We wtorek, 30 grudnia, na ulicach Gniezna i drogach powiatu odbył się kolejny protest środowisk rolniczych. Zgodnie z zapowiedziami, manifestacja miała formę przejazdu kolumną ciągników, bez formalnego blokowania skrzyżowań. W praktyce jednak wydarzenie przyniosło dokładnie to, czego obawiali się mieszkańcy – korki, spowolniony ruch i liczne spóźnienia do pracy, spotkań oraz umówionych wizyt.
@mojegniezno.pl Rolnicy strajkują w Gnieźnie, przy okazji prezentując swój sprzęt zakupiony w znacznej mierze dzięki unijnym dotacjom 🇪🇺#strajk #rolnicy #traktor #dlaciebie ♬ GTA – PHONKA TRUCK & broke.
Protest, który – według organizatorów – miał być wyrazem sprzeciwu wobec umowy Mercosur, spotkał się z wyjątkowo negatywnym odbiorem społecznym. Gnieźnianie zwracali uwagę na fakt, że miasto nie jest siedzibą żadnych instytucji mających realny wpływ na międzynarodowe umowy handlowe, a konsekwencje protestu ponieśli wyłącznie zwykli mieszkańcy.
Ciągniki w mieście, problemy mieszkańców
Zbiórka rolników rozpoczęła się około godziny 10:00 przy myjni samochodowej na ul. Gdańskiej. Następnie kolumna ciągników przejechała m.in. Trasą Zjazdu Gnieźnieńskiego, ul. Poznańską, Kostrzewskiego oraz przez Rondo Europejskie, po czym wróciła na miejsce zbiórki. Choć nie doszło do formalnych blokad, wolnobieżne pojazdy skutecznie sparaliżowały ruch w godzinach, gdy wielu mieszkańców wracało do pracy po świątecznej przerwie.
Wielu kierowców informowało o znaczących opóźnieniach, a przedsiębiorcy – o problemach z dotarciem pracowników i klientów. Dla osób prowadzących działalność gospodarczą, które funkcjonują w trudnych realiach gospodarczych i ponoszą znacznie wyższe obciążenia składkowe w systemie ZUS niż rolnicy w KRUS, była to kolejna sytuacja, w której koszty protestu ponieśli nie jego adresaci, lecz osoby postronne.
Mercosur jako pretekst?
Rolnicy argumentowali, że protest dotyczy sprzeciwu wobec umowy Mercosur i napływu taniej żywności spoza Unii Europejskiej. Problem w tym, że Gniezno nie jest miejscem podejmowania decyzji w tej sprawie, a lokalne ulice nie mają żadnego wpływu na negocjacje prowadzone na szczeblu europejskim i rządowym.
Dla wielu mieszkańców protest stał się więc symbolem przenoszenia politycznego niezadowolenia na tych, którzy nie mają żadnej sprawczości w tej kwestii – pracowników, przedsiębiorców, rodziców dowożących dzieci do szkół czy seniorów jadących na wizyty lekarskie.
Znany schemat i zarzuty o hipokryzję
Nie umknęło także uwadze mieszkańców, że protest – podobnie jak wiele wcześniejszych – odbył się zimą, w okresie ograniczonych prac polowych. Przedsiębiorcy i pracownicy podkreślają, że w czasie żniw czy intensywnych prac rolnych nikt nie blokuje dojazdów do pól ani nie utrudnia pracy rolnikom, starając się funkcjonować normalnie mimo trudnych warunków gospodarczych.
Tymczasem, gdy tylko pozwala na to kalendarz rolniczy, ciężar protestów regularnie przenoszony jest na drogi i miasta. Dla wielu gnieźnian jest to przejaw podwójnych standardów i hipokryzji – oczekiwania zrozumienia dla własnych problemów przy jednoczesnym braku empatii wobec innych grup zawodowych.
Policja i petycja
Komenda Powiatowa Policji w Gnieźnie wcześniej informowała o szczegółach protestu i zabezpieczała przejazd kolumny. Równolegle delegacja rolników udała się do Starostwa Powiatowego w Gnieźnie, gdzie złożono petycję. Funkcjonariusze apelowali do kierowców o cierpliwość i stosowanie się do poleceń.
Dla wielu mieszkańców nie zmienia to jednak faktu, że protest – zamiast budować społeczne poparcie – pogłębił irytację i poczucie niesprawiedliwości. W ich ocenie był to kolejny przykład demonstracji organizowanej nie tam, gdzie zapadają decyzje, lecz tam, gdzie najłatwiej wywołać chaos i zwrócić na siebie uwagę.
Dodatkowe emocje wzbudzał także widok nowoczesnych ciągników, które pojawiły się na ulicach miasta. Wiele z nich to maszyny warte kilkaset tysięcy złotych, a w niektórych przypadkach nawet ponad milion złotych. Dla licznych małych przedsiębiorców działających w Gnieźnie i okolicach są to kwoty, na które nie tylko nie mają środków, ale często nawet zdolności kredytowej. Widok drogich pojazdów blokujących ruch w mieście, w którym wielu ludzi walczy o utrzymanie firm i miejsc pracy przy znacznie większych obciążeniach fiskalnych, dodatkowo pogłębiał frustrację i poczucie nierównego traktowania różnych grup zawodowych.






























9 komentarzy
Miasto wcale nie było aż tak sparaliżowane , bo protest odbywał się głównie obwodnicą tj ulicą Kostrzewskiego. Do centrum miasta rolnicy w ogóle nie wjechali !!
Funkcjonariusz medialny kasuje komentarze 🙂 Nic nie szkodzi
Ale to w ostatnim czasie kolejny artykuł jawnie naruszający zasady etyki dziennikarskiej.
Niebawem będziesz szukał co to jest przy okazji pisania odwołania.
Pozdrawiam
Jak dotacje to pierwsi tacy biedni. A jak źle to ulicę blokować. Do Warszawy sobie jechać. Kto protestowal niech dotację oddać.
Konstytucja! Demokracja!
jakoś tak krzyczeliśmy na protestach i właśnie to gwarantuje im konstytucja w demokracji, mogą narzekać i strajkować. Dotacje? Niech oddają, ale skoro oni muszą to idąc tym tokiem te wszystkie 800+, babciowe, 13,14 emerytury też do zwrotu dla osób które nie popierają danej opcji politycznej.
Lepper was nauczył gnojówke wozić i drogi blokować. Co wam zrobił zwykły obywatel że go karacie? Dlaczego nie idziecie sparaliżować Warszawy np. na Wiejską tam może coś wskóracie!
zgadzam się z autorem artykułu; strajk odbyć się powinien w Warszawie lub pod Urzędem Gminy w Gnieżnie albo pod inną instytucją rolniczą;
dobry artykuł
No Panie redaktorku propaganda pełna gębą, reżimowe telewizję ze świata mogą się uczyć. Nie widzę tu dziennikarza a funkcjinariusza medialnego. Jak w Gnieźnie były inne protesty to jakoś nie kwiczales o tym że utrudniają ludziom życie i, że w Gnieźnie nie decyduje się spraw na tematy rządowe.
A Wy którzy dumnie staliście w walce o prawa kobiet gdzie byliście w zeszłym roku jak przez zamknięte porodówki kilka kobiet umarło czasem razem z dziecmi? „Nigdy nie będziesz szła sama” – chyba do aborcji bo do porodu to juz mozesz
jak zwykle zatruwanie życia ludziom płacącym na nich podatki. trudno pomyśleć i jechać pod urząd gminy