Reklama

Wydarzenia w tym miesiącu:

  Maj 2012  
Pn Wt Śr Cz Pt Sb Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
• PARTNERZY •















Felieton: Pokaż mi swoją wizytówkę, a powiem Ci kim jesteś

Data dodania: 28.10.2010 | Drukuj artykuł

Wspaniale jest usłyszeć z ust jednej osoby, że jest się dla niej wzorem godnym naśladowania. Z ust kilku, to już prawdziwa rewelacja. A być autorytetem dla ogółu? To zobowiązujące, wręcz męczące. Jednak czy nie warto?

Zacznę może od tego, co właściwie oznacza słowo „autorytet”. Mianowicie jest to osoba, która cieszy się uznaniem, mająca kredyt zaufania pod względem profesjonalizmu, prawdomówności w ocenie generalnej lub dotyczącej jednego konkretnego zjawiska bądź wydarzenia. Kolokwialnie pisząc, autorytet nierzadko utożsamiany jest z ludźmi na wysokich stanowiskach, kojarzony z władzą lub osobą, która potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji. Autorytet może posługiwać się różnego rodzaju gadżetami. Rozpoczynając od bardziej ogólnych, jak wizytówki, dyplom ukończenia szkoły wyższej, a kończąc na wyspecjalizowanych. I tutaj podam przykład: atrybutem lekarza jest stetoskop, profesora różnego rodzaju podręczniki, najlepiej własnego autorstwa, a dziennikarza mikrofon. Chociaż ten ostatni przykład jest dość słaby. Odkąd pracuję w radiu z autopsji wiem, że mikrofon w połączeniu z pytaniami działa na większość osób odpychająco i stresująco.
Powróćmy jednak do naszego ideału. Jak myślicie, jakim językiem powinien się posługiwać: trudnym i zagmatwanym zrozumiałym dla wąskiej grupy ludzi, czy może prostym i bezpośrednim, tak aby trafić do szerszej grupy odbiorców? Odpowiedź jest dość przewidywalna. Powinien zachować proporcje pomiędzy jednym a drugim sposobem wyrażania swoich opinii. Najprościej mówiąc, język normalny, aczkolwiek z fachową terminologią. Wielkim plusem jest, gdy posłuży się słownictwem powszechnie mało znanym, po czym płynnie to wyjaśni. Wtedy pojawi się jasny przekaz dla współrozmówcy. Z jednej strony: „Facet/kobieta wie o czym mówi. Ma wiedzę.” Z drugiej natomiast: „Tyle osiągnął/osiągnęła, a w ogóle się nie wywyższa. Taka przystępna osoba.” O ile w teorii wydaje się to banalne, o tyle praktyka pokazuje, że niewielu ludzi potrafi wybrnąć w taki sposób. Ale nie ma się co dziwić, w końcu nie każdy może współtworzyć elitarną grupę Autorytetu.
Wielkim atutem jest również mówienie o swoich pejoratywach. Na zajęciach z psychologii rozmawialiśmy o sytuacjach, w których mówimy o swoich wadach. Wyróżniliśmy trzy z nich: po pierwsze, jeśli jesteśmy idiotami. Po drugie: jeśli chcemy być szczerzy do bólu oraz jesteśmy samokrytykami. Aż w końcu trzecia sytuacja: gdy chcemy kogoś rozśmieszyć. Teraz pytanie, jak myślicie, kiedy autorytet przyzna się, że nie jest doskonały? Na pewno odpada odpowiedź pierwsza, gdyż to byłoby sprzeczne z definicją omawianego zagadnienia. Drugą też poddaję wątpliwościom, wszak zbyt negatywne nastawienie do siebie jest swoistym zaprzeczeniem osoby silnej psychicznie, a autorytet kojarzony jest właśnie z siłą. Najbardziej klarowna wydaje się być ostatnia możliwość. Poczucie humoru jest wskazane, a umiejętność żartowania z siebie wcale nie jest często praktykowana. Wbrew pozorom jest to trudna sztuka, którą nie każdemu udaje się opanować. Pewnie w dużej mierze dlatego podziwiamy ludzi z dystansem do własnej osoby. I taka jeszcze drobna sugestia. Gdy autorytet wymienia nam swoje słabsze strony argumentuje je takimi przykładami, że od słowa do słowa wady stają się zaletami. Konkretniej: „Jak ostatnio gotowałem, to zupa mi się przypaliła. Nie jestem najlepszym kucharzem, choć staram się nad tym pracować. Teraz jednak zupa mi się przypaliła, bo musiałem zadzwonić. Kumpel miał problem i musiałem mu pomóc. Jak żona wróciła do domu to nie była zła, bo chociaż zupa mi nie wyszła, to pomyślałem o tym, żeby zamówić pizzę.” Po pierwsze - nasz bohater gotuje. Nawet, gdy nie wychodzi mu to najlepiej stara się, a to już wiele znaczy. Po drugie, uzasadnił dlaczego obiad mu nie wyszedł - musiał wspomóc kolegę. Widać, że przyjaciele mogą liczyć na niego w trudnych sytuacjach, zawsze ich wysłucha, zawsze będzie starał się im pomóc. Reasumując: wiedział, że zupa nie jest apetyczna, więc starał się znaleźć rozwiązanie awaryjne. Wybrnął i prawie każdy człowiek tą wypowiedź odbierze jako kolejny dowód na to, że owy człowiek zasługuje na miano idealnego.
Niestety jest i druga strona medalu. Przy idealnym wizerunku każdy negatywny element może go zniszczyć. Często przez zbyt nachalne wyróżnianie swojego ulubieńca zaczynamy go traktować jak osobę o nadludzkich możliwościach. W efekcie nieświadoma idealizacja przy najmniejszym upadku autorytetu może mocno rozczarować. I pytanie brzmi: kto zawinił? Ten, który zawiódł, czy ten, który wymagał zbyt wiele?
Ania Kowalewska

Zobacz podobne tematy:

Felieton: Dlaczego chińskie matki są lepsze?
Felieton: "Od września dajemy za darmo"
Felieton: Rządza linczu
Felieton: Za dużo obrządku, za mało wiary
Felieton: Wkurza mnie...

Dodaj komentarz:

Podpis:
Przepisz kod:
Captcha
• Losowa fotografia •

http://moje-gniezno.pl/zdjecia/generuj/mini/
• Newsletter •

Podaj swój adres e-mail aby otrzymywać newsletter z najnowszymi informacjami lub usunąć już dodany e-mail.