Ładowanie danych...

moje-gniezno.pl

PORTAL INFORMACYJNY POWIATU GNIEŹNIEŃSKIEGO

Felieton: Dylematy melomana...

Poniedziałek, 11 kwietnia 2011
  • Felieton: Dylematy melomana...

I znowu to samo... Stajemy przed półką w sklepie muzycznym i wielki dylemat - czy wystarczy nam zwykła CD? Czy może zakupić wersję w digi-packu z dwoma bonusami? A może CD+DVD z dziesięciominutowego koncertu charytatywnego albo krążek w wersji 5.1 co by nam ładnie odtwarzał w subwooferze? No chyba że dwa razy droższą wersję japońską albo dwa winyle? Lepiej chyba jednak poczekać, bo jeśli to polski zespół, to niedługo wyda limitowaną edycję z trzema krążkami, z czego drugi będzie zawierał wersje instrumentalne tych samych utworów, a trzeci ten sam zestaw piosenek, ale zaśpiewanych po hebrajsku, bo wiadomo, że w Polsce to się nie sprzeda i trzeba podbijać inne rynki.

Ja tam raczej wybieram zestaw podstawowy z jedną płytą bez dodatkowych bonusów i kartonowych pudełek korzystając z efektu zamrożenia decyzji. Ciekaw jestem, jak postępują tacy audiofile-kolekcjonerzy. Przecież im nie wystarczy jeden krążek z okładką bez tekstów. Kupują sobie wersję karaoke, z DVD, z dodatkową książką, a może wybierają wszystkie możliwe opcje?
W 2008 roku wszystkich przebiła Metallica, która nie dość, że promowała swoją płytę „Death Magnetic” jako „wracającą do korzeni” już kilka miesięcy przed premierą poprzez założenie osobnej strony internetowej, na której informowali swoich fanów o postępach w pracy, to jeszcze wydali ją w prawie wszystkich możliwych formatach. Ponadto, można było zakupić zestaw z gustowną trumienką, do której można było się schować, zapomnieć o nowych nagraniach i przeczekać kolejny, pewnie nie krótki okres niedziałalności grupy (jeśli jeszcze zamierzają nagrać nowy materiał).
Także inne zasłużone zespoły wykorzystują swoich fanów wydając nowe, zremasterowane wersje swoich albumów na X-lecie swojego istnienia. Obecnie trudno dostać w sklepach po normalnych cenach płyty Genesis. Są wydania CD/SACD+DVD za ok. 80 zł, ostatnio zrematerowane wydania bez bonusów za ok. 50 zł albo cała dyskografia podzielona na trzy boksy, po cztery stówki każdy. A wypadałoby mieć jeszcze kolekcję koncertów na DVD. I co wtedy? Samochód sprzedać, to jeszcze mało… I jeszcze się dziwić, że tyle płyt ściąga się u nas z Internetu.
Ale z pomocą dla biednych klientów przychodzą polskie wydania zagranicznych wykonawców pod nazwą „Zagraniczna muzyka, polska cena”. Zapomnieli dodać „tandetna jakość”. Z przykrością muszę stwierdzić, że posiadam w kolekcji jeden taki album (przepraszam, pani Loreeno), ale zakup został dokonany zapewne pod wpływem atrakcyjnej ceny - ok. 17 zł w Kerfurze, podczas gdy albumy z tej serii w normalnych sklepach kosztują ponad trzy dyszki. Dla kolekcjonerów toż to totalna klapa ze względu na wkładkę składającą się z 4 (słownie: czterech) stron bez żadnych tekstów lub dodatkowych informacji o albumie. Na przedzie widnieje zaś naklejka z logiem akcji, a jakby tego klient nie zauważył, to na okładce dodrukowali jeszcze biały pasek z biało-czerwoną flagą i z informacją, że to „wydanie polskie”. Na niektórych wydaniach możemy zauważyć również białą obwódkę z takim samym przesłaniem. Wyobraźcie sobie okładki „Dark Side of the Moon”, „In the Court of the Crimson King” albo „IV” Zeppelinów w polskim wydaniu. O, zgrozo!
Osobom dbającym o ekologię, czyli modny ostatnio temat wykorzystywany przez marketingowców, polecam eko-płyty z pudełkami z przyjaznego środowisku kartonu zaopatrzonego w gustowny znaczek z zieloną świnką. Dobrze, że chociaż same krążki pozostały aluminiowe, bo jakoś nie wyobrażam sobie słuchania muzyki z kartonu. Powinni do nich dołączać książeczkę z poradami jak być bardziej eko w dzisiejszych czasach: „Noś przy sobie eko-torbę”, „Oddaj swój zużyty sprzęt RTV/AGD do punktu skupu”, „Sikaj pod prysznicem”. Dzięki temu nawet perkusiści ogarną podstawy ekostajlu.
No cóż, w dzisiejszych czasach klient nie ma łatwego zadania jeśli chodzi o zakup CD swoich ulubionych muzyków. Na szczęście muzyki można również słuchać na żywo, poprzez uczestnictwo w koncertach, których atrakcyjność w Polsce w ostatnich latach ciągle wzrasta. Chyba, że artyści pewnego dnia stwierdzą, że po co tyle czasu spędzać w jakimś gimbusie z tonami sprzętu, skoro można zamknąć się w studiu i stamtąd nadawać koncert przez Internet po uprzednim zarejestrowaniu się na stronie i wpłaceniu pieniędzy na podane konto. W tym przypadku warto byłoby dołożyć trochę grosza na miejsca leżące…
Bartłomiej Wójcik

Napisz komentarz

Komentarze(0)

PODOBNE TEMATY
Prawa kobiet pod respiratorem Nie płacą, bo nie mają z czego - twierdzą alimenciarze. Matki, które wychowują ich dzieci, wyrażają... Środa, 30 marca 2016
Jaja zaczną się po świętach Podwórko zapuszczone to i roboty dużo. Nie starczyło zimy na posprzątanie tego bałaganu. Szykują się... Piątek, 25 marca 2016
Deficyt empatii głębszy niż Rów Mariański? O tym drugim wiemy przynajmniej tyle, że ma około 10 994 metrów głębokości i należy go szukać na Oceanie... Wtorek, 15 marca 2016
Strach ma wielkie oczy Pejzaż na Mazurach dwa tygodnie temu bardziej zimą niż wiosną malowany. Śnieg trzymał się ziemi i gałęzi... Wtorek, 8 marca 2016