Radny Miasta Gniezna, Tomasz Dzionek, uwielbia medialny szum wokół swojej osoby. Wykorzystuje do tego nawet negatywne aspekty swojej działalności. Usuwanie niepochlebnych komentarzy na swoim fanpage’u to norma (więcej na ten temat w artykule „Radny odnosi się do wolności słowa, a sam usuwa i ukrywa komentarze na swoim fanpage’u„). Teraz może ponownie zasiąść na ławie oskarżonych. Kiedy wydawało się, że gnieźnieński Teatr odpuścił mu sprawę związaną z aferą wokół betonowego placu, sprawa przyjęła nieoczekiwany obrót.
Komentarze o wyproszeniu mediów z sali sądowej, czy o tym, że sprawa z prywatnego aktu oskarżenia nie ma wpływu na przyszłość radnego, to oczywiste kłamstwa. Dziennikarze najwyraźniej znają prawo lepiej niż radny i sami zasygnalizowali sędziemu, że zdają sobie sprawę z wyłączenia jawności sprawy, po czym opuścili salę. Natomiast na temat złożonego pozwu więcej pisaliśmy w artykule „O co chodzi w sporze na linii Teatr – radny Tomasz Dzionek? Wyjaśniamy!„. Warto także przypomnieć, że Tomasz Dzionek odmówił komentarza mediom po posiedzeniu. Obszernie natomiast wypowiada się w mediach społecznościowych.
Przypomnijmy:
Teatr skierował prywatny akt oskarżenia, czyli wystąpił przeciwko radnemu na drodze postępowania karnego. To natomiast niesie za sobą, w przypadku oczywiście przegrania sprawy przez Tomasza Dzionka, spore konsekwencje. Jak wiadomo radny oraz radca prawny nie mogą być skazani za przestępstwa popełnione umyślnie.
Radny Tomasz Dzionek słusznie stwierdza, że sam proces sądowy nie ma wpływu na jego mandat radnego oraz pracę zawodową, jednak jest to pewnego rodzaju niedopowiedzenie, ponieważ jeżeli – oczywiście zakładając czysto hipotetycznie – przegrałby sprawę karną i został skazany prawomocnym wyrokiem, nie mógłby ani zasiadać w Radzie Miasta, ani pracować jako radca prawny. Przekreśli to także jego plany o wyższych stanowiskach, np. w parlamencie.
Po posiedzeniu w Sądzie Rejonowym w Gnieźnie radny napisał na swoim fanpage’u:
WygraliśmySąd dziś umorzył postępowanie a to oznacza, że nie znalazł żadnych podstaw do prowadzenia procesuTeatr Fredry w Gnieźnie ewidentnie przeaktorzył…Jest mocKruszymy beton
Teraz jednak pojawił się następujący wpis:
Teatr Fredry w Gnieźnie odwołał się od postanowienia sądu o umorzeniu sprawy, więc to jeszcze nie koniec.
Jestem spokojny i wierzę w pozytywne rozstrzygnięcie. Trzymajcie kciuki!










2 komentarze
Pajac
Droga Redakcjo,
dobrze byłoby wiedzieć, czego dotyczy postępowanie karne przeciwko radnemu Tomaszowi D. (jeżeli takowe postępowanie faktycznie się toczy). Redakcja napisała, że sprawa ma wymiar karny, i na to wygląda, skoro zastosowano w niej, jak podaje Redakcja, Art. 241 par. 2 KK.
W sprawie tzw. betonozy przed budynkiem TF, o którą radny w mediach obwinia otwarcie dyrekcję teatru, istotne są co najmniej dwie kwestie:
1. projekt budowlany ma autora i został zrealizowany; nie wątpię, że zgodnie z dokumentacją budowlano-wykonawczą i z pozwoleniem na budowę, udzielonym dyrektorce teatru przez Starostę Gnieźnieńskiego,
2. opinia p. radnego na temat estetyki i jakości wykonania tego przedsięwzięcia architektonicznego wydaje się drugorzędnym pretekstem, który może łatwo posłużyć do krytyki TF jako instytucji kultury, jednakże w całkowicie innym kontekście.
O takim kontekście i pretekście wprost nikt nie mówi: moim zdaniem idzie wyłącznie o profil programowy tej sceny. Najprawdopodobniej rozmija się on z przyzwyczajeniami i oczekiwaniami jakiejś grupy widzów, reprezentowanej przez p. radnego, bądź wyłącznie z jego osobistymi upodobaniami, przyzwyczajeniami i oczekiwaniami wobec repertuaru gnieźnieńskiego teatru.
Krytyka programu i repertuaru TF jest jak najbardziej możliwa i dopuszczalna, zwłaszcza że od kilku lat mamy do czynienia z radykalną i twórczą jej zmianą. TF zmienił się z tzw. teatru repertuarowego w scenę eksperymentalną, z silną dominantą tematyki społecznej i obyczajowej. Jest jedną z zaledwie kilku scen w Polsce o takim charakterze. To może się wszystkim nie podobać, podobać wszystkim albo tylko niektórym. Tego rodzaju krytyka musiałaby odnosić się do czegoś, co nazywamy „materią” artystyczną, a nie materią betonową.
„Betonoza”, jak powszechnie wiadomo, jest metaforą opisującą ludzkie upodobanie do pokrywania nawierzchnią betonową różnych powierzchni. Widzimy to w bardzo wielu miejscach, a krytycy takiej postawy argumentują, że owa „betonoza” jest szkodliwa dla środowiska naturalnego. Moim zdaniem trawa i rośliny są dużo ładniejsze. Tymczasem tylko w Gnieźnie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wiele miejsc porośniętych zielenią pokryto albo kostką betonową albo kamienną. Począwszy od Rynku i ciągu komunikacyjnego ul. Tumska-ul. Łaskiego, po rozległe parkingi przy już kilkunastu supermarketach. To niezbyt dobrze świadczy o wrażliwości ekologicznej władz i mieszkańców miasta, które nie jest – niestety – w tej kwestii jakimś wyjątkiem. Bardziej od „betonozy” podobają mi się działania w przestrzeni publicznej, które zmierzają do jej renaturalizacji. W tym miejscu zapewne możemy być zgodni z p. radnym, którego liczne wypowiedzi pokazują, że Dobro Planety leży mu na sercu.