moje-gniezno.pl

PORTAL INFORMACYJNY POWIATU GNIEŹNIEŃSKIEGO

"Ja jestem pokrzywdzonym", "Morderca to zabija nożem" - wracamy do tematu tragicznego wypadku pod Kłeckiem

Środa, 27 stycznia 2021

Wracamy do sprawy tragicznego wypadku, do którego doszło w kwietniu 2019 roku w Charbowie pod Kłeckiem. Po usłyszeniu wyroku pierwszej instancji, sprawca zabrał głos w komentarzach na naszym fanpage'u. Jego zachowanie zaskoczyło wszystkich.

O wyroku, który zapadł w miniony piątek pisaliśmy w artykule „Wyrok w sprawie tragicznego wypadku koło Kłecka”. W wyniku wypadku śmierć poniosła 18-letnia wówczas Oliwia Tomska oraz ojciec kierującego. Sąd uznał, że sprawca nie zachował należytych reguł ostrożności, a także poruszał się z nadmierną prędkością.

Po tym, jak sprawca zdarzenia zabrał głos w sprawie i w zaskakujący sposób wypowiedział się w komentarzach, wspólnie z dziennikarzami Telewizji Polskiej rozmawialiśmy zarówno z nim, jak i z rodzicami Oliwii, która była jedną z ofiar wypadku.
 

