Budowa ulicy biskupa Michała Kozala na Skiereszewie ma poprawić komunikację i odciążyć osiedlowe ulice, w tym Bluszczową. Nikt nie powinien kwestionować potrzeby budowy nowych dróg tam, gdzie miasto się rozwija. Trudno jednak przejść obojętnie obok skali wydatku, zwłaszcza gdy zestawimy go z historią terenu, który droga ma obsługiwać. Miasto sprzedało nieruchomość przy ul. Poznańskiej za ponad 22,5 mln zł. Dziś na tym obszarze planowany jest duży kompleks handlowy, a miasto za publiczne pieniądze buduje drogę, która będzie jego ważnym elementem komunikacyjnym. Czy w tym rachunku interes mieszkańców rzeczywiście został postawiony na pierwszym miejscu?
Prezydent: droga ma odciążyć Skiereszewo
O rozpoczęciu prac przy ulicy biskupa Michała Kozala poinformował prezydent Gniezna Michał Powałowski. Jak wskazuje, inwestycja ma znacząco odciążyć ruch na osiedlowych ulicach Skiereszewa, w tym na ul. Bluszczowej. Obecnie prowadzone są prace związane z budową kanalizacji deszczowej, zbiorników rozsączająco-retencyjnych oraz sieci wodociągowej. W kolejnych etapach mają powstać również sieci elektroenergetyczne, światłowodowe, oświetleniowe i gazowe. To nie jest więc wyłącznie położenie asfaltu. Powstaje kompletna infrastruktura drogowa wraz z uzbrojeniem terenu.
Miasto podkreśla także znaczące dofinansowanie z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg – ponad 12,5 mln zł. Oficjalna informacja Urzędu Miejskiego wskazuje, że nowa ulica będzie łącznikiem pomiędzy ul. Orzeszkowej a ul. Poznańską i ma poprawić układ komunikacyjny tej części miasta.
Sama droga nie jest nowym pomysłem
Warto przy tym zaznaczyć jedną rzecz, żeby nie tworzyć fałszywego obrazu. Ulica Kozala nie została wymyślona dopiero wtedy, gdy pojawił się pomysł budowy parku handlowego. Miejska dokumentacja dotycząca tej inwestycji sięga wcześniejszych lat. Już w 2021 roku Urząd Miejski prowadził postępowanie dotyczące opracowania projektu budowlanego dla budowy ul. bp. Michała Kozala oraz ul. Poprzecznej na odcinku od ul. Bluszczowej do ul. bp. Michała Kozala.
To istotne, ponieważ nie można uczciwie stwierdzić, że miasto stworzyło tę inwestycję wyłącznie po to, aby obsłużyć prywatny park handlowy. Ale ten fakt nie zamyka dyskusji. Wręcz przeciwnie.
Jest jeszcze „Złote Runo”
Żeby zrozumieć kontrowersje wokół obecnej inwestycji, trzeba cofnąć się do 2020 roku. Miasto Gniezno sprzedało wówczas nieruchomość przy ul. Poznańskiej. W przeprowadzonym przetargu najwyższa zaoferowana cena wyniosła 22 582 560 zł. Nabywcą została spółka JW CONSULTING. Taką kwotę oficjalnie podał wówczas sam Urząd Miejski w Gnieźnie.
To właśnie ten teren, określany przez mieszkańców jako „Złote Runo”, jest dziś związany z planami dużej inwestycji handlowej. I właśnie tutaj pojawia się najważniejsze pytanie dotyczące obecnej polityki inwestycyjnej miasta. Czy przy sprzedaży tak dużego terenu miasto brało pod uwagę przyszłe koszty stworzenia infrastruktury publicznej, która będzie niezbędna do jego prawidłowego funkcjonowania? To nie jest zarzut wobec samej sprzedaży. Miasto miało prawo sprzedać nieruchomość i uzyskało za nią bardzo wysoką cenę. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy spojrzymy na całość transakcji i późniejsze wydatki infrastrukturalne jako na jeden gospodarczy proces.
22,5 mln zł ze sprzedaży i miliony na drogę
Zestawienie liczb robi wrażenie.
