Temat pomocy pszczołom jest bardzo medialny. Co i rusz słyszy się o kolejnej inicjatywie, polegającej na sianiu łąk kwietnych, zakładaniu pasiek w miastach, stawianiu domków dla owadów. Do tych działań angażowaniu są dorośli i dzieci, osoby fizyczne i firmy. To teoretycznie szczytny cel, ale… diabeł tkwi w szczegółach.
Pszczoła miodna i pszczoły dzikie
Pszczołę miodną nazywa się najważniejszym zapylaczem i faktycznie gra ona główną rolę, jeśli chodzi o zapylanie upraw przemysłowych. Wielkie pola uprawne nie obyłyby się bez pszczół miodnych, które zresztą często na czas np. kwitnięcia rzepaku są przewożone z ulami z innych pasieczysk. Dzieje się tak, ponieważ pszczoły miodne są owadami hodowlanymi. Otaczanymi opieką od wieków, a pszczelarze podają im leki i szczepionki, zapewniają zdrowe i wolne od pasożytów ule, dokarmiają, jeśli jest taka potrzeba. W zamian oczywiście pobierają miód oraz inne produkty pszczele – propolis, pyłek, pierzgę. Jest to więc układ dla wszystkich stron korzystny i na tyle sprawny i zdrowy, że można wręcz powiedzieć, że pszczoły miodne dodatkowej ochrony już nie potrzebują. Co innego za to ich krewniaczki, czyli pszczoły dzikie (samotnice) oraz inne pszczołowate. Ochrona pszczół dzikich jest ważna z kilku powodów – mało kto to robi, a to one najbardziej cierpią na zmianach środowiskowych, do których doprowadziliśmy my, ludzie. Po drugie, to właśnie pszczoły samotnice są bardzo ważnymi zapylaczami dla niesamowitej liczny gatunków roślin – zarówno uprawnych, jak i tych rosnących na dziko, na łąkach, skwerach, parkach. Nawet w lasach czy na mokradłach, gdzie pszczoła miodna ani nie lubi się zapuszczać, ani nie przepada za wieloma rosnącymi tam kwiatami. Pszczół dzikich w Polsce żyje około 470 gatunków, na całym świecie zaś 25 tysięcy. Przypomnijmy jeszcze, że większość roślin na świecie wymaga zapylaczy do owocowania, więc okazuje się, że to tu powinniśmy koncentrować nasze działania – nie na pszczołach miodnych. Co więcej, pszczołowate wcale nie wyczerpują listy zapylaczy. Znajdziemy na nich także skorki, mrówki, biedronki czy chrząszcze. Ba, tak nielubiane przez ludzi osy są zaskakująco sprawnymi zapylaczami, dla niektórych roślin nawet jedynymi. Do tego dodajmy mrowie motyli dziennych i nocnych, które nie mają tak dobrego public relations, jak pszczoły miodne.
Owady zapylające – jak im pomagać?
Fundacja Ekologiczna Pszczoła Musi Być zachęca, by na pomoc owadom patrzeć szeroko. Uwzględniać w niej dzikie pszczoły, inne zapylacze, ale nie zapominać też, że wszystkie one są częścią jednego wielkiego systemu – Natury. Działania pomocowe możemy – musimy – prowadzić więc w skali makro. Podkreślać wagę bioróżnorodności, zachowań ekologicznych, przyjaznych środowisku. Zmieniać swoje codzienne nawyki, by konsumować mniej i rozsądniej, lepiej gospodarować energią, wodą, starać się minimalizować ślad węglowy. Wspierać firmy i instytucje, które są zaangażowane w działania CSR, starać się edukować bliskich i znajomych o konieczności zmiany nawyków. To już będzie wielką korzyścią dla środowiska, ale oczywiście są działania, które można prowadzić ściśle z myślą o zapylaczach.
Do najprostszych z nich należy zwiększenie bioróżnorodności w naszym otoczeniu. W przypadku osób dysponujących działką sugeruje się zwiększenie nasadzeń roślin pożytecznych, tzw. miododajnych, wprowadzanie rabat i łąk kwietnych. Posiadaczy trawników prosi się, by były one koszone wyżej i rzadziej, najlepiej naprzemiennie, czyli z jakimś fragmentem, któremu koszenie się przez jakiś czas pomija, a później robi to z innym kawałkiem. Po zapewnieniu tzw. bazy pokarmowej, czyli właśnie nasadzeń roślin, można pomyśleć o stawianiu domków dla owadów. Bardzo dobrym siedliskiem będzie też pozostawienie kawałka działki jako nieużytku, gdzie będzie leżeć stos kamieni czy gałęzi, górka piasku, stary konar. W takim środowisku szybko zacznie od nowa tętnić życie – dajmy mu tylko trochę swobody i spokoju – od nas.










