Ładowanie danych...

moje-gniezno.pl

PORTAL INFORMACYJNY POWIATU GNIEŹNIEŃSKIEGO

Ksiądz Laubitz sprawcą kradzieży relikwii Św. Wojciecha z katedralnego skarbca?

Poniedziałek, 2 września 2019
  • Ksiądz Laubitz sprawcą kradzieży relikwii Św. Wojciecha z katedralnego skarbca?

W 1923 roku ze skarbca katedralnego zginął relikwiarz z czaszką Św. Wojciecha i cenne precjoza. O kulisach zagadkowej kradzieży pisze w swojej książce Rafał Jurke. Autor zdradził nam kilka szczegółów dotyczących tej historii.

Sprawa rabunku skarbca katedralnego w lipcu 1923 roku była już kilkukrotnie opisywana, ma ona jednak taki ciężar, że nie sposób jej tutaj pominąć. Jest to jedno z tych wydarzeń, które tak zbulwersowało ówczesną opinię publiczną, że rozpisywały się o nim niemal wszystkie dostępne na polskim rynku gazety. Informację o wydarzeniach w Gnieźnie zamieścił także ukazujący się w Niemczech polskojęzyczny Dziennik Berliński, a w Czechu, czyli piśmie czeskich katolików, na kanwie kradzieży przypomniano historię relikwii św. Wojciecha. Poza publikacjami relacjonującymi śledztwo sprawa była szeroko komentowana, także w Sejmie. Poseł Zieleniewski podczas obrad parlamentu zgłosił projekt inwentaryzacji i zabezpieczenia skarbów zgromadzonych miedzy innymi w świątyniach, a za niewłaściwe zabezpieczenie gnieźnieńskiego skarbca obwinił ówczesnego proboszcza katedry ks. Antoniego Laubitza. W odpowiedzi inny poseł, ks. Lutosławski stwierdził, że przedstawiciele różnych wyznań nie powinni mieć szczegółowego wglądu do skarbców innych religii. Wniosek posła Zieleniewskiego nie znalazł poparcia i został skierowany pod obrady stosownej komisji. W podobnym tonie, choć bez wskazywania winnych, nawoływali redaktorzy przeróżnych pism. Ukazujący się w Krakowie Ilustrowany Kuryer Codzienny pisał ...Mnożące się w zastraszający sposób kradzieże najcenniejszych i sercu naszemu najbliższych pamiątek, stale powtarzające się fakty niszczenia cennych zabytków (...)może doprowadzić do tego, że opustoszeją nam świątynie z tego co mamy najcenniejsze. Ostatnia ohydna kradzież w Gnieźnie i Liszkach i pożary kilku drewnianych świątyń są tego jaskrawym przykładem... Kreślący te słowa redaktor karci też rządzących, sugeruje, że władze zaborcze bardziej szczodrze dysponowały środkami na konserwację i zabezpieczenie zabytków. Nie poprzestaje jednak tylko na analizie sytuacji i proponuje, aby ...corychlej przeprowadzić przegląd niezmiernie cennych zabytków sztuki, rozsianych po całej Polsce, zabezpieczyć je, dokonać dalszych opisów ilustrowanych, aby przynajmniej to, co uszkodzi zbrodnicza ręka lub czas, zostało choćby w formie pamiętnikowej. Sprawa kradzieży wywołała też dyskusję dotyczącą obecności w gnieźnieńskiej i poznańskiej kapitule kanoników narodowości niemieckiej. Od chwili przyłączenia Wielkopolski do Rzeczpospolitej upłynęły już cztery lata, a w obu kapitułach funkcjonowali kanonicy pochodzący jeszcze z nominacji króla Prus. Gazeta Warszawska zasugerowała, że przyczyną udanego skoku na gnieźnieński tum, był brak odpowiedniego nadzoru nad działalnością katedry, wynikający z konfliktu między polskimi i niemieckimi kanonikami. Redaktor Dworzaczek, będący autorem tego artykułu, zakwestionował także postawę i nastawienie niemieckich kapłanów do niepodległego państwa.  Zdecydowany odpór takim poglądom postanowili dać wywołani do tablicy kanonicy narodowości niemieckiej tj. księża Jerzy Beyer, Leon Kretschmer, Wilhelm Kloske i Jan Hohmann. Nadesłali do Lecha list, w którym zaprzeczyli oskarżeniom, odrzucając zawarte w Gazecie Warszawskiej tezy. Zacytujmy fragment tej riposty ...W sprawie flag polskich wystarczy przytoczyć fakt, że jeszcze przed powstaniem Polski na wniosek śp. ks. prałata Goczkowskiego niemieccy księża kanonicy uchwalili sprawienie dla katedry dwóch chorągwi, które z okazji proklamacji Polski natychmiast wywieszono. Ks. kan. Hohmann wywieszał chorągiew polską aż do dnia, w którym miał być internowanym; że po takim traktowaniu go przestał wywieszać chorągiew, to chyba każdy prawy Polak zrozumie. Czasem