Rok temu zszokował środowisko gnieźnieńskie wyrywając drugie miejsce w morderczej, 24-godzinnej Selekcji. Dziś Bartosz „Zwyrol” Zieliński nie jest już tylko pretendentem, ale jednym z faworytów nadchodzącego cyklu Arm Race. O przygotowaniach w Dynamic Strong Gniezno, nowym sztabie trenerskim i balansowaniu między ekstremalnym sportem a życiem rodzinnym rozmawiamy z gnieźnianinem przed jego startem w Jedlinie-Zdroju.
Bartosz, rok temu srebro w formule 24-godzinnej. Jak z perspektywy czasu oceniasz ten sukces? Była euforia czy raczej sportowa złość, że zabrakło niewiele do szczytu?
To był moment, którego nie zapomnę. Przygotowywałem się do tego eventu ponad osiem miesięcy, nie biegając takiego dystansu wcześniej i fakt, że w debiucie na takim dystansie wywalczyłem drugie miejsce, jest czymś pięknym. Nie będę jednak ukrywał, niedosyt pozostał. Czułem gigantyczne zmęczenie, ale ta sportowa żyłka nie daje mi spokoju. Wiem, że stać mnie na więcej.
W tym sezonie Arm Race Selekcja stawia przed Wami nowe wyzwania: etapy 8-godzinny i 16-godzinny jako przystanki przed finałową dobą. To dobra strategia?
Zdecydowanie. To idealna ścieżka progresu. Etapy są rozłożone w kilkumiesięcznych odstępach, co pozwala na regenerację, ale i na poznanie własnego organizmu w skrajnych warunkach. Najbliższy start w Jedlinie-Zdroju (12 kwietnia) na dystansie 8-godzinnym traktuję niemal jak „sprint”. Tam nie będzie miejsca na kalkulację tylko to będzie ciągły ogień i walka.

W Twoich przygotowaniach zaszły spore zmiany. Skończyłeś z byciem „samosterem”?
Tak, postawiłem oddać się w czyjeś ręce. Od września biegowo prowadzi mnie Piotr Tomczyk, a od marca współpracuję z Damianem Łuniewskim, który trenuje m.in. Katarzynę Jonaczyk. To pozwala mi skupić się wyłącznie na treningach i planie który mam do wykonania. Nie muszę już sam układać wszystkiego, po prostu go realizuję z pełnym zaufaniem do fachowców.
Twoją bazą jest Dynamic Strong Gniezno. To coś więcej niż tylko klub sportowy?
To mój drugi dom. Razem z Karoliną tworzymy ten klub już od 10 lat. To tutaj rodzą się wszystkie pomysły, tutaj mam swoją bazę treningową. Gniezno i okolice powiatu mają fantastyczne tereny biegowe, co w połączeniu z zapleczem w Dynamic Strong tworzy spójną całość. Bez tego miejsca nie byłoby „Zwyrola”.
Przygotowania do takich startów to kilkanaście godzin treningów tygodniowo, czasem dwa razy dziennie. Jak na tym cierpi życie rodzinne?
Nie da się ukryć, że rodzina trochę na tym traci, bo czasu dla najbliższych jest siłą rzeczy mniej lub bardzo mało. Jednak u nas sport jest obecny w naszym życiu, to nasze domowe DNA. Żyjemy z tym szczęśliwie, bo wszyscy rozumiemy tę pasję i czerpiemy z niej radość. Kluczem jest logistyka. Mój harmonogram dnia jest zaplanowany od A do Z, co pozwala mi na spokojne trenowanie bez zaniedbywania najważniejszych obowiązków.
Arm Race to nie tylko kilometry, to rożne trasy, zimno i przeszkody, które niszczą psychikę. Masz swoją „broń atomową” na kryzysy? Gniezno ma apetyt na więcej. Jest presja?
Brak kalkulacji i pewność siebie. Kiedy wiesz, że zrobiłeś wszystko na treningach, głowa pracuje inaczej. Presja mnie nie paraliżuje, wręcz przeciwnie ja ją lubię i potrafię z niej korzystać jako z dodatkowego paliwa. Co ma być, to będzie. Jeśli coś pójdzie nie tak, będę się tym martwił po biegu. Na trasie liczy się tylko kolejny krok.
Co byś powiedział mieszkańcom Gniezna, którzy chcieliby spróbować swoich sił w OCR, ale boją się „rzeźni”?
Warto sprawdzić się zawsze. Arm Race oferuje różne formaty, od 5 km wzwyż, więc nie trzeba od razu rzucać się na 24 godziny. Wystarczy chcieć i spróbować. Zapraszam też do Dynamic Strong, do kontaktu, pokażemy Wam, jak przygotować ciało i głowę do takich wyzwań. Gniezno ma twardych zawodników, zresztą ekipa odnosi spore sukcesy i warto to pokazywać na trasach w całej Polsce.











Jeden komentarz
Kogo on i te durne fikolki obchodza?