2020 rok: miejska nieruchomość przy Poznańskiej zostaje sprzedana za 22,58 mln zł.
2026 rok: miasto realizuje wielomilionową budowę ul. Kozala, która ma połączyć Poznańską z Orzeszkowej i poprawić obsługę komunikacyjną tego obszaru. Do tego dochodzi ponad 12,5 mln zł dofinansowania zewnętrznego.
Nie oznacza to oczywiście, że można powiedzieć: „miasto sprzedało działkę za 22,5 mln zł, a następnie wydało 24 mln zł na drogę dla kupującego”. Taki wniosek byłby zbyt daleko idący. Po pierwsze, droga służyć będzie mieszkańcom. Po drugie, jej planowanie rozpoczęło się wcześniej. Po trzecie, dofinansowanie z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg znacząco zmniejsza obciążenie miejskiego budżetu.
Ale pozostaje pytanie o skalę związku pomiędzy inwestycją drogową a rozwojem komercyjnym tego obszaru. I właśnie tego elementu w publicznej dyskusji brakuje.
Droga będzie służyć mieszkańcom. Ale nie tylko im
Nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że infrastruktura publiczna powstaje w miejscu, gdzie jednocześnie rozwija się biznes. Nowa droga może poprawić bezpieczeństwo, rozładować ruch, uporządkować komunikację, ułatwić dostęp mieszkańcom do innych części miasta i otworzyć możliwość dalszego rozwoju Skiereszewa. To są realne korzyści. Problem polega na czymś innym.
Jeżeli w bezpośrednim sąsiedztwie powstaje duży obiekt handlowy, droga będzie również infrastrukturą obsługującą ruch generowany przez ten obiekt. Będą nią jeździć mieszkańcy, ale również klienci, dostawcy, pracownicy i samochody związane z działalnością gospodarczą. Nie ma w tym nic złego. Ale skoro tak jest, mieszkańcy mają prawo zapytać, czy koszty i korzyści zostały odpowiednio podzielone pomiędzy sektor publiczny i prywatny.
Najważniejsze pytanie nie brzmi: „czy droga jest potrzebna?”
To pytanie jest zbyt proste.
Znacznie ciekawsze brzmi:
Czy miasto zbudowałoby tę drogę w obecnym czasie, zakresie i standardzie, gdyby na terenie „Złotego Runa” nie planowano dużego kompleksu handlowego?
To jest kwestia, którą można rozstrzygnąć na podstawie dokumentów, harmonogramów i miejskich analiz.
Jeżeli odpowiedź brzmi „tak” – tym lepiej. Oznaczałoby to, że inwestycja wynika przede wszystkim z wieloletnich potrzeb komunikacyjnych Skiereszewa, a park handlowy jedynie korzysta z istniejącego kierunku rozwoju infrastruktury.
Jeżeli natomiast rozwój prywatnej inwestycji znacząco przyspieszył realizację drogi, również nie musi to oznaczać niczego niezgodnego z prawem czy interesem miasta. Ale wtedy warto to po prostu uczciwie powiedzieć.
Czy prywatny inwestor powinien uczestniczyć w kosztach?
To kolejne pytanie, które warto postawić. Nie chodzi o to, żeby przedsiębiorcy obciążać wszystkimi kosztami budowy infrastruktury publicznej. Nie można też jednak udawać, że inwestycja prywatna i infrastruktura publiczna funkcjonują w całkowitym oderwaniu od siebie.
Jeżeli prywatny projekt generuje dodatkowy ruch, potrzebuje określonych rozwiązań komunikacyjnych i zwiększa wartość gospodarczą konkretnego terenu, zasadne jest pytanie, czy miasto negocjowało z inwestorem udział w kosztach infrastruktury albo realizację określonych elementów infrastruktury przez inwestora.
To właśnie takie informacje pozwoliłyby mieszkańcom ocenić, czy samorząd rzeczywiście wynegocjował dla miasta najlepsze możliwe warunki.