trzeba czytać między wierszami, może w sugestii o antypolskiej postawie niektórych kapłanów było coś na rzeczy? Cofnijmy się jednak do dnia 11 lipca 1923 roku, kiedy to około południa z katedralnego skarbca zniknęły przechowywane tam pamiątki naszej kultury. W środowe, jak się później okaże fatalne przedpołudnie do katedry przyjechała zapowiedziana wcześniej wycieczka krakowskich nauczycieli, którzy zapragnęli zwiedzić świątynię i skarbiec katedralny. Znaczenia katedry gnieźnieńskiej dla naszej historii wyjaśniać nie trzeba, spokojnie możemy powiedzieć, że od Zjazdu Gnieźnieńskiego i wizyty Ottona III z różnym natężeniem była ona i jest nadal celem pielgrzymek, wycieczek lub po prostu odwiedzin. Kapituła wyrażała zgodę na zwiedzanie nie tylko wnętrza świątyni, ale także na prezentację zlokalizowanego w południowej wieży skarbca. Co prawda w 1922 roku prymas Edmund Dalbor wydał zarządzenie, aby skarbiec wyłączyć ze zwiedzania, jednak kanonicy ugięli się pod ciężarem próśb pielgrzymów i zakaz ten cofnęli. Wejście do tego pomieszczenia prowadziło bezpośrednio ze starego kapitularza, a ks. Ignacy Polkowski w 1874 roku tak opisuje to miejsce: ...Aż do roku 1785 senat metropolitalny odbywał swe posiedzenia w izbie kapitulnej pod chórem będącej. Poważna, ponura, mało oświetlona ta izba, budową swą sięgająca czasów najdawniejszych dziś służy jako przedwstępna sala dla zwiedzających skarbiec katedralny... Sam skarbiec był dobrze zabezpieczony, grube mury przyziemia wieży gwarantowały, że nie zostaną przebite, a strop został około 1921 roku wzmocniony betonem metrowej grubości. W pomieszczeniu znajdowało się tylko jedno okienko, w formie wąskiej szczeliny, absolutnie nie do sforsowania. Tym samym, do wnętrza można było się dostać tylko wejściem ze starego kapitularza. Drzwi odcinające dostęp do skarbca nie były i nadal nie są zwykłymi drzwiami, bardziej przypominają drzwi kasy pancernej. Mają kilkadziesiąt centymetrów grubości, złożone zostały z połączonych stalowych płyt z wyciętymi w odpowiednich miejscach przestrzeniami na rygle. Wyposażone są w dwa zamki, które dają się otworzyć dopiero przy zachowaniu właściwej kolejności otwierania. Dodatkowo projektant zamaskował dziurki do kluczy tak, aby bez dodatkowych oględzin tylko osoby upoważnione mogły w miarę szybko dostać się do wnętrza. Drzwi powstały prawdopodobnie w 1899 roku, gdyż taka właśnie data na nich widnieje. Ponadto w nocy w starym kapitularzu czuwał stróż, a w pomieszczeniu przy wejściu do biblioteki katedralnej zawsze nocował jeden z kościelnych. Widzimy zatem, że operacja włamania do tak dobrze zabezpieczonego miejsca musiała zostać pieczołowicie przygotowana. Już 14 lipca w Lechu ukazuje się wstępna relacja ks. Antoniego Laubitza opisująca przebieg wypadków. W feralne przedpołudnie jeden z kościelnych, Jan Gozdowski rozpoczął około 10:30 oprowadzanie wycieczki krakowskich nauczycieli właśnie od skarbca. Po zakończeniu prezentacji najcenniejszych relikwii i pamiątek wyprowadził grupę z pomieszczenia i jak twierdził zamknął drzwi na klucz, zabezpieczył je tylko przy pomocy jednego zamka.  Dalej poprowadził grupę przez wnętrze świątyni, łącznie z odwiedzinami w skarbcu spędził z tą grupą około półtorej godziny. Było już więc około południa. W międzyczasie zgłosili się kolejni turyści, wyrażający wolę zwiedzenia skarbca, zakrystianin  poszedł więc z nimi do starego kapitularza. Tam okazało się, że pomimo wielu prób nie może otworzyć zamka. Podobno wydane było zalecenie, aby o tak nietypowych sytuacjach kościelni powiadamiali proboszcza. Niestety Gozdowski nie dopełnił tego obowiązku i mniej więcej o 13:00 poszedł po ślusarza Sobieralskiego, który przybył dopiero około 16:00. Fachowiec stwierdził, że w zamku tkwi jakiś metalowy przedmiot, był to kawałek drutu, który usunął. Dopiero wtedy bez problemu otworzył zamek. Tyle z przekazu ks. prałata Antoniego Laubitza, który możemy uzupełnić o dodatkową informację, że już pobieżna lustracja skarbca wykazała, że nie ma w nim ani relikwiarza z czaszką św. Wojciecha, ani kilku innych niezwykle cennych precjozów. Proboszcz powiadomił kapitułę i policję, która wdrożyła dochodzenie. Do ...przeprowadzenia śledztwa w sprawie świętokradztwa (...) delegowani zostali z ramienia Gnieźnieńskiej Prokuratorji pierwszy prokurator sądu okręgowego w Gnieźnie, Sobieski i podprokurator Kuszelin. Nadto delegowano z Poznania urzędników kryminalnych, Czecha Adama i Wągrowskiego... Z zachowanych relacji można odnieść wrażenie, że śledczy niekoniecznie wiedzieli na jakie tory skierować dochodzenie. Jedną z ważniejszych tez była ta mówiąca o tym, że włamania dokonała doskonale zorganizowana szajka spoza Gniezna. Niezrozumiała więc wydaje się decyzja prokuratorów o zatrzymaniu mieszkającego w Gnieźnie kościelnego Jana Gozdowskiego. Na niekorzyść podejrzanego działało to, że jego opieszałość w powiadomieniu proboszcza dała złodziejom czas na ucieczkę, z niemal sześciogodzinną przewagą. Mieszkańcy naszego miasta nie bardzo chcieli dać wiarę w to, że cieszący się doskonałą opinią Gozdowski brał udział w tej kradzieży. Kiedy za kościelnym zamknęły się drzwi więziennej celi, śledczy rozpoczęli poszukiwania i przesłuchania świadków. Szukali jakiegokolwiek tropu, który pozwoliłby na podjęcie pościgu za, jak wtedy myślano, pozostałymi zbrodniarzami. Rozpytania pozwoliły ustalić nowe fakty. Po pierwsze ustalono, że Gozdowski na pewno zamknął za opuszczającą skarbiec wycieczką drzwi na klucz, po drugie w okolicy katedry świadkowie widzieli zaparkowane auto. O ile dziś obecność zaparkowanego przy katedrze samochodu wzbudziłaby zainteresowanie tylko straży miejskiej skrobiącej naprędce mandat, wtedy przy ówczesnym lichym stanie polskiej motoryzacji mieszkańcy zwrócili na ten automobil uwagę. Z zeznań wynika, że był w kolorze zielonym, karoseria była otwarta, czyli po prostu był to kabriolet i według różnych relacji mógł pomieścić od 4 do 6 pasażerów. Ciekawostką jest to, że samochód miał zasłonięte numery rejestracyjne, choć niektóre później zdementowane relacje mówiły, że auto posiadało oznaczenie C.H. 786. Dochodzenie nadzorowane przez gnieźnieńskich prokuratorów było bez wątpienia niezwykle nowatorskie. Tygodnik Tajny Detektyw przypominający w 1932 roku kulisy tej zbrodni zasugerował, że naczelnicy więzień w całej Polsce otrzymali zaraz po włamaniu poufną instrukcję. Zawierała ona zalecenie ...aby pozorując przypadek dopuścili do więźniów kilka pism ze szczegółowym opisem świętokradztwa oraz by dozorcy więzienni pilnie przysłuchiwali się rozmowom więźniów, których zdanie o sposobach popełnienia kradzieży mogło niejedno w śledztwie wyjaśnić i ułatwić... Ponadto przeprowadzono bardzo szczegółowe oględziny zamków ryglujących drzwi do skarbca oraz ustalono, że sprawcy działali w rękawiczkach, śledczy zastosowali więc najnowsze techniki, prawdopodobnie łącznie z daktyloskopią.
Wysiłki wkładane w prowadzenie dochodzenia nie pozwoliły niestety wykryć sprawców. Dochodzenie trwało aż do roku 1926, kiedy to odłożono je na półkę. Prokuratorzy i policjanci odeszli do innych zadań, po cichu liczono, że może przy okazji innych śledztw wypłyną nowe tropy prowadzące do sprawców. Po dwu latach, w 1928 roku, dochodzenie na krótko wznowiono. Wtedy to, znany nam już, nie kto inny jak Florek Kosmala, po jednej ze swych licznych ucieczek trafił do więzienia w Rawiczu. Tam naopowiadał koledze z celi, ...że skarby gnieźnieńskie są ukryte w lasach czerniejewskich. Śledztwo wykazało jednak, że to była kiepska mistyfikacja... Niestety wszystkie tropy były fałszywe. Pewne jest to, że jako naród straciliśmy bezcenne pamiątki z XV wiecznym relikwiarzem św. Wojciecha, dziełem poznańskiego złotnika Jakuba. Ponadto skradziono jedną monstrancję i dziewięć kielichów z różnych epok. Złodzieje buszujący w skarbcu zabrali tylko przedmioty w całości wykonane ze złota pomijając srebrne i pozłacane, jakby doskonale orientowali się w ich wartości. Łączna waga skradzionego złota to około 5 kilogramów plus kamienie, np. szafiry, którymi wysadzany był relikwiarz. Niespodziewanie we wrześniu 1981 roku do ówczesnego dyrektora Archiwum Archidiecezjalnego w Gnieźnie ks. Władysława Zientarskiego zadzwonił z Poznania Teodor Mukułowski i poprosił o spotkanie. Zostało ono umówione na 23 września w czytelni archiwum. Celem wizyty pana Teodora była pewna rodzinna tajemnica, która dotyczyła właśnie 1923 roku i tajemniczego zniknięcia, kradzieży bezcennych precjozów ze skarbca. Z opowieści Teodora Mukułowskiego wynikało, że jego mama Franciszka Mukułowska z domu Grabska była wraz z mężem wieloletnimi przyjaciółmi bp. Antoniego Laubitza. Jeszcze w czasach, gdy późniejszy biskup pełnił posługę w Inowrocławiu, zaprzyjaźnił się z mieszkającą w Kruszy Podlotowej rodziną Grabskich i niezamężną jeszcze wtedy Franciszką. W 1900 roku Franciszka wyszła za mąż za Jana Nepomucena Mukułowskiego, a w 1906 przeniosła się do Kołaczkowa koło Witkowa. Gdy w 1920 roku ks. Antoni Laubitz otrzymał nominację na proboszcza parafii katedralnej w Gnieźnie, kontakty między Mukułowskimi i nominatem odżyły. Przyjaźń trwała aż do niespodziewanej śmierci bp. Laubitza w maju 1939 roku. Zajrzyjmy jednak do notatki z tej rozmowy sporządzonej  przez ks. Zientarskiego w dniu 6 marca 1982 roku. Po wybuchu II wojny światowej Franciszka ...Mukułowska odkryła swemu synowi Teodorowi pewną tajemnicę, jaką jej powierzył ks. bp. Laubitz, obawiając się, że po śmierci tegoż Biskupa może być jedyną osobą, która tę tajemnicę ma. Mianowicie ks. Laubitz z pewnych względów ukrył w podziemiach katedry i zabezpieczył relikwiarz złoty głowy św. Wojciecha i inne cenne przedmioty ze skarbca katedralnego zamurowując je, fingując kradzież tych przedmiotów ze skarbca. O tym wiedziały tylko 4 osoby, mianowicie 1) ks. Laubitz 2) Jakaś poważna osoba, nie wiadomo, czy duchowna, czy świecka 3) Franciszka Mukułowska Grabska oraz 4) zaufany murarz. Osoby te zostały zobowiązane do milczenia i zachowania tajemnicy. Ta tajemnica mocno ciążyła p. Mukułowskiej, zwłaszcza od chwili (...)zgonu ks. Biskupa i tylko wobec niepewności losu w czasie (nawały) agresji hitlerowskiej i okupacji zdecydowała się wyznać tę tajemnicę najstarszemu synowi Teodorowi Mukułowskiemu. P. Franciszka Mukułowska zmarła w 1953 r. P. Teodor Mukułowski milczał o kradzieży w katedrze w 1923 r. (...). Dopiero gdy 25 sierpnia 1981 roku w Głosie Wielkopolskim przeczytał krótki artykuł o kradzieży z r. 1923 przypomniał (...) to co mu jego matka zawierzyła i postanowił przekazać tę tajemnicę Władzy Duchownej. Dlatego napisał list do Sekretariatu Prymasa Polski, by uspokoić swoje sumienie... Opowieść Teodora Mukułowskiego niestety nie zdradzała czym miałby kierować się Antoni Laubitz wynosząc i ukrywając złoto z katedralnego skarbca. Musimy uznać, że zdecydowanie najsłabszym elementem tej historii jest właśnie brak motywu dla ewentualnego postępowania duchownego. Nie wiemy też, jakie potencjalne niebezpieczeństwo czyhało na relikwiarz św. Wojciecha i pozostałe przedmioty. W 1923 roku nie zagrażała nam żadna wojna, a i w kraju panował raczej spokój. Gdyby jednak dać wiarę przedstawionej historii, powinniśmy zastanowić się, gdzie, w której części katedry mógł schować precjoza ks. Laubitz. Z relacji Teodora Mukułowskiego wynikało, że miejscem tym było bezpośrednie sąsiedztwo Wielkiego Ołtarza. W prezbiterium gnieźnieńskiej katedry prawdopodobne jest tylko jedno takie miejsce, krypta z grobem Dobrawy. Dajmy jednak spokój spekulacjom, choć przez wiele lat gnieźnianie szeptali, że w kradzież zamieszany był ks. Laubitz. Wiadomo, ulica uwielbia karmić się plotkami. Historia kradzieży ponownie odżyła na początku XXI wieku. Wtedy to pojawiła się nikła szansa na odnalezienie relikwiarza. W jednym z dolnośląskich zakładów karnych w toku innych działań wypłynęła informacja, że poszukiwany jest ewentualny nabywca skradzionego w 1923 roku relikwiarza. Tamtejsza policja wysłała do gnieźnieńskiej komendy zapytanie, czy rzeczywiście taki przedmiot kiedykolwiek został skradziony, niestety pomimo potwierdzenia, dolnośląska policja nie wróciła do tematu, więc i ten trop był chyba fałszywy.


