National Geographic to marka, która od dekad kojarzy się z rzetelnością, precyzją i dbałością o szczegóły. Tym większe zdziwienie – a w Gnieźnie także rozbawienie – wywołał materiał opublikowany na łamach „National Geographic Traveler” poświęcony pierwszej stolicy Polski. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden, dość spektakularny detal.
Jedno ze zdjęć ilustrujących tekst podpisano bowiem: „Panorama Gniezna nad rzeką Wełną”.
Problem w tym, że Gniezno nad rzeką Wełną nie leży. I nigdy nie leżało.
Rzeka, której nie ma
Fotografia, opatrzona wspomnianym podpisem, przedstawia doskonale znany mieszkańcom kadr – Jezioro Jelonek, jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc rekreacyjnych w mieście. Trudno je pomylić z rzeką, nawet przy dużej dozie wyobraźni.
Owszem, przez Jezioro Jelonek przepływa Struga Gnieźnieńska – niewielki ciek wodny, który dalej zasila Wełnę. Ale Struga to nie Wełna, a Wełna to nie Gniezno. Sama rzeka płynie kilka kilometrów dalej, omijając miasto szerokim łukiem.
Co więcej, zdjęcie zostało wykonane z takiej perspektywy, że gdyby rzeczywiście znajdowała się na nim rzeka, jej szerokość sugerowałaby raczej Wisłę, Wartę albo Odrę, a nie spokojny dopływ Warty, jakim jest Wełna.
Jezioro awansowało
W efekcie doszło do sytuacji dość osobliwej:
-
jezioro stało się rzeką,
-
struga najwyraźniej dostała awans hydrologiczny,
-
a Gniezno – ku zaskoczeniu geografów i mieszkańców – zyskało zupełnie nowe położenie.
To oczywiście detal, ale jak na wydawnictwo tej rangi – detal zaskakująco duży.
Promocja czy pośpiech?
Sam tekst o Gnieźnie jest poprawny merytorycznie, obszerny i utrzymany w typowym dla National Geographic tonie popularyzatorskim. Pojawia się jednak pytanie, czy materiał powstał w ramach standardowej redakcyjnej publikacji, czy też był elementem działań promocyjnych, np. związanych z obchodami 1000-lecia pierwszych koronacji królewskich.
Jeśli to drugie – tym bardziej dziwi brak elementarnej weryfikacji podpisu pod zdjęciem. Jeśli pierwsze – pozostaje pytanie, jak bardzo trzeba się spieszyć, by pomylić jezioro z rzeką i przypisać miastu położenie, którego nie ma na żadnej mapie.
Wpadka z dużym logo
Błędy zdarzają się każdemu. Także dużym redakcjom. Problem w tym, że National Geographic nie jest blogiem podróżniczym ani lokalnym folderem reklamowym, lecz marką, która przez lata budowała autorytet właśnie na precyzji i faktach.
Dlatego pomyłka z Wełną boli bardziej – nie dlatego, że obraża Gniezno, ale dlatego, że podważa wiarygodność detalu, który dla mieszkańców jest oczywisty już na poziomie szkoły podstawowej.
Gniezno ma swoje jeziora, wzgórza, historię i zabytki. Rzeki Wełny – nie ma. I raczej mieć nie będzie, nawet jeśli bardzo chciałby tego National Geographic.









