Logo

Imigranci, imigranci..., a co z emigrantami?

Artykuł dodany: Czwartek, 7 stycznia 2016
Imigranci, imigranci..., a co z emigrantami?
REKLAMA

Oboje po czterdziestce. Odkąd pamiętam on pracował za granicą. Ona również była aktywna zawodowo tyle, że w Polsce. Dorobili się pięknego domu, w którym ona wychowywała dzieci. On przyjeżdżał od czasu do czasu. Lata mijały niepostrzeżenie, pociechy rosły. Słomianą wdową miała być przez jakiś czas, który przedłużał się w nieskończoność. Spakowała walizki, zabrała dzieci, by dołączyć do niego. Dla swojej gromadki znalazła szkołę i przedszkole, a dla siebie pracę. Mówi, że nie ogląda euro pięć razy, tak jak u nas oglądała każdą złotówkę zanim ją wydała. Tęskni za bliskimi, których zostawiła w Polsce. Na początku było ciężko, teraz jest już lepiej. Rodzina powinna trzymać się razem, a rola ojca nie powinna polegać wyłącznie na zapewnieniu jej bytu, podsumowuje.

Wczoraj nad ranem kolejne małżeństwo opuściło kraj. Młodzi, wykształceni, którzy harowali jak woły, żeby ich było stać na wynajem mieszkania w Poznaniu. Rzeczy, które wydały im się zbędne rozdali, a rodzinę poprosili o przetrzymanie książek i pamiątek, które spakowali w trzy tekturowe pudła. Nie wiadomo, jak długo będą na nich czekały. On ma już pracę. Załatwił ją sobie jeszcze przed wyjazdem. Ona przez jakiś czas będzie uczęszczała na kurs językowy, by mogła ubiegać się o pracę w wyuczonym zawodzie. Zamierza robić to, czym zajmowała się w Polsce tyle, że za nieporównywalnie większe pieniądze. Zamiast dzieci zabrali ze sobą kota, bo mieszkając w Polsce na dziecko się nie zdecydowali. Przed wyjazdem nie powstrzymała ich rodzina, którą zostawili, ani współpracownicy, z którymi łączyła ich duża zażyłość. Nie było pomiędzy nimi wyścigu szczurów, napiętej atmosfery, donosów i kopania dołków. Załoga, z którą pracowali zamówiła przepiękny tort nawiązujący do wykonywanej przez nich pracy, zrobiła kolaż ze wspólnych zdjęć, a pieniądze, które się zostały z "pożegnalnej zbiórki" wymienili na walutę, która obowiązuje w kraju, do którego wyjechali. Na szczęście, jak powiedzieli. Pracodawca wystawił im znakomite referencje i życzył pomyślności. Czy się boją? Tak, ale bardziej od nieznanego obawiali się stagnacji w kraju. Za ich przykładem wypowiedzenie złożyło następnych kilka osób. Czy mają w planach wyjazd za granicę? Nie wiem.

Kolejne małżeństwo. Dwoje dzieci, w tym jedno wymagające szczególnej troski i rehabilitacji. Żona z tego powodu nie mogła podjąć aktywności zawodowej. Mieszkają w kawalerce, którą odziedziczyli po dziadkach. Maż od trzech lat przebywa za granicą. Do domu wraca na urlop i święta. Mówi, że jak skończą budowę domu w Polsce, wtedy wróci na stałe. W zdanie wchodzi rozmówcy kolega, który dodaje, że on też tak kiedyś mówił. Już nawet nie pamięta, kiedy to było. On tam, a bliscy w Polsce. Wspólne wakacje i święta z rodziną. Przyzwyczaili się już do tego, a jednak pakowanie walizek boli za każdym razem, gdy wspólny czas dobiega końca.

Nie wszystkim udaje się przetrwać trudną próbę czasu. Inny mężczyzna, który wyjechał "za chlebem", od jakiegoś czasu karmi się nim w samotności, bo rodzinie wystarczają alimenty, które systematycznie przysyła.

