Miało być świętowanie 30-lecia. Jest walka o przetrwanie. Pizzeria Wenecja, kultowy lokal przy ulicy Jeziornej, który przez blisko trzy dekady gościł tysiące Gnieźnian, dziś ledwo zipie. Właściciele przenieśli działalność na Bednarski Rynek, bo budynek przy Jeziornej pękł, a droga wokół niego została zamknięta. Utargi spadły dramatycznie, a perspektywy na przyszłość są coraz bardziej ponure. Co gorsza – miasto nie zamierza pomóc. Mimo próśb, interpelacji i wniosków, właściciele usłyszeli: „nie mamy kompetencji”, „nie da się”, „to nie nasza wina”. A w międzyczasie radni obiecują, urzędnicy odmawiają, a pizzeria powoli umiera.
Jak doszło do katastrofy?
Pizzeria Wenecja działała przy ulicy Jeziornej przez blisko 30 lat. To było miejsce, gdzie Gnieźnianie świętowali urodziny, imieniny, rocznice, ale przede wszystkim „wpadali” tak po prostu. Gdzie przychodzili na pierwszą randkę, na rodzinną kolację, na szybką pizzę po pracy. Była częścią tkanki miasta.
Wszystko runęło, gdy miasto rozpoczęło inwestycję w rejonie Jeziornej. Droga została zamknięta. Klienci przestali dojeżdżać. A potem – pękł budynek. Właściciele musieli go opuścić. Przenieśli działalność na Bednarski Rynek – na własny koszt. Ale to nie była przeprowadzka, to była ucieczka. I nie przyniosła poprawy.
Miesiąc po miesiącu odnotowujemy spadki w utargach. Brak naszego ogródka w sezonie letnim to ogromna strata, której nie da się nadrobić – piszą właściciele.
Wnętrze lokalu przy Jeziornej zostało rozebrane, by oszacować zakres szkód. Dziś to pusta skorupa. Miejsce, które przez lata tętniło życiem, jest martwe. Kiedy budynek zostanie naprawiony? Nie wiadomo. Kto zapłaci za remont? Też nie wiadomo. A właściciele czekają. I płacą. I tracą.
To bardzo trudny widok dla nas i dla wszystkich, którzy tworzyli historię tego miejsca – przyznają.
Bez odszkodowania, bez pomocy
Właściciele próbowali wszystkiego. Rozmawiali z radnymi. Usłyszeli: „chętnie pomożemy”. Na tym się skończyło. Zgłosili się do Urzędu Miasta. Usłyszeli: odszkodowanie nie przysługuje, bo za szkody odpowiada wykonawca prac. Zgłosili się do ubezpieczyciela. Odmówił.
Nie jesteśmy niczemu winni. Przez blisko 30 lat uczciwie prowadziliśmy działalność, zatrudnialiśmy ludzi i płaciliśmy podatki. Dziś ponosimy konsekwencje sytuacji, na którą nie mieliśmy żadnego wpływu – podkreślają.
I dodają:
Dziś mamy poczucie, że zostaliśmy z tym problemem sami.
Radny Błochowiak: „Złożyliśmy wnioski, usłyszeliśmy: nie”
Gdy sprawa trafiła do mediów, odezwał się radny Sebastian Błochowiak ze Stowarzyszenia Ziemia Gnieźnieńska. I opowiedział, co jego klub zrobił, by pomóc Wenecji.
Gdy tylko dowiedziałem się o problemie, pojechałem na miejsce, by porozmawiać z pracownikami i właścicielką. Postanowiłem podjąć działania mające na celu udzielenie wsparcia przez Urząd Miasta – mówi Błochowiak.
Klub Ziemi Gnieźnieńskiej nagłośnił problem – w lutym zamówił pizze na obrady Rady Miasta. To był gest solidarności. I sygnał dla innych radnych. Niestety, nie wszyscy chcieli go usłyszeć.
Radni Koalicji dla Pierwszej Stolicy wraz z zastępcami nieobecnego wówczas prezydenta wyszli z sali – relacjonuje Błochowiak.
Klub złożył formalny wniosek do prezydenta: o umorzenie wszelkich opłat lokalnych (podatek od nieruchomości, opłaty za śmieci) dla poszkodowanych przedsiębiorców. O utworzenie funduszu wsparcia. O rekompensaty. Odpowiedź? Prezydent nie przygotuje takich rozwiązań, bo nie ma takich kompetencji.
