X
Ładowanie danych...

moje-gniezno.pl

PORTAL INFORMACYJNY POWIATU GNIEŹNIEŃSKIEGO

"Trema jest moim przyjacielem"...

Piątek, 5 sierpnia 2011

Łukasz Kuropaczewski koncertował w Gnieźnie podczas zeszłorocznego Festiwalu Polskiej Akademii Gitary. W tym roku również pojawi się w Pierwszej Stolicy Polski. Co go inspiruje zdradził w rozmowie Tomaszowi Janasowi.

Jak w Pana życiu pojawiła się gitara?

Można powiedzieć, że dzięki kościołowi. W Strzałkowie, gdzie się wychowałem, na każdej mszy śpiewała pani z akompaniamentem gitary. Tak bardzo mnie zachwycało jej granie i brzmienie instrumentu, że poprosiłem moją mamę, by zapisała mnie do tej pani na lekcje. Miałem wtedy 9 lat.

A co sprawiło, że nie była to gitara elektryczna?

Brzmienie klasyczne, bez prądu, naturalne, ciepłe jest szlachetniejsze. Gitara potrafi szeptać, krzyczeć, płakać. Tych emocji nie daje prąd.

Ideą Polskiej Akademii Gitary jest nie tylko prezentowanie muzyki na wysokim poziomie, ale również upowszechnianie jej w Poznaniu i wielu innych miejscowościach wielkopolski. Skąd ten pomysł?

To pomysł dyrektorów organizacyjnych - dr. Przemysława Kieliszewskiego i dr. Marcina Poprawskiego. Oni są znanymi działaczami, badaczami i managerami kultury w Poznaniu i zrobili z Polskiej Akademii Gitary ogromną imprezę. W tym roku będziemy mieli prawie 50 koncertów! Żaden festiwal gitarowy nie może pochwalić się taką ilością.

Jest Pan zadowolony z dotychczasowych edycji Polskiej Akademii Gitary?

Bardzo! Powiedziałem, że ilość koncertów z roku na rok się powiększa, ale ich jakość od początku jest wysoka. Właściwie nie zmienia się, ponieważ od pierwszej edycji odwiedzają nas tylko najlepsi z całego świata. Grali już u nas Los Angeles Guitar Quartet, David Russell, Ana Vidovic, Jeremy Jouve, Duo Melis. Ta lista powiększy się o wiele sław w tym roku.

Którego z gości tegorocznej edycji chciałby Pan szczególnie polecić słuchaczom?

Wszyscy zaproszeni mają coś niesamowitego do pokazania, dlatego nie jestem w stanie wskazać jednego. Obiecuję, że każdy meloman znajdzie u nas coś dla siebie.

Szczególnym wydarzeniem w programie tegorocznego Festiwalu - pewnie również dla Pana - będzie koncert napisany dla Pana przez Krzysztofa Meyera. Czy może Pan opowiedzieć o tym pomyśle i o samym utworze?

Właśnie przed chwilą skończyłem dzisiejsze ćwiczenie koncertu. Utwór jest bardzo trudny, przeciekawy. Niegitarowy, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jest dla mnie wyzwaniem, wielką nauką i jestem przekonany, że ma szanse stać się jednym z najważniejszych koncertów na gitarę i orkiestrę.

Zagra Pan z Andrzejem Bauerem. Ten znakomity wiolonczelista jest też niepospolitą osobowością. Współpracował Pan z nim m.in. podczas zeszłorocznego koncertu w Concertgebouw w Amsterdamie. Czy może Pan opowiedzieć o tym spotkaniu i o samym Andrzeju Bauerze?

Koncert w Amsterdamie był pierwszym, który razem zagraliśmy. Od pierwszej próby rozumieliśmy się doskonale, dlatego próby odbyły się tylko dwie - obie już w Amsterdamie (śmiech)... To świetny, inspirujący muzyk. Jestem dumny, ze mogę z nim grać.

Gitara klasyczna nie miała chyba dotąd zbyt wiele szczęścia u polskich słuchaczy i u polskich kompozytorów. Za sprawą Festiwalu - i Pańskiej aktywności - sporo się, przynajmniej w Wielkopolsce, w tej materii zmienia.

Mam wielką nadzieję, że za kilka lat już nikt nie będzie traktował gitary jako instrumentu drugiej kategorii. Jeśli choć po trosze stanie się to dzięki mojej pracy, będę bardzo szczęśliwy.

Ważnym elementem Festiwalu jest nie tylko muzyka, ale również kuchnia. Rozumiem, że jedno drugiemu nie przeczy, a może one się nawet wzajemnie inspirują?

Oj, wiele mógłbym mówić na ten temat. Kuchnia to moja wielka pasja. Myślę, że to temat na osobną rozmowę (śmiech).

Podobno zdarza się, że ćwiczy Pan trudne utwory, oglądając jednocześnie programy kulinarne?

Zgadza się. Ćwiczę z włączonym telewizorem. Ale tak robię tylko wtedy, gdy utwór jest opracowany, gdy interpretacja już we mnie dojrzała i całość rozumiem. Telewizor pomaga mi uczyć się kontroli nad palcami. Lubię znać utwór na takim poziomie, że włączony telewizor, hałasy, gasnące światła, dzwoniący telefon nie są w stanie mnie wyprowadzić ze skupienia nad graniem. Takie sytuacje zdarzają się przecież na koncertach, dlatego tego typu trening jest dla mnie bardzo ważny.

Czym będzie wieczór zatytułowany „Gitarą, nożem i widelcem”? Co usłyszmy, czego posmakujemy?

Bardzo mnie ten pomysł ekscytuje. Nie mogę się doczekać. Chciałbym zagrać coś wspaniałego, opowiedzieć o tym, co zagrałem, a potem, dla wszystkich ugotować potrawę, która oddałaby smak utworu, który goście wieczoru wcześniej usłyszeli. Sztuka musi działać na wszystkie zmysły. Muzyka działa na słuch, wrażliwość, dociera do najgłębszych zakamarków naszej duszy. Nie działa jednak na smak. Taki wieczór może to zmienić.

W programie Festiwalu znalazły się też inne, niebanalne pomysły: happening gitarowy, cykl koncertów „Kiedy byłem małym chłopcem”, wreszcie kurs gitarowy. Wszystkie łączą walor edukacyjny z miłością do muzyki, zabawę z prawdziwą pasją.

Zależy nam, by dotrzeć do jak największej ilości słuchaczy. Happening gitarowy to pomysł Przemysława Kieliszewskiego. Sprawdza się znakomicie. Co roku na Rynku gromadzi się ogromna ilość słuchaczy, którzy przychodzą pograć z nami, posłuchać. Wierzę, że następnym razem kupią bilet na koncert gitarzysty klasycznego. Cykl „Kiedy byłem małym chłopcem” to koncerty dla dzieci. W tym przypadku również wierzę, że te dzieci, już w wieku dorosłym, będą „zapełniać” sale podczas koncertów gitarzystów klasycznych. Kurs w Jarocinie to bardzo ważny element Festiwalu. Co roku przyjeżdża do nas ok. 120 uczestników i wykładowców z całego świata. Młodzi gitarzyści mają szansę zaprezentować się na lekcjach artystów, których podziwiają, zjeść z nimi obiad, porozmawiać po koncercie. Wiem z własnego doświadczenia, jakie to ważne.

Jest jeszcze cykl „Młodzi wirtuozi”. To również Pańscy uczniowie.

Od razu zaznaczam, że to nie tylko moi uczniowie. Są to po prostu, w mojej opinii, najciekawsi obecnie młodzi gitarzyści w Polsce, a że wśród nich są moi uczniowie, to dla mnie ogromna radość.

Polska Akademia Gitary tuż, tuż... Czuje Pan tremę, czy jest Pan spokojny o przebieg Festiwalu?

Trema jest moim przyjacielem. Kiedy miałem kilkanaście lat zapytałem pana Bałauszko (będzie jednym z wykładowców Polskiej Akademii Gitary), co zrobić z tremą. A on odpowiedział: „musisz się z nią zaprzyjaźnić”. I tak zrobiłem. Lubię tremę, towarzyszy mi podczas każdego koncertu. Bez tremy nie da się zrobić prawdziwej sztuki. Żeby ludzi poruszyć, nie można podchodzić do grania „na zimno”.
rozmawiał Tomasz Janas

Napisz komentarz

Komentarze(0)

PODOBNE TEMATY
Festiwal Akademia Gitary zainaugurowany Tradycyjnie koncertem w katedrze gnieźnieńskiej zainaugurowano festiwal Akademia Gitary. Niedziela, 19 sierpnia 2018
Akademia Gitary: Festiwal po raz 11! 3 tygodnie, 23 miejsca, 21 artystów, niemal 50 wydarzeń muzycznych, 6 strun, 2 inauguracje, 1 happening... Poniedziałek, 23 lipca 2018
Kolejny Koncert Organowy w katedrze za nami W piątek, w katedrze gnieźnieńskiej odbył się Koncert Muzyki Organowej w 1020. rocznicę śmierci Św.... Sobota, 29 lipca 2017
Inauguracja Festiwalu Akademia Gitary ponownie w Gnieźnie Festiwal zainauguruje koncert "The Best of". Usłyszymy utwory, które do tej pory festiwalowa publiczność... Poniedziałek, 26 czerwca 2017