Gnieźnieńska premiera filmu „Francois”, która odbyła się w poniedziałek w gnieźnieńskim teatrze, przyciągnęła spore grono osób, które były ciekawe jak spisała się gnieźnieńska grupa filmowa. Warto podkreślić, że przedpremierowy pokaz odbył się podczas Offeliady w miniony weekend.
Premiera filmu "Francois", która miała miejsce w poniedziałkowy wieczór w teatrze, zgromadziła kilkaset osób. Ekipa warsztatów telewizyjnych z eSTeDe, która pracuje pod okiem Piotra Robakowskiego, nie ukrywała, że był to szczególny wieczór, pomimo przedpremierowego pokazu podczas Offeliady. Czuję sie fantastycznie – mówi Piotr Robakowski. Powiem szczerze, że jak zaczynaliśmy półtora roku temu to nie spodziewałem się, że tyle rzeczy uda się osiągnąć. Miałem nadzieję, że stworzymy w ciągu roku dwa, może trzy filmy, a stworzyliśmy ich już ponad dziesięć, z których z czterech lub pięciu jestem bardzo zadowolony, bo wystarczy wspomnieć chociażby film o powstaniu wielkopolskim "Ruszyli 28 grudnia 1918 roku", "Wyrwać się by zaistnieć", pierwszy film "Gniezno – miasto królów", no i oczywiście "Francois". To dla mnie jest bardzo duże zaskoczenie, tym bardziej, że prawie przez rok to ja im mówiłem co mają robić, to ja im składałem pomysły i chciałem, żeby realizowali je w ten sposób, jakbym ja to też widział, bo sądzę, że tak też najlepiej się człowiek uczy. Natomiast po niespełna roku naszej wspólnej pracy w końcu do mnie przyszli, powiedzieli: "Piotr, mamy fajny pomysł. Chcemy to zrobić." No i jest tego efekt. Z dumą mogę powiedzieć, że moja rola przy kręceniu filmu "Francois" polegała na niczym. Tak naprawdę to i scenariusz, i realizacja była po ich stronie. Dwie osoby rozgrywające ten cały film to Tomek Góralczyk i Krzysztof Zalaszewski. Oni pracowali bardzo mocno przy tym filmie. Tomek wykonał tytaniczną pracę, ponieważ nie tylko był realizatorem czy reżyserem, nie tylko był operatorem, ale również montażystą, charakteryzatorem, rysował kolejne sceny, wyszukiwał plany. Naprawdę niesamowitą pracę wykonał. Wiem to dlatego, że sam pracuję w telewizji od siedmiu lat i potrafię docenić tą pracę, którą on wykonał. Jest np. taka jedna scena, która trwa dwie sekundy. On montował to przez dwa dni. To jest scena, gdzie w momencie ucieczki wojsk napoleońskich jest siedem osób ubranych w mundury. My mieliśmy tylko dwa mundury. I to klatka po klatce siedem osób kluczował na jednym ujęciu.
Tomasz Góralczyk zaangażował w ten film całe swoje serce i umiejętności. Poświęcił mu dziesiątki godzin pracy. Wszystko starał się zrobić najlepiej jak tylko potrafił, jednak przedpremierowa trema go nie opuszczała. Na pewno jest stres i trema, tym bardziej, że film został nagrodzony na festiwalu i oczekiwania wzrosły – mówi reżyser filmu, Tomasz Góralczyk. Mam nadzieję, że widownia się nie zawiodła. Najtrudniejsze w kręceniu filmu były te przygotowania, żeby przenieść się w czasie do tego 1812 roku, znaleźć odpowiednie lokalizacje, przygotować kostiumy, rekwizyty. Film kręcony był generalnie w okolicach Gniezna i jedna scena koło Żerkowa. Pomagało mi wiele osób. Na pewno trzeba wymienić producenta – Piotra Robakowskiego, który zawsze mówi, że robi najmniej, ale gdyby nie on, tych filmów by nie było, Krzysztofa Zalaszewskiego – pomysłodawcę, bo od niego to wszystko wyszło, naszych aktorów, Radka Biskupskiego, Kasię Kaźmierską, która napisała dużą część muzyki do filmu.Sam pomysł na film "Francois" zrodził się w niespodziewanych okolicznościach. Lubię jeździć na rowerze po okolicach Gniezna i podczas którejś przejażdżki spotkałem mogiłę – mówi Krzysztof Zalaszewski. Przejeżdżałem kilka lat koło niej, aż w końcu postanowiłem się nią zainteresować bardziej. Pojechałem do leśniczego i do ludzi, którzy się nią zajmują. Potem rozmawiałem, opowiadali mi o tym grobie i pomyślałem, że można nakręcić film o mogile tego nieznanego człowieka.
Film "Francois" to jedna z wielu produkcji ekipy Piotra Robakowskiego. Młodzi filmowcy już pracują nad kolejnymi projektami.
(Buk)