Nie wystarczy powiedzieć: „jest dotacja”
Dofinansowanie w wysokości ponad 12,5 mln zł niewątpliwie jest dobrą wiadomością dla miejskiego budżetu. Ale dotacja nie oznacza, że inwestycja jest darmowa. To nadal publiczne pieniądze – tylko pochodzące z innego poziomu finansowania. Dlatego zamiast cieszyć się wyłącznie wysokością pozyskanej dotacji, warto patrzeć na cały rachunek. Ile dokładnie kosztuje inwestycja? Ile dokłada Miasto Gniezno? Jakie są prognozy ruchu na nowej ulicy? Jaka część tego ruchu będzie związana z istniejącą zabudową mieszkaniową, a jaka z przyszłym kompleksem handlowym? Jakie przychody podatkowe i inne korzyści ekonomiczne dla miasta przyniesie rozwój tego terenu? Czy prywatny inwestor ponosi koszty infrastruktury zewnętrznej związanej ze swoją działalnością? To są pytania, na które mieszkańcy powinni znać odpowiedzi.
„Złote Runo” pokazuje jeszcze jeden problem
Historia tej działki jest ciekawa również z innego powodu. Miasto sprzedało teren za ponad 22,5 mln zł. To bardzo konkretna kwota, która zasiliła miejskie finanse. Jednocześnie wraz ze zmianą sposobu wykorzystania terenu pojawia się potrzeba zapewnienia odpowiedniej infrastruktury. I właśnie dlatego przy sprzedaży dużych nieruchomości publicznych nie powinno się patrzeć wyłącznie na cenę uzyskaną w przetargu. Trzeba również patrzeć na to, co stanie się później. Czy sprzedawany teren ma dostęp do drogi? Czy ma wystarczającą infrastrukturę? Czy jego zabudowa będzie wymagała budowy nowych ulic? Czy wzrośnie obciążenie istniejących dróg? Czy inwestor będzie potrzebował nowych sieci? I wreszcie: kto za to zapłaci? To są pytania, które powinny być częścią strategicznego zarządzania miejskim majątkiem.
Nie oskarżenie, lecz rachunek
Warto więc zachować proporcje. Nie ma podstaw, by na podstawie samego zestawienia tych faktów twierdzić, że Miasto Gniezno „buduje drogę wyłącznie dla prywatnego biznesu”. Byłoby to zbyt daleko idące. Są natomiast podstawy, aby pytać, w jakim stopniu obecna inwestycja jest związana z rozwojem terenu po „Złotym Runie” i czy miasto odpowiednio zabezpieczyło interes publiczny. Bo właśnie na tym polega odpowiedzialna kontrola wydawania pieniędzy publicznych. Nie na kwestionowaniu każdej inwestycji. Nie na twierdzeniu, że każda droga służąca również przedsiębiorcom jest „prezentem dla biznesu”. I nie na przyjmowaniu bez dyskusji każdego miejskiego komunikatu. Tylko na sprawdzeniu całego rachunku.
Mieszkańcy powinni poznać pełny obraz
Ulica biskupa Michała Kozala może być bardzo potrzebną inwestycją dla Skiereszewa. Jeżeli dzięki niej ruch zostanie wyprowadzony z Bluszczowej, poprawi się bezpieczeństwo, powstanie wygodne połączenie między ulicami, a jednocześnie uporządkowana zostanie infrastruktura techniczna – będzie to realna korzyść dla mieszkańców. Ale ta sama droga będzie również elementem układu komunikacyjnego obsługującego teren, na którym rozwija się prywatna działalność handlowa. Obie rzeczy mogą być prawdziwe jednocześnie. Dlatego zamiast pytać wyłącznie, czy droga jest potrzebna, warto zapytać o coś więcej: czy za publiczne pieniądze powstaje infrastruktura, z której korzyści będą sprawiedliwie rozłożone pomiędzy mieszkańców, miasto i prywatnych inwestorów?
To właśnie odpowiedź na to pytanie zdecyduje, czy za kilka lat będziemy mówić o dobrze zaplanowanej inwestycji miejskiej, czy o przykładzie sytuacji, w której publiczny budżet poniósł znaczną część kosztów rozwoju prywatnego przedsięwzięcia. A tego rachunku – zanim padną jednoznaczne oceny – mieszkańcy mają pełne prawo oczekiwać.














Jeden komentarz
To może byście podali ile droga będzie kosztowała?