Reklama

Wydarzenia w tym miesiącu:

  Maj 2012  
Pn Wt Śr Cz Pt Sb Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
• PARTNERZY •















Felieton: Tolerancja nie dla wszystkich

Data dodania: 15.02.2011 | Drukuj artykuł

Człowiek tolerancyjny mylnie utożsamiany jest z osobą, która na wszystko się zgadza, która wszelkie dziwactwa, większe i te mniejsze, traktuje z aprobatą. W socjologii termin ten rozumiany jest jako postawa wykluczająca dyskryminacje ludzi bez względu na ich przynależność do grup społecznych, zainteresowań czy też ideologii. W obecnych czasach, osoba uznawana jest za tolerancyjną, gdy nie neguje postaw homoseksualnych. Z religią jest nieco inaczej. Tu krytyka nie musi oznaczać braku tolerancji.

Zacznę może od tego, że nie jestem homofobem. Nie jestem również dewotką. To co tutaj za chwilę przeczytacie odnosi się do obserwacji z życia trochę codziennego, a trochę publicznego. Jeśli mowa o tolerancji, czyli o równouprawnieniu, to ów zagadnienie powinno obejmować nie tylko sferę tych kochających inaczej, ale także powinno bronić przed krytyką moralistów oraz praktykujących katolików.
To, co dawniej uznawane było za normę, tradycję, przekonania, dziś utożsamiane jest ze wstydem. Inność wydaje się być normalnością, a zwyczajność czymś, co należy wyśmiać. Można było przedwcześnie wysnuć wniosek, że zmierzamy ku lepszemu, gdy wokół słyszało się głośne głosy tolerancji. Wniosek ten jednak okazał się błędny, gdyż tolerancja idąca ku złemu spotyka się z pochlebnymi komentarzami i w drugą stronę. Gdy pochwalimy coś nienagannego, możemy spotkać się z nietuzinkową krytyką.
Rozumiem być wyrozumiałym w stosunku do ludzi o innej orientacji seksualnej. Jeżeli osoby tej samej płci odkryją, że tylko w swoim towarzystwie mogą być naprawdę szczęśliwe, jeśli nie wyobrażają sobie życia bez siebie, to w porządku. Mają do tego prawo. Mogą również jak najbardziej mówić o tym głośno, w końcu żyjemy w wolnym kraju i każdy człowiek zasługuje na szacunek. Jeżeli jednak zdecydują się ogłosić światu swą odmienność, powinni liczyć się z konsekwencjami. Chociaż w tej kwestii społeczeństwo podąża ku bardziej światowemu podejściu, znajdzie się garstka takich, którym takie obnoszenie nie będzie się podobało. Dlatego z dystansem podchodzę do wszelkich marszów równości, do różnego typu manifestacji. Uważam, że jest to dobrowolne pójście na bitwę w dosłownym tego słowa znaczeniu z osobami, które za wszelką cenę będą chciały pokazać, że inność  im nie odpowiada. Żadna ze stron nie da za wygraną. Każda będzie chciała dominować i pokazać swoją wyższość, a przecież nie o to chodzi. Punktem kulminacyjnym miało być równouprawnienie, a nie przewaga jednej strony nad drugą.  Właściwie, jakby spojrzeć na to nieco inaczej, okazuje się, że o wspomnianym równouprawnieniu nie może być mowy. W dużej mierze dlatego, że w podświadomości człowieka małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, a dziecko powinno mieć mamusię i tatusia, a nie dwie mamusie bądź dwóch ojców. Automatycznie skazuje to homoseksualistów na brak praw adopcyjnych, co skreśla ich pragnienie posiadania dziecka. Chyba, że skombinują sobie potomstwo we własnym zakresie, pozwalając sobie na  skok w bok - oczywiście w imię rodziny.
Przejdźmy teraz do katolików, a konkretniej tych, którzy jawnie szydzą z religii. Osoby te w potocznym języku nie są nazywane nietolerancyjnymi, lecz nowoczesnymi. Wszak to właśnie osoba wierząca (a co tu dopiero praktykująca) kojarzona jest z zacofaniem, brakiem akceptacji oraz z dość niskim ilorazem inteligencji. Ciekawe skąd owe przekonanie się wzięło. Można wierzyć, można być tolerancyjnym i można do tego wszystkiego być osobą wysoce inteligentną oraz wszechstronnie wykształconą. Można iść z duchem czasu, uelastyczniać się, otwierać na nowe rozwiązania nie tylko technologiczne, ale także te niematerialne, jednocześnie chodząc do kościoła w każdą niedziele. Jednak już przy powierzchownej analizie można uświadomić sobie, że łatwiej skompromitować osobę wierzącą, która posiada wszystkie wyżej wymienione przeze mnie zalety, niż osobę przeciętnie inteligentną, która żartuje, wręcz kpi z sacrum. Teoretycznie nie można mówić o masowym problemie, gdy obśmianiu zostają poddani tylko wierzący. Prawdziwy problem pojawia się, gdy ci zaczynają wkraczać w sferę bliską przekonaniom milionów ludzi. Pisząc wprost, gdy zaczną szyderczo wypowiadać się o sprawach powszechnie uznawanych za święte. Moim zdaniem, bez względu na przekonania oraz stopień religijności, powinno się z szacunkiem odnosić do tego tematu. Dla wielu nie jest to powodem obrazy, gdyż do swojej wiary podchodzą z przysłowiowym przymrużeniem oka, należy jednak pamiętać, że są i tacy, dla których to tylko więcej niż ideologia. A przecież osoba tolerancyjna nie powinna śmiać się ze sposobu życia innych ludzi. Nie powinna dyskryminować tylko dlatego, że ktoś przynależy do takiej a nie innej grupy społecznej. To wszystko należy przenieść także na grunt wojen religijnych. Jeśli katolicy oczekują szacunku, niech okażą go również innym religiom, niech okażą go ateistom. Nie skreślajmy innych tylko dlatego, że mają odmienne przekonania niż my i w wielu kwestiach się nie zgadzamy. Jeśli chcemy uchodzić za naród tolerancyjny, to udowodnijmy, ze naprawdę nim jesteśmy.
Ania Kowalewska

Zobacz podobne tematy:

Felieton: Rządza linczu
Felieton: Za dużo obrządku, za mało wiary
Felieton: Wkurza mnie...
Felieton: "Od września dajemy za darmo"
Felieton: Dlaczego chińskie matki są lepsze?

Dodaj komentarz:

Podpis:
Przepisz kod:
Captcha

Komentarze (1)

Nagietek napisał/a dnia: 28.02.2011, 23:46
Fajny Tekst.Wielu ludzi, którzy uważają się za tolerancyjnych(czyli wartościowych przynajmniej tak długo, jak to słowo będzie miało wartość) wcale nimi nie są. Myślą tolerancyjnie-zwykły konformizm, koniunkturalizm. Probierzem wartości jest czas
• Losowa fotografia •

http://moje-gniezno.pl/zdjecia/generuj/mini/
• Newsletter •

Podaj swój adres e-mail aby otrzymywać newsletter z najnowszymi informacjami lub usunąć już dodany e-mail.