Dwa lata temu córka wracała z praktyk - mówi Magdalena Tomska, mama tragicznie zmarłej Oliwii. Chłopak po nią pojechał w ogóle, bo my nie mamy samochodu ani praw jazdy i zawsze po nią jeździł w sobotę na praktyki do Kłecka. Wracając z tych praktyk wyszła trochę wcześniej. O godzinie 13.25 ja zadzwoniłam do niej - to był odruch. To była Wielka Sobota, miała iść z nami do kościoła. Zadzwoniłam do córki gdzie jest. Powiedziała, że są już na polnej drodze, że za chwilę będą w domu. Zapytała czy coś potrzebuję. Powiedziałam, że nie. O godz. 13.35 otrzymałam telefon od koleżanki, że jej mąż jadąc tą drogą zauważył wypadek. Powiedziała, ze Oliwka i Łukasz mieli wypadek. Wybiegłam z domu i zaczęłam krzyczeć, wołać męża, bo był na dworze. Koleżanka podjechała swoim autem i zabrała nas tam. Nie wiedziałam, że Oliwka jest w takim stanie. Kiedy dojechaliśmy na miejsce już była Straż Pożarna, reanimowali ją, karetka Pogotowia Ratunkowego, pełno ludzi. Potem już ... myślałam, że akurat ją uratują ... niestety. Nie da się opowiedzieć jak zmieniło się nasze życie od tego dnia. Ja zawsze współczułam rodzinom takim, które straciły najbliższych i Oliwka była taka sama - zawsze brała to do siebie. Kiedy działa się komuś krzywda, ona bardzo to przeżywała. Przez te dwa lata dużo się wydarzyło dlatego, że w krótkim czasie mąż zachorował w styczniu, w marcu mama, no i w kwietniu straciliśmy Oliwkę. Cały czas żyliśmy w stresie. Pomoc najbliższych i rodziny, wsparcie, bardzo dużo nam to dało. Musieliśmy się też liczyć z tym, że mamy drugą córkę i ona bardzo to przeżyła. Sprawca wypadku mieszka w tym samym domu, jest naszym sąsiadem. Na chwilę obecną mogę powiedzieć tyle, że nie spodziewała bym się po nim takiego zachowania. Dlatego, że na początku po wypadku usłyszałam od niego: „Przepraszam, nie chciałem tego”. Potem wpisywał posty na facebook’u, że on tego nie chciał, ale Bóg tak chciał. Dla mnie to nie ma, że Bóg tak chciał, bo jego obowiązkiem, skoro jechał po Oliwkę, było dowieźć ją bezpiecznie do domu. Nawet gdy się spieszył, to powinien brać pod uwagę, że może coś się stać po drodze. Na początku, jak przeprosił, miałam różne uczucia. On na początku nas bardzo zmylił dlatego, że przy nas mówił co innego, a co innego okazywał kiedy nas nie było. Powiedział na przykład, że dobrowolnie podda się karze i częściowo przyzna się do winy. My to uszanowaliśmy, bo dla nas to oznaczało, że jakąś skruchę i winę ponosi i wie o tym. Z mężem podeszliśmy do tego tak, że nie chcieliśmy być oskarżycielami posiłkowymi, zostawiliśmy to prokuratorowi. Niestety później stało się inaczej. Kiedy my odsunęliśmy się od sprawy, nie chcieliśmy od niego żadnych pieniędzy, to on zmienił zeznania. Według nas chciał winę zrzucić na świadków wypadku. Uznaliśmy wtedy, że musimy coś z tym zrobić, bo nie można winić kogoś, kto nie jest winien. Jeżeli on ponosi winę i się do tego przyznał na początku, to on powinien za to odpowiedzieć. Na którejś z rzędu rozprawie prokurator zażądał jednego roku pozbawienia wolności, zabrania prawa jazdy na pięć lat i 60 tysięcy złotych zadośćuczynienia dla nas. Liczyłam, że straci prawo jazdy na dłużej dlatego, że on już wcześniej był karany. Po wypadku miał zabrane prawo jazdy na miesiąc. Prokurator po miesiącu oddał mu prawo jazdy. Krótko po wypadku Łukasz powiedział nam, że nawet jak mu prokurator zwróci to prawo jazdy, to on już nigdy nie wsiądzie za kierownicę. On wsiadł za kierownicę od razu po tym, jak odzyskał prawo jazdy. Mnie to bardzo zabolało. Nie wiem czym się kierował prokurator, że oddał mu tak szybko prawo jazdy. Kiedy zapytałam w Prokuraturze dlaczego on dostał to prawo jazdy usłyszałam, że to nie znaczy, że on nie będzie ukarany. Jakby nie było on prawie dwa lata jeździ i ma to prawo jazdy. Jeździ powiem szczerze, że bez ograniczeń. Tak, jak czytaliśmy jego komentarze, aż serce boli, że ludzie tak o nim piszą i dopiero zaczęli mówić jak on jeździ. Widziałam jego wpisy. To, co on pisał - dziwię się, że on może coś takiego napisać. Dziwię się, że w ogóle on komentuje i się wypowiada. Pisze, że Policja mu nic nie zrobi, że będzie jeździł tak czy tak. Mam duży żal do niego, czujemy się oszukani. Był chłopakiem Oliwki dwa lata. Nie byłam za tym związkiem, bo nie byłam. Ja po prostu mówiłam do Oliwki, że to jej decyzja i ja ją szanuję. Ja wiedziałam jaki Łukasz jest. Jest nerwowy, agresywny, wulgarny przede wszystkim. Wiedziałam, że ona prędzej czy później będzie cierpiała. Teraz w komentarzach ubliżają nam od patologii. Mówią źle o naszej córce, która zginęła. Jego mama powiedziała, że gdyby Łukasz nie pojechał po Oliwię, to by jej mąż żył. Przecież Oliwka była jako pasażer, ona nie kierowała tym samochodem. On był jako kierowcą. Nie jest to lekkie życie mieszkając tak blisko siebie. Jest złośliwy. Na początku inaczej do tego podchodziliśmy, my nigdy nie sprawialiśmy mu żadnych problemów mimo tego co się stało. Nawet od nas nie usłyszał złego słowa czy od mojej rodziny. Wszyscy mówili, że za dobrzy jesteśmy. Teraz wszyscy mówią, że nam się odwdzięczył. To mnie boli najwięcej. Mamy teraz to, co mamy. On sobie jeździ, żartuje sobie z Policji, żartuje z wyroku. On jest pewien, że my mu nic nie możemy zrobić. Jego mama mówi, że ona z nami nie wygra, ale tu przecież nie chodzi o to, żeby wygrać. Tu chodzi o wyrok, o sprawiedliwość, żeby nauczyć kierowców przede wszystkim, że ponoszą odpowiedzialność za te osoby, które wiozą. Żadne pieniądze życia nie wrócą. My nie chcemy się mścić, ale chcemy sprawiedliwego wyroku. My nie chcemy pieniędzy. Czujemy pustkę przede wszystkim. Tutaj siostra też mieszka, ma trzyletnią córeczkę, Oliwka była jej chrzestną i nawet nie nacieszyła się Oliwką, bo miała wtedy roczek. Każdy dzień jest ciężki, bo czujemy tą pustkę. Jak patrzę, że on się cieszy z życia i korzysta z tego życia, a ona tej szansy nie miała. Ona miała koleżanki, ale ona tak odsuwała się od nich dlatego, że on nie chciał, żeby ona wychodziła do koleżanek, na dyskotekę. Ona nie jeździła na dyskoteki, bo on nie chciał. Nie miała takiego życia, tej młodości. Ona go kochała, była spokojna. Z czasem się zrobiła nerwowa dlatego, że on potrafił jej przykrość sprawić. Wracała nieraz zapłakana, ale nigdy nic nie mówiła. Zawsze jej mówiłam, żeby się nie martwiła, że wszystko się ułoży.