Nasze pytania nie spotykały się ze zrozumieniem Urzędu. Obojętność Urzędu była ogromna – podkreśla Błochowiak.
I dodaje:
Dziwne są także zachowania Straży Miejskiej, która wystawia Pani Dorocie wezwania w sytuacjach rozładunku towaru i pizz do aut dostawczych.
Odpowiedź prezydenta: „Nie da się, nie mamy kompetencji”
W odpowiedzi na interpelację radnych z Klubu Ziemi Gnieźnieńskiej, prezydent Michał Powałowski napisał pismo, które można streścić jednym zdaniem: „Nie da się, nie mamy kompetencji”.
Prezydent proponuje natomiast, by poszkodowani przedsiębiorcy składali indywidualne wnioski o ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych (odroczenie, rozłożenie na raty, umorzenie). Dodaje, że miasto może rozważyć ugodę, jeśli analiza wykaże zasadność roszczenia.
I na koniec – słowa, które mogłyby być zaczerpnięte z podręcznika o tym, jak nie pomagać:
Inwestycje w infrastrukturę miejską są realizowane w interesie mieszkańców. Należy mieć świadomość, że w trakcie realizacji przedsięwzięć występują okresowe uciążliwości.
Innymi słowy: „przykro nam, ale tak już jest”.
Kto naprawdę pomaga?
Radny Błochowiak nie kryje rozczarowania. Zwraca uwagę na hipokryzję – gdy jego klub proponował rozwiązania, prezydent odmawiał. Gdy inny radny (Tomasz Dzionek) zapowiada w mediach podobne rozwiązania, nagle stają się one „możliwe”.
Jako niezrozumiałą należy ocenić obietnicę radnego Dzionka, który zapowiada przygotowanie rozwiązań prawnych mających na celu zwolnienie z podatku od nieruchomości poszkodowanych przedsiębiorców. Przypomnę tylko, że: 1) już to proponowaliśmy, 2) prezydent nam odmówił, 3) Pani Dorota wynajmuje lokal, więc na tym nie skorzysta – mówi Błochowiak.
I dodaje, że jego klub będzie wspierać Wenecję nadal – na wszystkie możliwe sposoby.
Co dalej z Wenecją?
Właściciele nie podają konkretnych kwot strat. Mówią tylko: ogromne. Walczą, by utrzymać firmę i miejsca pracy. Ale nawet największe oszczędności kiedyś się kończą.
Czy widzicie jakieś rozwiązanie? Co jeszcze możemy zrobić? Jak zawalczyć o miejsce, które od niemal 30 lat jest częścią tego miasta? – pytają.
W marcu 2027 roku Pizzeria Wenecja powinna świętować 30-lecie. Dziś właściciele nie wiedzą, czy doczekają tego jubileuszu.
Czy przetrwamy? Nie wiemy…
To nie jest wołanie o cud. To wołanie o pomoc. O odpowiedzialne podejście do problemu, który nie powstał z ich winy. O wsparcie – nie tylko finansowe, ale choćby informacyjne, organizacyjne, ludzkie.
Apel do Gnieźnian
Wenecja przez prawie trzy dekady gościła tysiące Gnieźnian. Dziś sama potrzebuje wsparcia. I choć nie oczekuje łaski, to ma prawo oczekiwać, że miasto i mieszkańcy nie odwrócą się od niej w najtrudniejszym momencie.
Jak pomóc?
-
Zamów pizzę na Bednarskim Rynku – to proste, a robi różnicę.
-
Udostępnij apel w mediach społecznościowych – im więcej osób się dowie, tym większa szansa na pomoc.
-
Napisz do radnych – zapytaj, dlaczego Wenecja nie może liczyć na wsparcie, skoro inne miasta potrafią pomagać swoim przedsiębiorcom.
-
Przyjdź, zjedz, porozmawiaj – pokaż, że lokalne biznesy mają znaczenie.
Bo miejsc takich jak Wenecja – z historią, tradycją i sercem – nie powinno się tracić. Bo jeśli upadnie Wenecja, to sygnał, że w Gnieźnie lokalny biznes nie ma przyszłości. I że miasto odwraca się od tych, którzy przez lata je tworzyli.














Jeden komentarz
Niech juz tak nie stekaja przeciez maja druga pizzerie na Tulipanowej, mozna sie rozejsc.