Coraz więcej osób pyta, dlaczego przy brzegu i na mieliznach Jeziora Powidzkiego robi się teraz tak bardzo grząsko. Odpowiedź jest prosta – niski stan wody odsłania dno, które normalnie leży głębiej i jest chronione przed słońcem i falowaniem. Problem nasila się z sezonu na sezon, a spacerujący po odsłoniętych brzegach muszą liczyć się z ryzykiem zapadnięcia się w kurzawkę, nieprzyjemnym zapachem siarkowodoru oraz ukrytymi w mule niebezpiecznymi przedmiotami – stłuczonym szkłem, puszkami czy haczykami. Temat szeroko opisał fanpage Powidz – Tu się wraca.
Jezioro Powidzkie, największy akwen w Wielkopolsce, od lat zmaga się z systematycznym obniżaniem poziomu wody. To zjawisko – choć znane i udokumentowane – wciąż zaskakuje turystów i mieszkańców, którzy decydują się na spacery wzdłuż brzegu lub wchodzenie w miejsca, które jeszcze niedawno były całkowicie zalane.
Dlaczego mułu jest więcej właśnie teraz?
Przy niskim stanie wody odsłaniają się partie dna, które normalnie leżą głębiej i są chronione przed słońcem, falowaniem i deptaniem. Ten świeżo odsłonięty osad nie miał jeszcze czasu się „związać”, czyli skonsolidować pod wpływem wysychania czy porostu roślinności.
Im niżej stoi jezioro, tym więcej takich stref się pojawia, a przy Powidzkim, z jego udokumentowanym od lat spadkiem poziomu wody, to zjawisko nasila się z sezonu na sezon – czytamy w materiale dziennikarzy Powidz – Tu się wraca.
Dlaczego wciąga po kolana?
To, co z góry wygląda jak zbity piasek, to często tzw. kurzawka – drobnoziarnisty osad nasycony wodą pod ciśnieniem. Ziarna leżą blisko siebie i wyglądają solidnie, ale przestrzenie między nimi wypełnia woda. Nacisk stopy zaburza tę delikatną strukturę, ziarna tracą wzajemny kontakt, a osad na chwilę zachowuje się jak gęsta ciecz – noga w nim „przepada”. Im więcej razy się w to miejsce nadepnie, tym głębiej można wejść.
Dlaczego cuchnie po naruszeniu?
Pod cienką, jaśniejszą warstwą piasku czy pyłu często kryje się starszy, ciemniejszy osad organiczny, tzw. sapropel. Powstaje on latami z obumarłych glonów, roślin wodnych i innych szczątków, które rozkładają się bez dostępu tlenu. W takich warunkach bakterie beztlenowe produkują siarkowodór – ten sam gaz, który kojarzy się z zapachem zepsutych jaj.
Dopóki leży spokojnie pod warstwą wody i piasku, nic nie czuć. Wystarczy jednak go poruszyć nogą czy wiosłem, żeby uwolnić uwięziony gaz – ostrzegają autorzy wpisu.
I najważniejsze: uważajcie, co tam jest
Odsłonięte, nigdy wcześniej niedeptane dno to także miejsce, gdzie latami osiadało wszystko, co wpadło do wody – stłuczone butelki, puszki, haczyki, kawałki metalu. W mule nic z tego nie widać, dopóki się na to nie nadepnie.
Jak podkreślają autorzy, przy niskim stanie wody warto zachować szczególną ostrożność, zwłaszcza z dziećmi, i unikać chodzenia boso w miejscach, których wcześniej nie było widać spod wody.
Apel dla turystów i mieszkańców
Jezioro Powidzkie to jeden z najpiękniejszych akwenów w Wielkopolsce, ale jego obecny stan wymaga ostrożności. W miarę jak poziom wody obniża się, odsłaniane są strefy, które do tej pory były niedostępne – warto o tym pamiętać, planując spacer czy zabawę nad wodą. Buty zamiast bosych stóp, ostrożność przy wchodzeniu w nieznane miejsca i zdrowy rozsądek mogą uchronić przed nieprzyjemnymi i niebezpiecznymi konsekwencjami.









