Wczoraj piłkarze Pelikana Niechanowo zakończyli tydzień, w przeciągu którego rozegrali trzy mecze ligowe. Dwa z nich (oba wyjazdowe) mogące mocno zaważyć o awansie do IV Ligi, zapowiadane były jako dość ciężkie, bo rozgrywane z drużynami z samej czołówki tabeli. Pierwszy mecz – z Vitcovią Witkowo – zakończył się zwycięstwem Pelikana 0:2. A wczoraj, kiedy to GLKS zmierzył się z wiceliderem – Kłosem Zaniemyśl – przeprawa przez rzekę okazała się skokiem przez płytką kałużę. Wynik 2:8 dla Pelikana mówi sam za siebie.
Już od pierwszego gwizdka przewaga gości zarysowała się dość wyraźnie, a pierwszy gol padł w 7-mej minucie meczu. Jako pierwszy na listę strzelców wpisał się Łukasz Zagdański. Zanim minął kwadrans gry, bramkarz Kłosa wyciągał piłkę z własnej bramki po raz drugi. Tym razem strzałem z rzutu wolnego zaskoczył go Mateusz Roszak.
Minutę później sytuację sam na sam z bramkarzem wykorzystał "Zagi", podwyższając wynik na 0:3. Kolejne pięć minut przyniosło gościom czwartego gola. Po dokładnym podaniu Maćka Kowalewskiego do Łukasza Zagdańskiego, "Zagi" ponownie znalazł się sam na sam z bramkarzem i mieliśmy 0:4.
Wysokie prowadzenie najwidoczniej zbytnio rozluźniło szeregi defensywne Pelikana, stwarzając gospodarzom okazję do zdobycia gola kontaktowego. Okazję tę udało się wykorzystać w 33-ciej minucie – napastnik Kłosa strzałem w długi róg nie dał szans Damianowi Zamiarowi.
Dwie minuty później czwartego gola w tym meczu zdobył Zagdański. Nie było to jednak ostatnie celne trafienie w tej części spotkania. Tuż przed przerwą Zamiar musiał skapitulować po raz drugi, co ostatecznie ustaliło wynik pierwszej połowy na 2:5.
Zaraz po przerwie gospodarze próbowali podtrzymać dobrą passę i ponownie wstrzelić się w bramkę Pelikana. Jednak zielono-czarni bardzo szybko przystopowali zapędy zaniemyślan i całkowicie kontrolowali grę, stwarzając sobie niezliczone sytuacje strzeleckie. Skutecznie udało się wykorzystać jedynie trzy. W 64-tej minucie bramkarza Kłosa ponownie pokonał Zagdański, a w ciągu kolejnych dziesięciu minut zrobili to jeszcze Kamil Chopcia i Mateusz Kaczor.
Minutę później sytuację sam na sam z bramkarzem wykorzystał "Zagi", podwyższając wynik na 0:3. Kolejne pięć minut przyniosło gościom czwartego gola. Po dokładnym podaniu Maćka Kowalewskiego do Łukasza Zagdańskiego, "Zagi" ponownie znalazł się sam na sam z bramkarzem i mieliśmy 0:4.
Wysokie prowadzenie najwidoczniej zbytnio rozluźniło szeregi defensywne Pelikana, stwarzając gospodarzom okazję do zdobycia gola kontaktowego. Okazję tę udało się wykorzystać w 33-ciej minucie – napastnik Kłosa strzałem w długi róg nie dał szans Damianowi Zamiarowi.
Dwie minuty później czwartego gola w tym meczu zdobył Zagdański. Nie było to jednak ostatnie celne trafienie w tej części spotkania. Tuż przed przerwą Zamiar musiał skapitulować po raz drugi, co ostatecznie ustaliło wynik pierwszej połowy na 2:5.
Zaraz po przerwie gospodarze próbowali podtrzymać dobrą passę i ponownie wstrzelić się w bramkę Pelikana. Jednak zielono-czarni bardzo szybko przystopowali zapędy zaniemyślan i całkowicie kontrolowali grę, stwarzając sobie niezliczone sytuacje strzeleckie. Skutecznie udało się wykorzystać jedynie trzy. W 64-tej minucie bramkarza Kłosa ponownie pokonał Zagdański, a w ciągu kolejnych dziesięciu minut zrobili to jeszcze Kamil Chopcia i Mateusz Kaczor.
Kłos Zaniemyśl – Pelikan Niechanowo 2:8
Tylko nieprawdopodobny zbieg okoliczności może sprawić, że w przyszłym sezonie Pelikan nie będzie gościć na IV-ligowych boiskach.
Ernest Kowalski








