Felieton: Felieton z recenzją pomieszany
Data dodania: 09.12.2010 | Drukuj artykuł
Zima za oknem, sypie śnieg, a ja ze sobą przynoszę małą kulturową odwilż, krótką podróż po "literaturze" mi bliskiej. W cudzysłowie, bo nie będzie to literatura sensu stricto, lecz komiks, w naszym kraju wciąż borykający się z komunistycznymi stereotypami.
Jak podaje Słownik Terminów Literackich komiks to „fabuła opowiedziana za pomocą serii obrazków rysunkowych wspomaganych wątłym tekstem słownym; rysunek przedstawia bohaterów w wyraźnie zarysowanej sytuacji, tekst zaś ogranicza się tylko do ich wypowiedzi wmontowanych w rysunek w formie tzw. „dymka””. W oparciu o nieprawdziwość tej definicji mogłabym napisać całą książkę, lecz nie taki jest mój zamiar. Chcę zabrać Cię Drogi Czytelniku w króciutką podróż po komiksowych pozycjach obowiązkowych (wybór tytułów jest bardzo subiektywny i oczywiście nie zawiera wszystkich godnych uwagi publikacji).Zacznę od tytułu, który doczekał się swojej ekranizacji wyświetlanej w kraju nad Wisłą, z którymi moi Drodzy Czytelnicy może mieliście okazję się zapoznać przy okazji którejś wizyty w kinie, bądź widzieliście w telewizji. Mowa o ekranizacji komiksu Franka Millera „Sin City”. Tytułowe Miasto Grzechu to mroczna, brudna metropolia rządzona przez skorumpowanych polityków i głęboko siedzącą im w kieszeni policję. W tym miejscu dobrzy faceci są złymi facetami, a źli - dobrymi. Dwugodzinny film oparty został na tomach pierwszym, trzecim i czwartym (cała seria liczy sobie 7 tomów), przedstawione zostały historie najważniejszych postaci z Miasta Grzechu, które możemy spotkać również w innych opowieściach z cyklu. Komiks ma niepowtarzalny klimat, całość utrzymana w tonacji czarno-białej z nielicznymi kolorowymi akcentami ważnymi dla dalszej fabuły (np. żółty drań z tomu „Ten żółty drań”, który został przeniesiony na duży ekran). Właśnie specyficzna szata graficzna dała pole do popisu autorom filmu, którzy stworzyli niepowtarzalne dzieło, szalenie wierne pierwowzorowi (na ekranie dosłownie widzimy kadry z komiksu). Pozycja zdecydowanie przeznaczona dla czytelnika, który osiemnaste urodziny ma już za sobą. Jak pokazała ekranizacja „Sin City” jest wspaniałym czarnym kryminałem, dostarczającym rozrywki nie tylko fanom gatunku.
Persepolis, miasto w starożytnej Persji, obecnie tereny te należą do Iranu, stąd pochodzi Marjane Satrapi, która zawarła swoje wspomnienia w komiksie „Persepolis”. Jej dzieciństwo przypada na czas obalenia Szacha, zwycięstwa Rewolucji Islamskiej i wyniszczającej wojny z Irakiem. Jej graficzna autobiografia składa się z dwóch tomów. Pierwszy opowiada o dzieciństwie do momentu wyjazdu autorki do Austrii, gdzie miała przeczekać wojnę. Drugi tom opowiada o jej zmaganiach z wiedeńską rzeczywistością i powrocie do domu. „Perspepolis” doczekało się swojej animowanej adaptacji. Daleko jej do pierwowzoru, ale mnie poruszyła równie jak komiks. Fragmenty, w których widzi się dziecko/nastolatkę borykającą się z porewolucyjną rzeczywistością tak różną od tej, do której przywykła, skłaniają do refleksji nad kondycją państw wyznaniowych. Iran, który przedstawiła Marjane przeraził mnie. Już wcześniej wiedziałam o religijnym reżimie tego kraju, ale przecież w Iranie nie zawsze tak było. Kobiety nie musiały zawsze się zasłaniać i można by było nawet się pokusić o stwierdzenie, że wcześniej było tam „normalnie”. „Persepolis” uważam za pozycję obowiązkową, jeżeli nie komiks (obecnie trudno jest go znaleźć) to na pewno film, który zobaczyć można nawet na youtube i to po polsku.
Komiksową autobiografią jest też „Fun Home tragikomiks rodzinny” autorstwa Alison Bechdel. Żadna z powyższych pozycji nie jest tak daleko od przytoczonej przeze mnie na początku definicji, jak dzieło (z rozmysłem użyłam tego słowa) panny Bechdel, gdyż tutaj fabuła jedynie posiłkuje się rysunkami i bez tekstu nie bylibyśmy w stanie zrozumieć historii. Ściśle ujmując to nie jest komiks, lecz powieść graficzna, nad którą spędziłam 4 dni (zwykle „połykam” komiksy w góra dwie godziny) i po odłożeniu jej na półkę miałam poczucie, że przeczytałam kawał dobrej literatury. Jeśli chodzi o fabułę to mogłabym ją streścić tutaj w całości bez najmniejszej szkody dla potencjalnego czytelnika. Alison opowiada historię swojego dzieciństwa, które spędziła w domu pogrzebowym prowadzonym przez rodzinę od pokoleń. Sama familia składa się z artystycznych indywidualności żyjących bardziej obok siebie niż ze sobą. Pretekstem do opowiedzenia całej historii jest śmierć ojca Alison, o której dowiadujemy się praktycznie na samym początku. Właśnie wokół ojca krążą myśli i rozważania autorki; jak jego nieobecność (za życia i po nim) wpłynęła na nią? Czy pomimo wszystko to on ją ukształtował, literatura przez niego polecana?
By w pełni docenić „Fun Home” należało by znać wszystkie książki, o których mowa w komiksie (m.in. „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta i „Ulissesa” Joyce’a), chociaż ta literatura nie jest mi bliska, rozumiem jaki wpływ wywarła na życie bohaterów. Komiks doczekał się w połowie roku wznowienia, przy tej okazji zaopatrzyłam się w jeden egzemplarz. Często wracam do tej historii, kartkuję, czytam fragmenty z poczuciem, że to nie jest zwykły komiks tylko prawdziwe życie.
Mam nadzieję Czytelniku Drogi, że dobrze bawiłeś się podczas tej krótkiej wycieczki po komiksach. Jeżeli sięgniesz chociaż po jeden tytuł lub przestałeś wierzyć, że komiksy są dla dzieci, albo ludzi zbyt leniwych by przeczytać książkę to warto było posiedzieć nad tym tekstem.
Paulina F.
Zobacz podobne tematy:
| • Felieton: Za dużo obrządku, za mało wiary |
| • Felieton: Dlaczego chińskie matki są lepsze? |
| • Felieton: "Od września dajemy za darmo" |
| • Felieton: Wkurza mnie... |
| • Felieton: Rządza linczu |
Dodaj komentarz:















