Felieton: A język dęba stanął!
Data dodania: 13.10.2010 | Drukuj artykuł
Pewnego dnia robiąc zakupy w markecie usłyszałam rozmowę dwóch mężczyzn w średnim wieku. Wyraźnie czegoś szukali, nerwowo drapiąc się po głowie. Wreszcie ten pierwszy krzyknął: ,,Mam, to jest właśnie ta przyprawa do zupy i innych zup!".
Ludziom przydarzają się słowne wpadki. Najczęściej są one zabawne, przez co często wzbogacają anegdoty, którymi dzielimy się ze znajomymi. Nie trzeba specjalnie się wysilać, aby mieć z nimi styczność. Wystarczy wyjść na ulicę, pójść do pracy bądź szkoły lub po prostu włączyć telewizor. Po paru tego typu seansach pewnie niejeden z Was założy zeszyt, w którym będzie zapisywać coraz ciekawsze powiedzenia. „Kupujemy kupne” - oto przykład wyrażenia, które jest proste, a śmieszy. Zwłaszcza, gdy padnie z ust autorytetu w dziedzinie humanistycznej. Niby nic nadzwyczajnego, ot masełko maślane - mądrzej zwane: „błędem pleonastycznym”, a lubimy adresatowi podkreślić, że powiedział coś, co kolokwialnie mówiąc, nie ma żadnego sensu. Przykład wypowiedzi, w której brak logiki? Proszę bardzo: „Nie denerwuj mnie, bo się zdenerwuję…” lub: „Korzystaliśmy z takich opracowań, które są takimi książeczkami z opracowaniami.”. Teraz „kusi”, aby napisać zdania zupełnie przeciwstawne. Mmianowicie takie, w których jest logika (choć wątpliwa), jednakże osoba je wypowiadająca przesadziła z wytłumaczeniem swych poleceń bądź intencji. Przykład? Będą dwa: „Z tyłu kartki, czyli po jej drugiej stronie.”, „Mamy jeszcze tydzień. Jak wiecie tydzień składa się z czterech tygodni.”. Pośmiać można się także z komentatorów sportowych. Swego czasu z wielkim zafascynowaniem śledziłam poczynania skoczków narciarskich (owszem, panowała wtedy era Małysza, ale nie tylko dla niego oglądałam transmisje) i parokrotnie udało mi się usłyszeć słowa, które rozbawiły mnie na tyle, że na chwilę zapomniałam o kolejno startujących sportowcach. Poczęstuję Was kilkoma, które pamiętam do dziś: „Dobry skok, świetny skok, tylko trochę za krótki i źle ułożone narty w powietrzu.”, „Ma przewagę nad Szwajcerem.”, „Polacy wią, że teraz nie mogą zawieść.” (wiedzą - przyp. redakcji). Najbardziej jednak lubię ludzi, którzy choć teoretycznie wyrażą się bezbłędnie, swoim specyficznym doborem słów sprawiają, że ich wypowiedzi muszą zostać przekazane dalej. I tym sposobem mogę się z Wami podzielić pewną opinią wyrażoną przez mojego dobrego znajomego: „ Ja nie obgaduję ludzi, bo tego nie lubię. No chyba, że mnie ktoś zdenerwuje. A że co chwile mnie ktoś denerwuje.”. I jeszcze jedno zdanie będące mottem mojej przyjaciółki: „ Lubię duże ryby, zwłaszcza duże sumy.”. Błędy w pisowni? Nie usłyszymy ich, ale gdy uczniowie prowadzą na zajęciach konwersacje poprzez przesyłanie sobie karteczek nieraz można się zdziwić. Chociaż niechętnie, możemy na to przymrużyć oko. Prawdziwą sensacją jest, gdy zobaczymy rażący błąd na oficjalnej szkolnej gazetce. Wielki staranny i estetyczny napis: „Ogród zeologiczny” robi wrażenie, prawda? Negatywne, choć z perspektywy czasu i na te wspomnienie można się uśmiechnąć.Z racji, że o językowych przygodach mowa pożegnam się z Wami mądrym terminem autorstwa znanej mi osoby: „Optymista to taka osoba, która patrzy na świat optymistycznie.”. Do zobaczenia w następnym felietonie. Gwarantuję, ale nie ręczę!
Ania Kowalewska
Zobacz podobne tematy:
| • Felieton: Za dużo obrządku, za mało wiary |
| • Felieton: "Od września dajemy za darmo" |
| • Felieton: Dlaczego chińskie matki są lepsze? |
| • Felieton: Wkurza mnie... |
| • Felieton: Rządza linczu |
Dodaj komentarz:

