Córka uczyła się jako fryzjerka - mówi Krzysztof Tomski, tata tragicznie zmarłej Oliwii. Lubiła pracować w swoim zawodzie. Po godzinach nauki pomagała nam w domu. W dniu wypadku żona wybiegła na dwór i zaczęła krzyczeć, że Oliwia z Łukaszem mieli wypadek na polnej drodze. Szybko poleciałem do kolegi i szybko z nim pojechałem na miejsce. Oliwkę akurat reanimowali strażacy. Nie dopuścili mnie do niej, nie wiedziałem co z nią jest. Po dłuższym czasie domyśliłem się, że jak przyleciał helikopter, lekarz sprawdził puls i odszedł to dotarło do mnie, że Oliwka nie żyje. Policja na miejscu nic nie mówiła. Domyślałem się, że to była nadmierna prędkość na tej drodze. Nie myślałem wtedy o tym, żeby oskarżać Łukasza. My przeszliśmy tragedię, on też, bo stracił ojca. Na drugi dzień pojechaliśmy do niego do szpitala. Przeprosił nas. Powiedział, że widział, że jedzie samochód z naprzeciwka i nie wie co się stało. Długo utrzymywaliśmy kontakt. Chodziłem do jego mamy, rozmawiałem z nim, z jego mamą. Dopóki nie wziął adwokata to wszystko było powiedzmy, w miarę normalnie jak na to, co się stało. Nie robił na przekór, my też nie. Potem jego mama stała się złośliwa. Napisała żonie SMS-a, że gdyby nie Oliwka to jej mąż by żył. Mi potrafiła napisać, że Oliwka od nas odeszła i teraz jest szczęśliwa. No jak rodzic rodzicowi może coś takiego napisać? Ludzie mówili nam, że on nadal bardzo szybko jeździ, że ma dziewczynę, że szybko ją znalazł po tym co się stało. Jak my siedzieliśmy latem na dworze, to on paradował z nową dziewczyną za rączkę. To bolało. Mało czasu minęło. Dopiero straciliśmy córkę, a on narzeczoną. Oni posądzają Oliwkę o śmierć jego ojca. Kiedy my zrezygnowaliśmy z oskarżycieli posiłkowych i nie mieliśmy adwokata, on wtedy szybko wziął adwokata i na kolejnej sprawie był już z obrońcą. Jak się okazało, że on nie przyznaje się już do winy, też szybko wzięliśmy adwokata, żeby nam coś doradził. Najgorszym bólem było to, że Prokuratura mu oddała prawo jazdy. Tutaj jak rusza spod domu, to jedzie spokojnie, ale ludzie w Kłecku widzą jak jeździ. W komentarzu napisał, że nie będzie jeździł 180 tylko 240, bo 180 to on jeździ na trzecim biegu. Albo, że jedzie bez prawa jazdy i gdzie jest ta Policja. Nam nie chodzi o to, żeby on szedł do więzienia, ale o to, żeby stracił prawo jazdy na dłuższy okres. Nam nie chodzi o to, żeby on trafił do więzienia, ani o pieniądze. To, co Sąd nam przyznał, część tych pieniędzy chcemy przekazać na dzieci poszkodowane w wypadkach. Nam te pieniądze nie zwrócą życia córki. Chcemy, żeby komuś pomogły. Jestem w stanie oddać nawet te wszystkie pieniądze. Ten człowiek ma dwie twarze.


