Aktywista Paweł Bartkowiak komentuje zamknięcie filii miejskiego żłobka na os. Ustronie, zestawiając tę decyzję z popularnym ostatnio tematem muralu z wizerunkiem króla. Jego wpis jest efektowny i niewątpliwie dobrze nadaje się do mediów społecznościowych. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy emocjonalne hasła mają zastąpić rzeczywistą analizę sytuacji demograficznej i finansowej miasta. Bo zamknięcie filii żłobka nie oznacza, że Gniezno rezygnuje z opieki nad dziećmi. Oznacza przede wszystkim, że przy malejącej liczbie dzieci miasto nie chce utrzymywać infrastruktury, której wykorzystanie systematycznie spada.
„O obrazku z królem można przeczytać wszędzie”
Paweł Bartkowiak napisał w mediach społecznościowych:
W Gnieźnie o obrazku z królem na ścianie można przeczytać i u radnych i w mediach i w ogóle radość zapanowała wielka. O tym, że zlikwidowano filię żłobka na Ustroniu próżno szukać informacji. Takie czasy, dzieci w Gnieźnie już nie będzie za to ścian pustych nam nie zabraknie…..
Trudno odmówić temu wpisowi chwytliwości. Król na ścianie kontra dzieci w żłobku. Mural kontra polityka prorodzinna. Pusta ściana kontra pusta sala. Taki przekaz łatwo przyswajać, komentować i udostępniać. Tyle tylko, że zarządzanie miastem nie polega na budowaniu efektownych przeciwieństw.
Warto bowiem zacząć od podstawowego faktu: zamknięcie filii przy ul. Sikorskiego nie oznacza likwidacji miejsc dla dzieci w miejskich żłobkach. Dzieci, które korzystały z tej placówki, nie zostały pozostawione bez opieki. Młodsze dzieci zostały przeniesione do innych miejskich placówek, a powodem decyzji był przede wszystkim spadek zapotrzebowania na miejsca.
Filia powstała, ponieważ była potrzebna
Filia Żłobka Miejskiego przy ul. Sikorskiego została uruchomiona w 2018 roku. W wynajmowanych od Gnieźnieńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej pomieszczeniach przygotowano miejsce dla 50 dzieci. W tamtym czasie było to rozwiązanie odpowiadające realnym potrzebom mieszkańców. Sytuacja jednak się zmieniła. Jak przekazał prezydent Gniezna Michał Powałowski, w ostatnich dwóch latach miejskie żłobki dysponowały wolnymi miejscami, a w ostatnim roku szkolnym było ich około 70. Filia przy Sikorskiego posiadała natomiast 50 miejsc. To bardzo ważna informacja, której w emocjonalnym wpisie Bartkowiaka zabrakło. Jeżeli miasto ma około 70 wolnych miejsc, a zamykana filia dysponuje 50 miejscami, nie oznacza to przecież, że po jej zamknięciu rodzice zostają bez możliwości skorzystania z miejskiego żłobka. Oznacza to, że istniejąca infrastruktura jest w stanie przejąć dzieci korzystające wcześniej z tej lokalizacji. Z punktu widzenia finansów publicznych sytuacja wygląda więc zupełnie inaczej, niż sugeruje wpis aktywisty.
Demografia nie pyta o poglądy polityczne
Problem jest szerszy niż jedna filia żłobka. Gniezno, podobnie jak wiele polskich miast, musi mierzyć się z postępującymi zmianami demograficznymi. Mniej urodzeń oznacza mniej dzieci w żłobkach, później mniej dzieci w przedszkolach, a następnie mniej uczniów w szkołach. To nie jest kwestia prawicy, lewicy, aktywistów czy władz samorządowych. To kwestia liczb.
Jeżeli w mieście rodzi się coraz mniej dzieci, samorząd musi odpowiednio dostosowywać swoją infrastrukturę. Utrzymywanie wszystkich placówek wyłącznie dlatego, że kilka czy kilkanaście lat wcześniej były potrzebne, może oznaczać marnowanie publicznych pieniędzy.
