Sprawa, o której informowaliśmy wcześniej, ma swój ciąg dalszy. Radni miejscy w Gnieźnie poparli petycję dotyczącą ograniczenia używania wyrobów pirotechnicznych w okresie sylwestrowo-noworocznym. Decyzja, która na pierwszy rzut oka może wydawać się wyważonym kompromisem, w praktyce rodzi poważne konsekwencje społeczne – i to dla konkretnych grup mieszkańców. Nie chodzi tu już o samą debatę „fajerwerki – tak czy nie”. Problem jest znacznie głębszy i dotyczy równego traktowania mieszkańców.
Centrum bez prawa do świętowania
W obecnym kształcie przyjęte rozwiązanie oznacza jedno: mieszkańcy ścisłego centrum oraz osiedli z zabudową wielorodzinną zostają de facto wykluczeni z możliwości korzystania z fajerwerków. Dlaczego? Bo przestrzeń wokół ich miejsca zamieszkania ma charakter publiczny.
Jednocześnie mieszkańcy domów jednorodzinnych – posiadający własne posesje – zachowują pełną swobodę. Mogą świętować tak jak dotychczas, bez większych ograniczeń. Efekt jest prosty i trudny do obrony: o tym, czy możesz odpalić fajerwerki w sylwestra, decyduje nie prawo rozumiane jako równe dla wszystkich, lecz… typ nieruchomości, w której mieszkasz.
To nie jest kompromis. To podział mieszkańców na tych, którym wolno więcej, i tych, którym wolno mniej.
Polityczna wygoda zamiast realnego rozwiązania
Radni związani z Koalicja Obywatelska mogą dziś mówić o „ograniczaniu hałasu” i „nowoczesnym podejściu do świętowania”. Problem w tym, że przyjęte rozwiązanie nie rozwiązuje problemu – jedynie go przesuwa. Hałas nie zniknie. Zostanie przeniesiony na tereny prywatne. Fajerwerki nadal będą wybuchać – tyle że w ogrodach, na działkach i obrzeżach miasta. Dla zwierząt czy osób wrażliwych na huk różnica będzie często iluzoryczna. Trudno więc mówić o realnej zmianie. Łatwiej – o politycznym alibi.
Mieszkańcy „drugiej kategorii”?
Najbardziej problematyczny jest jednak aspekt społeczny. Tysiące mieszkańców centrum Gniezna i dużych osiedli zostaje objętych zakazem tylko dlatego, że nie mają własnego ogródka. To właśnie oni – często mieszkający w kamienicach czy blokach – zostają potraktowani jak grupa, którą najłatwiej „uregulować”. Bez realnej alternatywy, bez rekompensaty, bez równego traktowania.
W efekcie powstaje niebezpieczny precedens: lokalne prawo zaczyna różnicować mieszkańców nie ze względu na ich zachowanie, lecz status majątkowy i formę zamieszkania.
Zamiast decyzji – półśrodek
Jeśli celem było realne ograniczenie fajerwerków – należało wprowadzić rozwiązanie jednolite dla wszystkich. Jeśli celem było pozostawienie mieszkańcom swobody – również można było to zrobić uczciwie. Zamiast tego wybrano najłatwiejszą drogę: częściowy zakaz, który najmocniej uderza w tych, którzy mają najmniej możliwości, by go obejść. To nie jest odważna decyzja. To klasyczny półśrodek.
To dopiero początek dyskusji
Choć radni poparli petycję, sprawa pokazuje coś znacznie ważniejszego niż sam sylwester. To test na to, czy lokalne prawo będzie tworzone w sposób sprawiedliwy, czy jedynie wygodny.
Bo dziś chodzi o fajerwerki. Jutro może chodzić o coś znacznie poważniejszego.











2 komentarze
Zimnych ogni tez zakazcie glaby! Bo od nich robi sie zimno. Co za kmioty, za problemy dnia codziennego sie brac nieroby urzednicze!
Super!! Brawo.