Logo

Choroba niejedno ma imię

Artykuł dodany: Środa, 8 lipca 2015
Choroba niejedno ma imię
REKLAMA

Ilu z nas "często lub zawsze szuka informacji o zdiagnozowanej chorobie i zaleconym leczeniu w Internecie, książkach, czy czasopismach"? CBOP informuje, że 30% badanych respondentów. Mniejszą grupę, bo 19% stanowią osoby, które "często lub zawsze po konsultacji z lekarzem starają się uzyskać opinię od innego lekarza". (Raport z grudnia 2014).

Gdy coś jest na rzeczy, hołduję zasadzie: "Ufaj, ale kontroluj".

Po trzydniowej hospitalizacji pacjent został wypisany ze szpitala. Taka jest kolej rzeczy, jeśli stan pacjenta jest dobry, a jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Problem leżał w tym, że ani jego stan nie był dobry, ani jego życie nie było bezpieczne. Uskarżał się na silny ból brzucha. Nie przyjmował pokarmu i płynów. Nazajutrz domagał się przyjęcia na oddział. Jego postawa "roszczeniowa" okazała się, jak najbardziej słuszna, gdyż zdiagnozowano u niego silny skręt jelit. Naprędce został poddany zabiegowi "ratującemu życie", jak wyraził się jeden z lekarzy informując rodzinę o jego stanie zdrowia.

Kilka lat wcześniej ten sam pacjent spotkał na swojej drodze lekarza, który nie rozpoznawszy wrzodziejącego zapalenia jelita grubego ręczył, że wie co robi i ma zamiar wyleczyć go ... Smectą! (Lek stosowany jest w leczeniu stanów biegunkowych u dzieci i dorosłych. Lek znalazł również zastosowanie w objawowym leczeniu bólów towarzyszących chorobom przewodu pokarmowego.) Źródło: ulotka od leku.

Już sama informacja zawarta w ulotce może budzić poważne wątpliwości co do pomyślności "kuracji" tak poważnego schorzenia.

Inny lekarz i inny pacjent. Przypadłość też inna. Diagnostyka i zalecenia bez zmian. Równie mocno nietrafione. Dziecko lat siedem. Nie przyjmuje pokarmów. Częste wymioty. Wysoka temperatura. Po wizycie lekarza rodzinnego brak poprawy. Rozczarowanie przyniosła też prywatna wizyta lekarska. Brak zaleceń podstawowego badania krwi i moczu. Lekarstwem miała okazać się ... Coca Cola! Po konsultacji z trzecim lekarzem okazało się, że pomóc może tylko niezwłocznie podany antybiotyk. Diagnoza: zakażenie układu moczowego. Tu odbyło się bez improwizacji lekarskiej, ponieważ jadąc na wizytę do pani doktor, rodzice dziecka zostali poinformowani o konieczności zrobienia badań.

Powyższe dwa przypadki, jak najbardziej autentyczne. Ostatni również. Jednak dobrego zakończenia próżno w nim szukać.

Mama była pacjentem Centrum Onkologii. (Nie przytaczam nazwy miejscowości, bo nie o to tu chodzi). Diagnoza wbiła nas w ziemię. Rak piersi. Do tej pory osoby chorujące na raka znałam z widzenia, albo wcale. Wtedy poznałam jak wygląda rak od podszewki. Chemioterapia, później radioterapia. Po zakończonym cyklu leczenia przyszła pora na Trastuzumab, który jest stosowany w przypadku raka z tak zwanym dodatnim receptorem HER-2. Byłam świadoma zagrożeń wynikających z posiadania HER-2 dodatniego. (Możliwość agresywnego przebiegu choroby i szybkiego pojawienia się przerzutów odległych. Najczęściej do płuc, wątroby, kości i mózgu). Wiedzę tę czerpałam z Internetu. Nie wspomniał mi o tym żaden lekarz. Pewnie dlatego, żebym nie stała się dla nich nadmiernie absorbująca. I tu się nie pomylili. Po dwóch latach zaczęłyśmy zadawać pytania z serii pozornie trudnych. Dlaczego mamę bolą nogi? Dlaczego boli ją prawa strona w okolicy żeber? I dlaczego ma oporny w leczeniu kaszel przy użyciu wszystkich środków zaleconych przez lekarza rodzinnego? Gdyby prowadzący mamę lekarze wykazali się profesjonalizmem i gestem dobrej woli, mama otrzymałaby skierowanie na badanie PET (Pozytonowa Emisyjna Tomografia). Tu posłużę się trafnym porównaniem z książki, pt.: "Gwiazd naszych wina": "świeciłaby wtedy jak choinka". Przez rażącą niefrasobliwość zostały przeoczone przerzuty do kości i do wątroby. Przerzut na płucach widoczny na zdjęciu rentgenowskim został odczytany jako zwapnienia po przebytej rzekomo gruźlicy w dzieciństwie. Nie muszę dodawać, że mama zakończyła leczenie w tym szpitalu z wielkim hukiem!

Nie chodzi tu bynajmniej o to, by toczyć dysputy z lekarzem na przykładzie jaja mądrzejszego od kury, ale o to, by nabyć śmiałość prowadzenia konwersacji z lekarzem. O to, by mieć odwagę przedstawienia swojego punktu widzenia. Nikt od nas samych nie zna lepiej swojego ciała. Jeśli zatem coś nas mocno niepokoi, dlaczego często bezwiednie poddajemy się w gabinecie lekarskim? Mądry lekarz jest jak mądry nauczyciel: nie wstydzi się przyznać, że czegoś nie wie, że chciałby to skonsultować z innym specjalistą, albo zasugerować wizytę u takiego. Kiedy trzeba powiedzieć pacjentowi, że nadszedł moment, w którym jego kompetencje się kończą, będziemy potrafili to docenić. To uczyni go w naszych oczach autentycznym. A o to tu idzie przecież. Stawką jest nasze zdrowie, a czasem życie. Na marginesie pozwolę sobie jeszcze podzielić się z Państwem bezcennym, bo rzetelnie i profesjonalnie prowadzonym forum onkologicznym Dum Spiro-Spero.
Małgorzata Rakowska

REKLAMA
Plik banneru
Podobne tematy:
Dodaj komentarz
Podpis:

Komentarze do artykułu (0)



REKLAMA

REKLAMA
Plik banneru

REKLAMA
Plik banneru
Wydarzenia
Newsletter
Podaj swój adres e-mail aby otrzymywać newsletter z najnowszymi informacjami lub usunąć już dodany e-mail.
Losowa fotografia

Losowe fotografie

MOJE-GNIEZNO.PL
Właściciel: Andrzej Bukowski
ul. Budowlanych 15a/14
62-200 Gniezno
Numer wpisu do Rejestru Dzienników i Czasopism:
RPR 2844
tel.kom.: +48 603 536 506
e-mail:
redakcja@moje-gniezno.pl
Copyright © 2017 Moje Gniezno