Felieton: Pielęgniarza alpinisty nam potrzeba!
Data dodania: 12.11.2010 | Drukuj artykuł
Uatrakcyjnianie poprzez nazwę zawodów niewymagających wielkich kompetencji już nikogo nie dziwi. Powoli staje się to normą. Każdy w końcu chce poczuć się ,,kimś", a nie od dziś wiadomo, że nic bardziej nie intryguje jak obco brzmiące wyrazy.
Pomyśleć, że zaczęło się od konserwatora powierzchni płaskich. Przynajmniej w moim odczuciu, bo pamiętam, że ze „współczesnych” nazw właśnie to mnie najbardziej rozbawiło. Miało być poważnie i podejrzewam, że było, jednak tylko dla wąskiej grupy osób specjalizujących się w powyższej dziedzinie. O tyle ile podejrzewam, że wiecie czym zajmuje się ów konserwator, o tyle nie tak oczywistym jest, gdy w aktualnych ogłoszenia o pracę znajdziemy informację: „Poszukiwany pielęgniarz alpinista”. I teraz bądź tu mądry i zgadnij co tak naprawdę pracodawcy mają na myśli. Pierwsze skojarzenie: pielęgniarz jako górski ratownik. Przynajmniej na tak zwany „chłopski rozum”. Z drugiej strony jednak wątpliwość, bo czy pielęgniarz jest niezbędny w sytuacji wyjątkowo dramatycznego, wręcz ekstremalnego wypadku? Wystarczy lekarz, on najlepiej będzie wiedział jak zaradzić. Główkujmy więc dalej! Może to pielęgniarz, który pasjonuje się wspinaczką wysokogórską? Nie! Zbyt banalne, nie zasługuje w ogóle na dalsze analizowanie. Otóż podpowiem: pielęgniarz alpinista to nie kto inny, jak ogrodnik specjalizujący się w pielęgnacji drzew oraz obcinaniu gałęzi. Faktycznie, teraz, gdy odpowiedź jest znana można wywnioskować, że nazewnictwo nie jest wcale bezpodstawne. Chociaż w dalszym ciągu bardziej przypomina enigmatyczną zagadkę niż klarowny przekaz dla ludzi przeglądających oferty pracy.Podam jeszcze kilka przykładowych nazw:
Obchodowy bloku - jego praca, choć wydaje się brzmieć jednoznacznie, polega na eksploatacji kotła i turbozespołu energetycznego. Reasumując, zalicza się do dziedziny elektroenergetyki, a nie „chodziarza”, jak można by przypuszczać.
Toromistrz, to osobnik odpowiedzialny za jakoś torów kolejowych.
Świecki krzewiciel wiary, najprościej mówiąc jest jak ksiądz, tylko bez sutanny. Czym się zajmuje? Krzewieniem wiary!
I pomyśleć, że parę lat temu wszystkim imponowało słowo: menedżer. W obecnych czasach ten modernistyczny wyraz nikogo nie dziwi. Wręcz przeciwnie! Menedżerem może być każdy, nawet pani na targowisku sprzedająca marchewki, we własnym mniemaniu może być specjalistką do spraw PR’u i marketingu. I poniekąd, używając tej terminologii, będzie miała rację.
Ania Kowalewska
Zobacz podobne tematy:
| • Felieton: Wkurza mnie... |
| • Felieton: "Od września dajemy za darmo" |
| • Felieton: Za dużo obrządku, za mało wiary |
| • Felieton: Dlaczego chińskie matki są lepsze? |
| • Felieton: Rządza linczu |
Dodaj komentarz:
