Więcej na temat książki Rafała Jurke możecie przeczytać w wywiadach:
"Rafał Jurke o swojej wyjątkowej książce"
"Policjant Franciszek Gabała mordercą! Konstanty Stawniak pedofilem! - Rafał Jurke opowiada o swojej powieści"
"Matka i troje dzieci zamordowani w Noskowie! Proboszcz ujawnił zabójcę!"
tekst: Andrzej Bukowski

Napisz komentarz

Komentarze(0)

PODOBNE TEMATY
Tematy, które dzielą. Rozmowy, które łączą Zaczęliśmy z obawą i nadal ją mamy, ale mamy także nadzieję, że tak trudne przedsięwzięcie, jakim jest... Wtorek, 15 października 2019
Sypnęło reportażem jak z drzew liśćmi Tak, właśnie tak. Kolejny reportaż niebawem rozgości się na mitingu miłośników słowa i dyskusji. Poprzednio... Piątek, 11 października 2019
Legendy Kłecka wyróżnione we Wrocławiu Rada Krajowa Ruchu Stowarzyszeń Regionalnych Rzeczpospolitej Polskiej w Warszawie oraz Dolnośląskie... Poniedziałek, 30 września 2019
Spotkanie z mistrzem gwary gnieźnieńskiej Zacinający deszcz i smagający wiatr to nie są sprzyjające okoliczności dla organizatorów imprez - nawet... Poniedziałek, 30 września 2019