Żłobek nie jest przecież wyłącznie budynkiem. To również pracownicy, energia, ogrzewanie, wyposażenie, administracja, remonty i – w tym konkretnym przypadku – koszt wynajmowanego lokalu. Jeżeli liczba dzieci spada, a wolnych miejsc jest coraz więcej, odpowiedzialny samorząd musi zacząć zadawać pytanie, czy dalsze utrzymywanie wszystkich lokalizacji ma ekonomiczne uzasadnienie.
Łatwo napisać „dzieci w Gnieźnie już nie będzie”
Zdanie Bartkowiaka, że „dzieci w Gnieźnie już nie będzie, za to ścian pustych nam nie zabraknie”, jest mocne i dobrze skonstruowane pod kątem komunikacji w mediach społecznościowych. Nie opisuje jednak rzeczywistego problemu. Bo jeżeli chcemy rozmawiać poważnie o przyszłości Gniezna, trzeba zadać znacznie trudniejsze pytania. Co zrobić, kiedy liczba dzieci spada? Czy utrzymywać wszystkie żłobki i przedszkola niezależnie od ich wykorzystania? Czy może skoncentrować dzieci w mniejszej liczbie placówek, zapewniając w nich lepsze wykorzystanie miejsc i racjonalizując koszty? I przede wszystkim: kto ma za to wszystko zapłacić? Budżet miasta nie jest nieograniczony. Każda złotówka przeznaczona na utrzymywanie niewykorzystanej infrastruktury jest złotówką, której nie można przeznaczyć na inne potrzeby mieszkańców.
Mural i żłobek to nie jest wybór „albo–albo”
Bartkowiak próbuje stworzyć wrażenie, że Gniezno zajmuje się muralami, podczas gdy jednocześnie zamyka żłobki. Taki sposób przedstawienia sprawy jest jednak dużym uproszczeniem. Decyzja o zamknięciu filii żłobka wynika z sytuacji demograficznej i wykorzystania istniejących miejsc. Dyskusja o muralu dotyczy natomiast zupełnie innej kategorii wydatków i działań miasta. Można jednocześnie uważać, że miasto powinno inwestować w sztukę w przestrzeni publicznej i jednocześnie uznać, że utrzymywanie niewykorzystanej filii żłobka nie ma sensu ekonomicznego. Można również uważać dokładnie odwrotnie i krytykować wydawanie pieniędzy na murale. Jedno nie wynika jednak automatycznie z drugiego.
Jeżeli ktoś chce udowodnić, że pieniądze przeznaczone na konkretny mural powinny zostać wykorzystane na utrzymanie filii żłobka, musi najpierw wykazać, że istnieje takie zapotrzebowanie oraz że właśnie tych pieniędzy brakuje. W przypadku filii na Ustroniu dostępne informacje wskazują natomiast na coś przeciwnego – wolnych miejsc w miejskich żłobkach było więcej niż miejsc w zamykanej filii.
Najtrudniejsza rzecz w samorządzie? Powiedzieć „nie”
W tym miejscu dochodzimy do zasadniczej różnicy między aktywizmem a zarządzaniem. Aktywista może powiedzieć: „nie zamykajcie żłobka”. Radny może powiedzieć: „zagłosuję przeciwko”. Komentator może napisać w internecie, że miasto podejmuje złą decyzję. Ale osoba odpowiedzialna za zarządzanie samorządem musi odpowiedzieć na pytanie, czy konkretna placówka jest nadal potrzebna, ile kosztuje jej utrzymanie i czy te same potrzeby mieszkańców można zaspokoić przy wykorzystaniu istniejącej infrastruktury. To nie zawsze jest popularne.
