moje prywatne życie uległo zmianie, a w pracy wszystko pozostało jak zwykle.

Masz męża, dwuletnią córeczkę, życie Twoje się ustabilizowało. Jak patrzysz dzisiaj na świat?

Jeśli mowa o mężu i dziecku,to raczej nabrało szalonego tempa i trochę zwariowało. Poza tym zmieniłam priorytety, a teraz wszystko kręci się wokół dwuletniej Mai.

Wróćmy jednak do Twojej pracy w teatrze. Miałaś roczną przerwę po urodzeniu córeczki. Jak się ponownie odnalazłaś w teatrze?

Rok, to okazuje się niewiele czasu. Wszystko pozostało po staremu, żadnych niespodzianek. Wszyscy zadowoleni i uśmiechnięci.

Zagrałaś na przestrzeni 10 lat wiele ról jak np. Calineczkę - tytułową rolę w spektaklu H. Ch. Andersena, Haneczkę w „Weselu” czy Klarę w „Zemście”. Jak wspominasz te role?

Czasami może i wracam do tych ról, ale „Wesele” i „Zemsta” to wciąż aktualne jeszcze spektakle.

Wystąpiłaś także w dwóch sztukach na Scenie Inicjatyw Aktorskich: „Kto otworzy drzwi” Neda Neżdany i „One” Pam Gems. Czy Scena Inicjatyw Aktorskich to ryzykowne przedsięwzięcie?

Ryzyko istnieje, ale od strony finansowej. Poza tym to najlepsze przedsięwzięcie dla aktorów i każdemu tego życzę.

Praca w „Pięknej i Bestii” w reżyserii Andrzeja Rozhina nad rolą Konia Ojca była uciążliwa. Jak się do niej przygotowywałaś i jak pracowało się Andrzejem Rozhinem?

Reżyser, jak to reżyser bywa wymagający. W moim przypadku trudność polegała na grze w olbrzymiej masce, czego dotąd nie robiłam i poruszanie się na ok. 20 cm w koturnach. Do tego śpiew i taniec. Bardzo pokochałam tę rolę.

W spektaklu „Książe i żebrak” M.Twaina zagrałaś Bet - siostrę Toma Canty, który w czasie akcji scenicznej zamienia się w Księcia. Sceny żebracze były wykonane przez Was perfekcyjnie i cieszyły się aplauzem publiczności. Czy gra w takim spektaklu dla młodzieży jest przyjemnością?

Jeśli widz jest zadowolony to oznacza, że dobrze wykonujemy swoje zadania i mogę tylko być usatysfakcjonowana z mojej pracy.

Niedawna premiera bajki „Gelsomino w kraju kłamczuchów” Gianni Rodari, piękny spektakl w reżyserii Tomasza Szymańskiego z ruchomymi dekoracjami Barbary Zachmoc w rozświetlonej włoskiej scenerii dopełniły całości. Gelsomino to bajka sprzed 50 lat, ale zawsze z aktualnym przesłaniem. Zagrałaś w tym przedstawieniu Kotkę wraz z Kasią Czubkówną i Justyną Tomczak. Była to scena ujmująca i pełna wdzięku. Jak pracowało się nad tym materiałem?

Sympatycznie. Mimo trudnych piosenek, które musimy wykonywać na żywo, a dla dzieci to duża frajda.

Weszłaś w próby „Nie - Boskiej Komedii” Zygmunta Krasińskiego „Rzecz o Krzyżu”, gdzie grasz trudną rolę Orcia - syna Henryka i Marii jego żony. Krasiński wprowadził nowe fatum: dziedziczność. Stworzył romantyczne „Upiory” nie mniej wstrząsające niż dramat Ibsena, lecz poetyczniejsze, wiedział już wtedy, że ojciec pragnął jego małżeństwa i stwierdził, że szczęścia rodzinnego stworzyć by nie potrafił, że żonę mógłby unieszczęśliwić, a dziecku przekazałby może spotęgowane zdolności, ale wraz z nimi - spotęgowany rozstrój fizyczny, piętno choroby i śmierci przedwczesnej. Jeżeli takie było założenie, to przesunęło się ono nieco w dalszym kształtowaniu: część duszy własnej dawszy Henrykowi, twórca Orciowi również dał część jaźni swojej i on przecież po matce odziedziczył organizm wątły, i jemu groziło widmo ślepoty, i on czuł ten nowy rodzaj tragizmu poezji. Nic dziwnego, że na Słowackiego silnie podziałała postać Orcia. Przetworzył ją w „Wacławie”, jako Eolliona, a w „Zborowskim” wizje senne Heliona. Rola, którą Ci powierzono jako kobiety - dziecka, bowiem Orcio ma 14 lat, jest rolą skomplikowaną. Pokazanie młodzieńca ślepego, chorego, uzależnionego od poezji nie jest łatwe. Jesteś w trakcie prób, wiele zależy od reżysera, ale także i od Ciebie. W jakim kierunku będziesz prowadziła tę rolę?

Zagranie przez dojrzałą kobietę chłopca 14-letniego wymaga zupełnie innego spojrzenia na postać. W swojej karierze aktorskiej nie zetknęłam się z taką rolą, to też reżyser Piotr Kruszczyński postać tę utrudnił i wszystko zawarł w spojrzeniu Orcia - jego nieruchome oczy wiele mówią, a scena, w której Orcio obchodzi swoje 14-ste urodziny zrobiona przez reżysera farsowo dopełnia tylko tragizmu tej postaci. Tak więc Orcio, który na scenie jest wwożony przez Henryka na wózku z prawą nogą unieruchomioną, to postać pełna bólu i rozpaczy, a reszte państwo zobaczą na premierze.

Jak oceniasz pracę swoją z perspektywy 10 lat?

Ocena nie należy do mnie. Wciąż jestem w tym teatrze i tutaj pracuje, niech więc to będzie odpowiedzią.     

Masz 32 lata. Orcio to postać, która dominuje w „Nie - Boskiej Komedii”, na której osadza się cała fabuła i bez wątpienia masz z tej roli dużą satysfakcję. Jako dojrzała aktorka, czy masz jakieś pragnienia i marzenia zagrania ciekawej roli?

Każdy o czymś marzy. Uważam, że na tym etapie niech tak zostanie jak jest.

Czy role klasyczne jak „Król Edyp - Antygona”, w którym nie tak dawno brałaś udział, różnią się w pracy nad współczesną sztuką?

Z pewnością tak. Rytm wiersza, czy poruszanie się w kostiumie, to są zależności, nad którymi trzeba pracować podczas prób do końcowego efektu - premiery, ale też wiele zależy od pomysłu reżysera jak poprowadzi dany spektakl.

Scena Inicjatyw Aktorskich, która dała Ci wiele satysfakcji aktorskich, jest dla Ciebie odskocznią?     

Cudownie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Praca, dom, wychowanie dziecka. Czy brakuje Ci czegoś do pełnego szczęścia?

Przede wszystkim czasu.

Czego życzyć Tobie na dalsze lata?

Cierpliwości, zdrowia i optymizmu.

Dziękuję za rozmowę

tekst: Daniela Zybalanka-Jaśko
foto: Mirosław Skrzypkowski, Bartłomiej Sowa