Logo

Matka. Na obozie persona non grata

Artykuł dodany: Piątek, 3 lipca 2015
Matka. Na obozie persona non grata
REKLAMA

Plecak pieczołowicie zapakowany. Ale czy na pewno o czymś nie zapomnieliśmy? Czy nasza pociecha ma wszystko, by przetrwać dwa tygodnie z daleka od domu? Nie mniej ważna od reszty, oprócz wygodnych butów, szczoteczki do zębów i kremu z filtrem ochronnym jest szczypta swobody, jaką musimy dać dziecku. Nawet takiemu, które na obóz jedzie po raz pierwszy.

W odróżnieniu od naszych rodziców mamy sytuację komfortową. Dziecko jeszcze nie zdąży dojechać na miejsce, a my wiemy jak znosi podróż, jakie ma samopoczucie. Jedyna obawa dotyczy ewentualności zagubienia telefonu komórkowego. Inną kwestią jest, czy znajdzie czas, by do nas zadzwonić.  Tu pole do popisu mają organizatorzy wypoczynku.

Debiut moich córek na obozie mam już za sobą. Było im raźniej, bo pojechały razem. Jedna miała lat dziewięć, druga dziesięć. Wybierając obóz dla córek miałam na uwadze zaświadczenia organizatora  o wpisie do Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych. To ważny punkt "programu". Organizator zapewniał wykwalifikowaną kadrę wychowawców, opiekę medyczną. Dzieci jechały z pozytywnym nastawieniem, jednak nie minął tydzień, a pojechałam przyjrzeć się im wojażom z bliska. Towarzyszem podróży była moja mama. Mądra kobieta. Od razu stwierdziła, że to nie jest najlepszy pomysł, jednak jej sceptycyzm nie miał siły przebicia. Pod pretekstem pięknej pogody wyruszyłyśmy do Kołobrzegu. Nasza obecność nie zrobiła na nich większego wrażenia. Przywitały się i dołączyły do grupy. Przekonałam się na własne oczy, że jakoś sobie radzą. Jakoś, bo jakby chudsze i zmęczone. Wiedziałam, że idą na plażę. My też tam zmierzałyśmy, rzecz jasna. Minęła godzina, a dzieci moich pośród wielu innych nie widać.  Sięgnęłam po komórkę. "Przecież jesteśmy", słyszę. Pojechałyśmy wtedy do  Kołobrzegu po raz pierwszy i nie wzięłam pod uwagę informacji, że są dwie plaże. Jedna w Kołobrzegu Wschodnim, druga Zachodnim. Dziwne było dla mnie, że są na tej drugiej. Nadłożyłyśmy trochę drogi z uwagi na fakt, że oddziela je kanał portowy, ale cel był szczytny. Musiałam się przekonać, czy dziatwa w wodzie jest bezpieczna. Nie do końca ufałam wychowawczyniom, czy dadzą radę ogarnąć wzrokiem tak liczną grupę wśród wielu innych wczasowiczów. Pełniłam wartę z boku. Odprężyłam się, kiedy zeszli z plaży na obiad.

Nowy dzień nastręczył mi kolejny powód do niepokoju. Moje dzieci, nie podejrzewając spisku oznajmiły mi, że wybierają się z grupą na koncert. Pierwsze, co sobie wyobraziłam to butelka, którą można dostać w głowę. Prawdopodobieństwo takiej sytuacji wzrastało, gdyż były na obozie dwie córki. Zatem nawet jeśli nie jedna, to a nuż druga  dostanie? Sprytny w mojej ocenie był wybieg nabycia biletów. Zajęłyśmy miejsce tuż za nimi. Mama ponownie stwierdziła, że to nie jest najlepszy pomysł. Potwierdziło to zachowanie moich córek. Błyskawicznie zajęłyśmy mniej newralgiczne miejsca. Atmosfera na koncercie była bez zarzutu. Nie było latających butelek, nie było pogo. Wszystko było w porządku, co zapewne przewidzieli wychowawcy zabierając grupę na koncert zespołu ... Feel.

Z perspektywy czasu porównuję moją troskę do szukania dziury w całym. Ale kto zabroni matce?
Małgorzata Rakowska

REKLAMA
Plik banneru
Podobne tematy:
Dodaj komentarz
Podpis:

Komentarze do artykułu (0)



REKLAMA

REKLAMA
Plik banneru

REKLAMA
Plik banneru
Wydarzenia
Newsletter
Podaj swój adres e-mail aby otrzymywać newsletter z najnowszymi informacjami lub usunąć już dodany e-mail.
Losowa fotografia

Losowe fotografie

MOJE-GNIEZNO.PL
Właściciel: Andrzej Bukowski
ul. Budowlanych 15a/14
62-200 Gniezno
Numer wpisu do Rejestru Dzienników i Czasopism:
RPR 2844
tel.kom.: +48 603 536 506
e-mail:
redakcja@moje-gniezno.pl
Copyright © 2017 Moje Gniezno