Czasami trzeba zamknąć placówkę. Czasami trzeba ograniczyć zatrudnienie. Czasami trzeba zrezygnować z inwestycji. Czasami trzeba powiedzieć mieszkańcom, że na kolejne oczekiwane przedsięwzięcie po prostu nie ma pieniędzy. I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa odpowiedzialność za samorząd.
Gdyby aktywiści mieli decydować o budżecie
Problem z tego typu przekazem nie polega na tym, że ktoś krytykuje władzę. Krytyka jest potrzebna i w demokratycznym państwie jest czymś zupełnie normalnym. Problem pojawia się wtedy, gdy proponuje się kolejne wydatki lub krytykuje ograniczanie istniejących kosztów, nie pokazując jednocześnie całego rachunku ekonomicznego. To bardzo łatwa droga do populizmu.
Każdy mieszkaniec chce mieć dobrą szkołę, żłobek blisko domu, wyremontowaną ulicę, park, plac zabaw, wydarzenia kulturalne, sport, komunikację miejską i jeszcze niższe podatki. Problem w tym, że wszystkie te rzeczy kosztują. A im więcej obiecujemy, tym większa staje się odpowiedzialność za wskazanie źródeł finansowania.
Jeżeli ktoś chce kiedyś współdecydować o budżecie miasta, powiatu czy państwa, powinien więc umieć odpowiedzieć nie tylko na pytanie „co jeszcze zbudować?”, ale przede wszystkim na pytanie „z czego za to zapłacimy i co zrobimy, kiedy pieniędzy zabraknie?”
Demografia wymusi kolejne trudne decyzje
Filia przy ul. Sikorskiego może być jednym z pierwszych widocznych przykładów zmian, które będą coraz bardziej odczuwalne w Gnieźnie. Jeżeli liczba dzieci będzie nadal spadać, podobne pytania pojawią się przy kolejnych placówkach. Dotyczyć będą nie tylko żłobków, ale również przedszkoli i szkół. Nie będzie można wiecznie utrzymywać tej samej liczby miejsc, jeżeli korzystających z nich dzieci będzie coraz mniej. Każdy kolejny rok będzie wymagał aktualizowania danych i podejmowania decyzji na podstawie rzeczywistego zapotrzebowania. To może być bolesne, bo za każdą placówką stoją ludzie, wspomnienia i lokalne przyzwyczajenia. Ale emocje nie zmienią danych demograficznych.
Nie da się zarządzać miastem samymi hasłami
Wpis Pawła Bartkowiaka jest dobrym przykładem problemu, który coraz częściej pojawia się w debacie publicznej. Łatwo jest stworzyć atrakcyjne zestawienie: dzieci kontra murale, żłobek kontra obrazek na ścianie, potrzeby mieszkańców kontra wydatki na kulturę. Znacznie trudniej jest usiąść nad budżetem i policzyć wszystkie koszty. Jeszcze trudniej powiedzieć mieszkańcom, że czegoś nie da się zrobić. A już zdecydowanie najtrudniej przyznać, że w związku ze zmianami demograficznymi pewnych rzeczy nie tylko nie da się rozwijać, ale część istniejącej infrastruktury trzeba będzie ograniczyć. To właśnie jest odpowiedzialność za publiczne pieniądze. Dlatego krytykując zamknięcie filii żłobka, warto najpierw odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy po jej zamknięciu któremuś dziecku zabraknie miejsca w miejskim żłobku? Z przedstawionych przez władze miasta danych wynika, że nie. I właśnie ten fakt powinien być punktem wyjścia do dyskusji o przyszłości Gniezna, a nie efektowne hasło o „pustych ścianach”. Bo jeśli osoby domagające się coraz większych wydatków publicznych kiedyś rzeczywiście miałyby odpowiadać za budżet miasta, powiatu czy państwa, musiałyby nauczyć się czegoś znacznie trudniejszego niż krytykowanie decyzji władz. Muszą nauczyć się liczyć.