Dwie kobiety. Żyją razem za granicą od 2010 roku. Wzięły ślub. Nikt nie wytyka ich palcami. Pracują, płacą podatki, na tę chwilę wynajmują jeszcze dom, ale przynajmniej stać je na to bez mrugnięcia okiem. Są szczęśliwe, chociaż gdyby mogły mieć w kraju wszystko to, co mają na obczyźnie, wróciłyby z chęcią. Starszych rodziców mogłyby mieć "na oku" i w razie potrzeby być blisko nich. Jednak nic nie wskazuje na to, by miały kupić bilet powrotny. Tam, gdzie żyją czują stabilną sytuację finansową, tolerancję wobec ich orientacji seksualnej i to tam, a nie w Polsce marzy im się pogodna, spokojna emerytura. Irytuje je tylko stosunek niektórych Polaków, którzy po przepracowaniu trzech miesięcy biegną zapisać się na zasiłek, żeby czerpać z niego korzyści i grymasić, że pracy dla nich nie ma. Otóż jest, wystarczy chcieć pracować, a nie kombinować i wystawiać złe świadectwo uczciwym Polakom, dodają. Jedna z nich, ta która wyjechała o miesiąc wcześniej dostała informację o pracy od koleżanki. W tydzień zarabiała sumę, na którą u nas musiałaby pracować cały miesiąc. Najtrudniejsze są początki. Jeśli ma się pierwszą pracę, wtedy można zacząć rozglądać się za lepszą. 

Łatwo nie było. Warunki mieszkaniowe trudne. Kilka mężczyzn w jednym domu. Wspólna kuchnia. Z jednymi gorzej, z drugimi lepiej, ale jakoś się zgadzaliśmy. Pracowaliśmy do późnych godzin, po pracy jedliśmy obiad i gotowaliśmy na następny dzień. Raz po raz gdzieś wychodziliśmy, ale nie za często. Szkoda było trwonić ciężko zarobione pieniądze. Jak wróciliśmy, znajomi mówili, tym to się powodzi, do głowy im nie przyszło zapytać się, czy było ciężko. Do żony też jakoś nikt nie zadzwonił, żeby zapytać się, czy czegoś nie potrzebuje. Wydawało się, że jak mąż jest za granicą, to ona wszystko ma. Na rodziców jedynie mogliśmy liczyć, z rodzeństwem relacje się popsuły. Wyjazd za pracą był dla mnie trudnym doświadczeniem życiowym, pomógł jednak stanąć na nogi, podsumowuje trzydziestolatek.

Nie wszystkim, którzy próbowali sił w pracy za granicą dopisało szczęście. Niektórzy zostali oszukani, innym trudno było żyć z rodziną na odległość. W ich miejsce pojadą następni. Prawie każdy z nas ma, jeśli nie członka rodziny, to z pewnością znajomych, którzy pracują za granicą. Tymczasem bezrobocie w Polsce spada, a fachowców jak na lekarstwo.
tekst: Małgorzata Rakowska

REKLAMA
Plik banneru
Podobne tematy:
Dodaj komentarz
Podpis:

Komentarze do artykułu (2)

Czytelniczka
20.01.2016 16:20

Drogi POLO, każdy ma prawo do własnego zdania, nawet jeśli się myli. Łatwo jest oceniać ludzi kompletnie ich nie znając. Najważniejsze, że znają nas nasze rodziny i przyjaciele, którzy są ogromnym wsparciem.
Reszta zawsze będzie coś wytykać, nie wiem tylko dlaczego. Z zazdrości że komuś coś się uda? Nie wiem, nie wnikam. Zbyt mało interesujące. Pozdrawiam!

Odpowiedz
Polo
20.01.2016 09:52

jak tak tesknia to niech wróca jakos chetnych nie widze

Odpowiedz


REKLAMA

REKLAMA
Plik banneru

REKLAMA
Plik banneru
Wydarzenia
Newsletter
Podaj swój adres e-mail aby otrzymywać newsletter z najnowszymi informacjami lub usunąć już dodany e-mail.
Losowa fotografia

Losowe fotografie

MOJE-GNIEZNO.PL
Właściciel: Andrzej Bukowski
ul. Budowlanych 15a/14
62-200 Gniezno
Numer wpisu do Rejestru Dzienników i Czasopism:
RPR 2844
tel.kom.: +48 603 536 506
e-mail:
redakcja@moje-gniezno.pl
Copyright © 2017 Moje Gniezno