Pan widzi tylko moją stronę, a nie widzi reszty jak mnie wyzywają od mordercy - mówi Łukasz B., sprawca tragicznego wypadku. Nie będę z Panem w ogóle rozmawiał na ten temat, tym może się zająć się mój pełnomocnik. Tyle mogę Panu powiedzieć. Nie mam ochoty udzielać wywiadu. Wysłuchujecie jednej strony, a drugiej nie. Pan widziałem do Tomskich przyjechał. Oni wielcy kozły ofiarne teraz, bo córkę stracili. Ja też straciłem tatę. Ja jestem pokrzywdzonym. Oni mogą, ich rodzina wyzywać mnie od mordercy, a ja nie mogę nic napisać, bo jestem najgorszy, bo się odezwałem. Fala hejtu. Proszę, zapraszam wszystkich Świniary ... (tu sprawca podaje swój adres, usunięty ze względu na bezpieczeństwo - przyp. red.), mogą przyjechać mnie bić jak mi tak grożą. Adwokat mój ma wszystkie już dokumenty, sprawa już jest zgłoszona w Policji nie w Gnieźnie, bo w Gnieźnie mają tam kuzyna w Policji i tak Gniezno by gówno co zrobiło. Nie będę udzielał więcej wywiadu. Niech Pan ich zapyta dlaczego mnie nazywają mordercą. Morderca to zabija nożem. Ja nie zamordowałem nikogo, to był nieszczęśliwy wypadek. Nie była prędkość przekroczona. Poza terenem zabudowanym jest dozwolone 90 kilometrów na godzinę. Je jechałem z prędkością między 90 a 100 kilometrów. Nie ma, że tam dwukrotna prędkość przekroczona jak tam wszyscy w komentarzach piszą, że 180 jechałem. Bzdury rodziny Tomskich to w ogóle, ale karma wróci i za te wszystkie wiadomości każdego spotka to samo.
 
Na temat sprawy wypowiedziała się także pełnomocnik rodziny tragicznie zmarłej Oliwii. Nadmienić należy, że oskarżony był nie tylko chłopakiem córki Państwa Tomskich, ale także ich sąsiadem, co spowodowało, że nie domagali się oni surowszego wyroku trwając w przekonaniu, że utrata ojca przez oskarżonego będzie sama w sobie bardzo dotkliwa, a i sam sprawca wyciągnie z tego lekcję - mówi Magdalena Leśna-Duber, radca prawny. Pierwotnie Państwo Tomscy nie brali nawet formalnie udziału w procesie karnym, zaś do kancelarii na końcowym jego etapie, tym niemniej udało się ostatecznie zgłosić się do sprawy w charakterze oskarżycieli posiłkowych. Jak już wspominałam, dla moich klientów najważniejsza była kwestia orzeczenia wobec sprawcy zakazu kierowania pojazdami mechanicznymi, co zostało orzeczone w przedmiotowej sprawie. Ważne jest też to, że sprawca miał dobrowolnie poddać się karze, z czego jednak w toku procesu się wycofał i co wpłynęło na zmianę postawy Państwa Tomskich względem niego. Ewentualne dalsze kroki w tej sprawie będą zależeć wyłącznie od woli moich klientów.

Łukasz B. usunął swoje konta wmediach społecznościowych. Rodzice tragicznie zmarłej Oliwii prawdopodobnie złożą apelację. Wyrok pierwszej instancji nie jest prawomocny. Sprawca wypadku nadal posiada prawo jazdy.
tekst: Andrzej Bukowski
foto: Andrzej Bukowski